Facebook Google+ Twitter

Nie jestem bohaterką grudnia 1981 roku

Anno Domini 1981 zapisał się szczególnie w życiu polskich rodzin niezależnie od tego, po której stronie polsko–polskiej barykady się znaleźli. Konsekwencje tego historycznego roku ponosimy do dziś, chociaż w różnym wymiarze.

Dla mnie początek tamtego roku był znamienny. Cud narodzin! Na świat przyszła moja najstarsza córka. Było pięknie. Nawet kłopoty z zaopatrzeniem, a wówczas mleko w proszku było dla mnie produktem priorytetowym, nie były w stanie stłumić we mnie radości życia. Macierzyństwo pochłaniało mnie bez reszty i walka z komuną nie miała szans w tej konkurencji, chociaż niezadowolenie, jakie towarzyszyło ludziom w tym czasie, było i moim udziałem. Nastroje społeczne ze szczególną mocą ujawniały się w wielogodzinnych kolejkach po podstawowe artykuły spożywcze. Prozaiczny papier toaletowy był w owym czasie rarytasem i jak się okazało, pierwszym papierem „wartościowym” zdewaluowanym w obecnej rzeczywistości.

W kolejkowych zmaganiach słowo solidarność nie miało znaczenia - znajomości i mocne łokcie były gwarantem sukcesu, bo nawet w komitetach kolejkowych dochodziło do korupcyjnych zachowań. Dotarcie do lady po upragniony kawałek schabu czy przerośniętej wołowiny było prawdziwym polem walki – nawet w tak zwanej kolejce dla uprzywilejowanych, czyli kolejce bez kolejki – jeden z paradoksów tamtych dni.

Stan wojenny zastał mnie w łóżku i w związku z tym nie pretenduję do miana solidarnościowego bohatera, chociaż ofiarą tamtych czasów niewątpliwie jestem, podobnie jak miliony Polaków. Tego niedzielnego grudniowego dnia nie obudziło mnie walenie w drzwi, ale dobiegający zza ściany głos gen. Wojciecha Jaruzelskiego, tak nieoczekiwany o poranku, że aż niepokojący. Włączyłam czarno–biały telewizor i zobaczyłam Teleranek w nowym wydaniu – zajmujący ekran generał oświadczał telewidzom, że wprowadzono stan wojenny, co znaczyło, że władza poza reglamentowaniem żywności wzięła się za reglamentowanie wolności: wyłączono telefony, wstrzymano komunikację, wprowadzono godzinę milicyjną i obowiązek posiadania zgody na opuszczenie województwa. Polska stała się federacją województw, z ograniczoną możliwością poruszania się po ludowym terytorium.

Strach przed niewiadomym podnosił poziomu stresu, tym bardziej, że mieszkałam w Trójmieście, które dziesięć lat wcześniej za bunt przeciw władzy zapłaciło życiem idących do pracy robotników. Represje dotknęły i innych nieprawomyślnych – tych, co mieli odwagę krytykować rządzących. Doświadczenia grudnia 1970 roku pozwalały spodziewać się wszystkiego. Informacyjna cisza była dołująca. Niepokój o najbliższych, strach przed niewiadomym, to rodzaj psychologicznej wojny z niezadowolonym z panującej rzeczywistości narodem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Miałem swój udział w tych wydarzeniach. Przebywając w Uhercach na "kilkumiesięcznych wczasach" zdążyłem lepiej jak gdzie indziej i kiedykolwiek poznać ludzi o różnej orientacji ideowej. Widziałem przemiany ludzi, sprawdzanie się w sytuacjach dramatycznych i zupełnie niespodziewane upadki. Cieszę się z Polski tej, dzisiejszej, choć żal mi, ze po drodze ideały "Solidarności" zostały zaprzepaszczone, ze wielu cichych, ale niezwykle wartościowych działaczy zostało pominiętych w nagrodach, odznaczeniach i - jak pisze autorka - żyje często na skraju nędzy. Tak jest. Jeśli marzyłem o wolnej Polsce, to o takiej, w której wszyscy Polacy będą żyli w zgodzie, w której nie będzie już obywateli II, i III kategorii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No właśnie Alicjo, rok 1980 a rok 1989 i późniejsze, to przepaść.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czas zaciera pamięć i ślady, a niektórzy cynicznie próbują to wykorzystywać. Przywódca głównej opozycyjnej partii jakiś czas temu próbował wmawiać Polakom, że to jego śp brat był główną postacią wydarzeń z sierpnia 1980. A Jaruzelski chce się jawić jako zbawca Narodu

Historycznych pozytywnych bohaterów Grudnia 1981 jest dużo.Życie i umundurowani rodacy dali im w kość, niszcząc kariery zawodowe, życie rodzinne, wypędzając z kraju.
Przypomnę, że sprawcami ówczesnego zła byli KOMUNIŚCI, tak dzisiaj cisi i dobroduszni.Może zamiast narzekać na postsolidarnościowców, warto przyjrzeć się jak dobrze żyją sobie dawni komunistyczni oprawcy, milicjanci, esbecy, dygnitarze, aparatczycy, centralni i terenowi działacze, PFRONowcy, IRCHowcy i inna swołocz.

Komentarz został ukrytyrozwiń
konio
  • konio
  • 12.12.2011 16:11

"Czy o taką Polskę chodziło?"-pyta autorka.Odpowiedź jest prosta:Zależy komu. Jutro na ulicę wyjdą po części ci,którzy w latach osiemdziesiątych nie maszerowali w pierwszych szeregach ulicznych demonstracji,a obok nich staną postsolidarnościowe,sfrustrowane dziady,które jeden,komunistyczny reżim chcieli zastąpić drugim-własnym.A co z Polską?Polska była,jest i będzie bez względu na to,o czym bredzą wariaci wespół z politycznymi cwaniaczkami. Próbują oni permanentnie negować wszystko ,co udało się,poprzez wyrzeczenia, osiągnąć całemu pokoleniu.Nie w smak im,że Naród potrafi nie tylko dla ojczyzny "kłaść łeb pod topór",ale że Polacy potrafią znacznie więcej.Polska i Polacy zaszli o wiele dalej niż mogli sobie wymarzyć przed ,a przede wszystkim podczas stanu wojennego.Polska jest,jaka jest.Innej nie ma i nie będzie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Autorka - "W kolejkowych zmaganiach słowo solidarność nie miało znaczenia ..." - i to było dla przysłowiowej matki-Polki clou bohaterstwa: biologiczne utrzymanie rodziny przy życiu. Wykarmienie dzieci, zspokojenie potrzeb rodzinnych starców, zdobycie srodków piorących, nieustanne robienie na drutach sweterków itp, itd, itp.
Noce w kolejkach, wymiana bonów wódczanych na maślane i obserwacja, kto - co - komu może dać, w ramach wzajemnej wymiany dobr/możliwosci i dopracowanego do perfekcji systemu ZAŁATWIANIA.
Z tak zwanymi "darami" dystrybuowanymi przez parafialne wiedźmy włącznie.

A kombatanci? Rosną kolejne pokolenia od czasów wojen punickich :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
rk
  • rk
  • 11.12.2011 21:19

To tak jak za PRLu - im więcej lat po II wojnie - tym więcej było kombatantów w ZBOWiD.

Dziś nawet kaci PRLu udają, że leżeli na styropianie - takie czasy ,takie czasy....

Komentarz został ukrytyrozwiń

(..) a coraz więcej – niestety – jedynie partyjnej solidarności. Czy o taką Polskę chodziło?
Niestety, tak nas "objął" wszechpędny duch demokracji, dla których dobro jednostki, innym stworzyło narzędzie wyzysku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Mirosławie prawda tamtych czasów na wesoło.
http://www.youtube.com/watch?v=NE4LfdZkB8s&feature=related

Abstrahując od powagi tamtych czasów i doznanych krzywd, dziś mamy tylu kombatantów że już tak na prawdę nie wiadomo z kim walczyli. Chyba że schowanie się w szafie lub chwilowe przycupnięcie na styropianie uznamy za oznakę niebywałego męstwa.
W tamtych czasach za młodzieńcze wybryki przyszło mi odczuć na plecach środki prewencji. Dziś dowiaduję się że niektórzy moi koledzy stojący z boku tych bójek występują o status pokrzywdzonego.
Pamięć ludzka jest złudna i można ją interpretować tak jak w załączonej scence w linku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To też prawda. Prawda tamtych czasów. Prawdą jest także, że obecnie "żaby" podstawiają nogi do podkucia.Pewnie poprawia im to kombatanckie samopoczucie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.