Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

12223 miejsce

Nie czas na pozycję horyzontalną

Piotr miał 13 lat, gdy poszedł z kumplami na wrocławskie Morskie Oko. Skoczył do wody, jak to się mówi, nieszczęśliwie. Poczuł tylko straszliwy ból i duszność. Błysnęła myśl o bliskich i nic więcej, bo szybko zapadł w ciemność.

Po trzech miesiącach zdjęli go z wyciągu, który przypominał narzędzie tortur. Za progiem czekał już nie rower, a wózek inwalidzki oraz perspektywa kilku lat w sanatorium rehabilitacyjno-ortopedycznym.


Piotr Brycki. Źródło: Ciszewski PR- Bardzo długo nie umiałem zaakceptować swojej niepełnosprawności i pytałem Pana Boga: Dlaczego ja? - opowiada Piotr. - Pan Bóg nie odpowiadał, milczał. W końcu zrozumiałem to Jego milczenie, które zarazem było odpowiedzią: A dlaczego nie Ty? I wtedy nastąpiło przewartościowanie, zrozumiałem, że to moje nowe życie jest moje i postanowiłem, że nikomu nie pozwolę niczego więcej z niego zabrać – mówi.

To było w II klasie LO. Przebywał wtedy w sanatorium na wrocławskim Poświętnym. Gdy koledzy z jego sali szli na rehabilitację, Piotr zostawał i ubrany w aparaty ortopedyczne, z koszem biodrowym i chodzikiem, trenował w szpitalnym parku. Na tych próbach przyłapał go lekarz naczelny. Powiedział chłopakowi, że ma być na rehabilitacji, a nie w terenie. – Ale ja ćwiczę, chcę i będę chodzić! - przekonywał Piotr.
– Prędzej kaktus wyrośnie mi na dłoni, niż Ty będziesz chodził - stwierdził doktor.
Wtedy Piotr się rozpłakał. Dopiero dwa lata po maturze przyjechał na Poświętne w odwiedziny, by sprawdzić, czy kaktus wyrósł lekarzowi na dłoni. Bo on sam zaczął w tym czasie chodzić bez aparatów, o kulach. Nie było to wprawdzie chodzenie komunikacyjne, w pełnym słowa tego znaczeniu, ale było.

Płaciłem własną sprawnością

Jako student, Piotr pokonywał te same, koszmarne schody na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego, po których 20 lat później miała gramolić się Monika, "Dziewczyna z perłą" . Jak każdy niepełnosprawny, do pełnej wolności potrzebował własnego samochodu. Lekarz medycyny pracy, jako kolejny, odmówił wydania zaświadczenia, potrzebnego do uzyskania prawa jazdy. Bał się, że Piotra dopadnie spastyka szyi (patologiczne skurcze mięśni) i w pewnym momencie głowa kierowcy samoczynnie obróci się w przeciwnym do jazdy kierunku lub nogi zablokują pedał gazu i hamulca.

- Wtedy ja, oczywiście na przekór, wsiadłem do mojego trabanta, wjechałem na podwórko przychodni i jak zacząłem manewry... Lekarze zlecieli się do okien – opowiada. – Po tym spektaklu nie mieli wątpliwości. Dostałem zaświadczenie.

Piotr był jednym z pierwszych niepełnosprawnych we Wrocławiu, którzy zrobili prawo jazdy. Dostał je od razu na czas nieokreślony. Stał się wtedy niezależny i mógł rozwinąć działalność rzemieślniczą: robił i sprzedawał biżuterię do NRD, Węgier, Czechosłowacji.  Złamał go dopiero tani import z Azji. Musiał zamknąć interes. Runął dom, uschło zasadzone przed laty drzewo, po 18 latach rozpadła się rodzina. W dodatku, zajęty interesami, zaniedbał rehabilitację, stracił kondycję i znów musiał usiąść na wózku. – Za dostatek dla rodziny i siebie zapłaciłem własną sprawnością – wyznaje.
 
Bariery są w ludziach

Przez dwa lata poznawał smak samotności i bezrobocia. Stukał do wielu drzwi, najczęściej bezskutecznie. Oferowali mu 700-800 zł miesięcznie netto, a on śmiał się ukradkiem, bo tyle właśnie wydawał na benzynę i... na papierosy. Doszedł do wniosku, że przeszkody tkwią tak naprawdę nie w krawężnikach i ciasnych klatkach schodowych, ale w samych ludziach. Był rok 1999, nie istniały jeszcze kampanie na rzecz aktywizacji niepełnosprawnych. Mężczyzna na wózku budził u pracodawców zdziwienie i popłoch, a to bolało.

Od czasu przełomu wtedy, w sanatorium, powtarzał sobie: Nie jestem kaleką. Jestem zdrowym facetem, tyle że na wózku. Unikał jak ognia stowarzyszeń, organizacji dla niepełnosprawnych. Dla niego były to miejsca, gdzie ludzie rozczulali się nad swoim losem i czekali na pomoc z założonymi rękami. A on chciał żyć zwyczajnie.

Konferencja Wstań i unieś głowę

W 2000 roku urząd pracy skierował go do Impela, zakładu pracy chronionej. Już pracując w Impelu, ukończył podyplomowe zarządzanie i marketing na Akademii Ekonomicznej oraz doradztwo zawodowe na Uniwersytecie Śląskim. Ze specjalisty ds. przetargów szybko awansował na rzecznika osób niepełnosprawnych. Przybrał jednocześnie rolę ich trenera. Spotykanych w pracy, w sanatoriach i na rehabilitacji namawia do tego, "żeby im się chciało chcieć", żeby kończyli studia, zakładali działalność gospodarczą, nie bali się aplikować do firm.

- Niepełnosprawny musi być silniejszy od swego zdrowego rówieśnika. Kiedy się przewracasz, to musisz wstać, podnieść się, unieść głowę - tłumaczy Piotr. - Jeszcze nie czas na pozycję horyzontalną. Trzeba wtedy pokazać, udowodnić, że jest się coś wartym dla pracodawcy, że potrafi się więcej lub nie mniej niż inni. Ja przez półtora roku uparcie wysyłałem swoje CV. Teraz wiem, że w końcu zawsze znajdzie się wyciągnięta dłoń, która pomoże ci wstać - przekonuje.

Jego pochwyciła najpierw ręka pracodawcy. A potem - dłoń kobiety, z którą od trzech lat jest w szczęśliwym związku. Swoją Elkę poznał w Ciechocinku.
- To jest wielki prezent od Boga dla mnie. Daję i otrzymuję ciepło, troskę, uczucie i to, co nazywa się partnerstwem - opowiada wzruszony Piotr.

Piarowiec, trener, meloman, poeta

 

Wielki Boże, pamiętam, jak się jeździ na nartach, łyżwach, rowerze, koniu,
motocyklu....
Wielki Boże, wciąż pamiętam, jak się biega, skacze, pływa, tańczy - doskonała jest
wolność nieskrępowanego człowieczego ciała.

I uśmiecham się ciepło do wspomnień
I dziękuję Panu Bogu za zebrane doświadczenia.
I za to wszystko, co się jeszcze wydarzy.
W. P. Brycki, "Modlitwa" (fragment)

Mógłby godzinami opisywać, jak współorganizował Grupę Aktywnej Rehabilitacji, bezpłatne rozdzielanie dwóch TIR-ów sprzętu ortopedycznego sprowadzonego z Niemiec, akcje: "Lodołamacze", "Wrocław bez barier" i "Wyślij CV, ktoś czeka".
Naszą rozmowę przerywa dźwięk telefonu. Piotr uśmiecha się i przeprasza, ale ma pilne spotkanie w Sejmiku Osób Niepełnosprawnych. Chce dokończyć opowieść, choć sam nie wie, kiedy da radę to zrobić. Bo on już taki jest, że ma więcej pomysłów niż czasu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

Jeszcze wielki plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witaj, Olu!
Zwlekłszy się z łoża boleści, postanowiłem podzielić się z Tobą tym, com usłyszał we śnie z ust niejakiego Dusiołka. Bestia owa pokraczna a szpetna całą noc szeptała mi do ucha niestworzone brednie. A oto fragment kuszenia odnoszący się do powyższego tekstu:

"To nie jest dobry temat. To nie jest dobry tekst. W dodatku język, którym posługuje się panna Solarewicz stanowi jaskrawy przykład nieudolności i niesprawności warsztatowej. Jej artykuły nic sensownego nie wnoszą i - wbrew deklaracjom naiwnych - nie pozostawiają w duszy żadnego śladu. Nuda i flaki z olejem... Dobrze, że przynajmniej dostrzegają to Redaktorzy. Dobrze, że przynajmniej profesjonalistom nie trza tłumaczyć, że taka autorka, jak Ola, nie zasługuje na choćby jedno pióro. Zastanówmy się jednak nad jakimś programem naprawczym dla Oli.
Hmm.. Może niech napisze o przeżyciach, jakie stały się jej udziałem podczas światowego zjednoczenia dusz i ciał w walce o pokój, któremu największa redakcja w Polsce miała niedawno zaszczyt patronować. A może niech się pochyli nad garnkiem, a następnie olśni wszystkich ostrym, bezkompromisowym i pełnym werwy artykułem o ulubionej zupie. A czy nie mogła by lekko tylko modyfikując, przepisać pod własnym nazwiskiem któryś z kawałków z lokalnego dodatku Gazety Wyborczej? Lub choćby notatkę PAP-u? Ostatecznie niechże palnie adres wiernopoddańczy bogato inkrustowany cytatami z autorytetów. Kawał lenia z tej dziewczyny. Co gorsza, kawał zdolnego lenia. Czy ona nie rozumie, to czym nas obdarza, to nie jest dziennikarstwo? A w każdym razie nie jest to dziennikarstwo obywatelskie. Przynajmniej na razie. Ale dajmy jej jeszcze szansę. Niechże się troszkę postara. Co by nie gadać, jakiś tam potencjał ma. Szkoda tylko, że tak głupio go marnotrawi"

Tutaj zbudziłem się, zlany zimnym potem.. Co za brednie potrafią się człowiekowi wyśnić!

Olu, przekaż ode mnie serdeczne pozdrowienia Piotrowi Bryckiemu. Ten facet potrafi przywrócić do pionu. To wspaniale, że są tacy ludzie. A także, że trafiają akurat na Ciebie. Bez Ciebie pewnie nigdy nie dowiedzielibyśmy się o nich.

Serdecznie pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mirnalu, ja się zastanawiam nad tym, chodząc po górach. Jeśli ktoś(a) idzie w zimowe góry w szpileczkach, a potem GOPR zwozi ją poobijaną, to ona powinna płacić za narażanie siebie i ratowników.
A czy ja się specjalizuję "w smutnuch społecznych tematach"? Chodzi mi raczej, by pokazać, że to, co wydaje się smutne i beznadziejne, może być fascynujące, silne, piękne. Ci ludzie uczą, jak można bardziej być człowiekiem. A przede wszystkim, żeby prasa przestała narzekać. W świecie krąży dobro, tylko trzeba je umieścić na tapecie :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Naprawdę świetny tekst, trudny a zarazem bardzo ważny temat +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny artykuł. Podziwiam ludzi, którzy potrafią się podnieść. (+) dlA Ciebie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kiedyś podczas budowy domku (prywata) spadłem na plecy i miałem pół roku w plecy - dosłownie i w przenośni. Mialem wyrzuty sumienia wobec spoleczeństwa, że przez moją głupotę ktoś musiał mi placić zasiłek przez zakład przcy, a w stoczni ktoś musiał za mnie pracować. Dobrze, że nie skończyło się to wózkiem itp., choć grzbiet od 10 lat mnie wtym miejscu boli i pewnie nigdy nie przestanie. Czytając historie o chłopakach skaczacych do wody, to mogę tylko losowi podziękować, że był łaskawszy, choć i moja głupota była jednak mniejsza. Wszak latem nie ma dnia, aby nie przestrzegano przed skokami w nieznane. Właściwie ludzie powinni być dodatkowo karani za głupotę (np. ja), ale kto to zaproponuje, skoro i tak ludzi spotyka nieszczęście? Choćby Otylkę - czytacie, jakie bluzgi na nią spadają na portalach? Aż skóra cierpnie. A sąd ma swoją procedurę i musi ja skazać. Pewnie dostanie 3 w zawieszeniu na 5.
Temat plusowy, choć widzę - Ola zaczyna się specjalizować w smutnych społecznych tematach, które są wysoko oceniane.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Olu kolejny Twój świetny materiał...podejmujesz bardzo ważne i dla wielu ryzykowne tematy, ale artykuły są rzetelne. Podziwiam i pozdrawiam +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piotrek mówił mi, że tylko 4% z nich osiąga wyższe wykształcenie. Główna przeszkoda w kształceniu się to brak transportu. Jak człowiek ze spastyką ma prowadzić auto?

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Prędzej kaktus wyrośnie mi na dłoni, niż Ty będziesz chodził" - nie rozumiem lekarzy, którzy nie wierzą w siłę ludzkiej psychiki. Nie tylko nie rozumiem, ja ich nie szanuję!
Olu, Twój tekst utwierdza mnie kolejny raz w przekonaniu, że ludzie niepełnosprawni są rzeczywiście silniejsi od zdrowych i niejednokrotnie lepiej sobie radzą w życiu Jednak dotyczy to chyba głównie tych, którzy pracują głową. Los inwalidów z podstawowym wykształceniem jest bardzo smutny :(
Piękny tekst Olu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cos dobrego i pozytywnego! +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.