Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4869 miejsce

"Nie jesteśmy roszczeniowym pokoleniem". Młodzi oburzeni taką opinią

"Nie znam nikogo po studiach, kto nie przyjąłby pracy z ofertą zarobkową 2 tysiące złotych" - oburza się na fanpage'u Wiadomości24.pl Weronika. Po opublikowaniu w serwisie W24 artykułu "Za 2 tysiące nie wstaję z łóżka. Młodzi – roszczeniowi i leniwi?" głos aktywnie zabrali nie tylko czytelnicy Wiadomości24.pl, ale również młodzi fejsbukowicze. Poznajcie ich opinie.

 / Fot. Piotr Skrzypek, W24"Postawa roszczeniowa absolwentów? Większość pracuje za marne grosze już w czasie studiów, sama "przerabiałam" wtedy ulotki, pracę w kawiarni, gdzie miesięczna pensja wynosiła około 800 złotych, a często nawet mniej. Po studiach nadeszła szara rzeczywistość – oferty "wspaniałych" staży za niecałe 900 złotych z nadzieją na stałe zatrudnienie. Faktycznie zaciskało się zęby i każdego dnia wstawało do pracy, bo może "jutro" będzie lepiej – pisze na fanpage'u W24 Malwina.

O dwudziestokilkuletnich absolwentach media piszą zazwyczaj negatywnie: że nic im się nie chce, że są roszczeniowi, że mają wygórowane wymagania finansowe. Czy z takim typem absolwenta faktycznie utożsamiają się młodzi ludzie, czy może przeciwnie – negują istnienie "młodych roszczeniowych"? Z wpisów na fanpage'u wynika, że te opinie są dla nich krzywdzące, ale...

2 tysiące – mało czy dużo?

Minimalne miesięczne wynagrodzenie brutto w Polsce w roku 2013 wynosi 1 600 złotych. Wydaje się, że młodzi ludzie doskonale zdają sobie sprawę z istniejących realiów i nie spodziewają się pensji od 3 tys. zaraz po skończeniu studiów.

"Nie znam nikogo po studiach, kto nie przyjąłby pracy z ofertą zarobkową 2 tysiące złotych" - pisze Weronika, ale są też takie głosy: "A 2 tys. to dużo? Po 5 latach studiów?" – pyta Dominik. "Skoro wiedza jest towarem, to niech za nią płacą odpowiednio. Te 2 tysiące to jest nic. A jak się weźmie koszty utrzymania w naszym kraju, to starcza na styk" - pisze Romek, który zwraca uwagę na koszty życia w Polsce: "Ile kosztuje wynajęcie pokoju, nie mówię o mieszkaniu, ale pokoju? Od 700 stów wzwyż - znajomy za byle co płaci 1100 za pokój. To biorąc pod uwagę 2 tys netto, jest dużo. Do tego doliczmy jedzenie, które też do tanich nie należy i wychodzi, że z pensji zostaje jakieś 400 złotych na nieprzewidziane wydatki. A to i tak nie licząc komunikacji. Ta pensja mogłaby się wydawać wysoka, gdyby siła nabywcza naszej waluty była większa, ale nie jest".

Tylko że ten problem mają też ludzie z pokolenia trzydziestolatków. "Pierwsza praca za 750 zł na mies na umowie zlecenie. Po 10 latach dostaję 1600 w wielkiej korporacji. Własne mieszkanie? W innym życiu. Czas pomyśleć o pracy za granicą. Tam się szanuje ludzi. W Polsce mamy być tanią siła roboczą. Oby była praca, jakakolwiek... Smutna rzeczywistość" - pisze Tomek.

Porozmawiajmy o doświadczeniu

Pracy nie da się zdobyć bez doświadczenia, a doświadczenia bez pracy. "Roszczeniowcy", którzy nie wstają z łóżka nawet po 2 tysiące, mają marne szanse na znalezienie interesującej ich pracy. Jeżeli w czasie studiów nie robili nic, aby zdobyć praktykę, teraz mogą liczyć na cud.

Marcin krytykuje bezczynność "roszczeniowców": "A może by tak zacząć od czegoś, nabrać wprawy i potem wymagać? Praktyki nic nie zastąpi".

Praktyka, czy praca za małe pieniądze jest dobra dla osób samotnych – ci, którzy mają rodzinę, muszą ją mieć z czego utrzymać. Wówczas, nie dziwi fakt, że wymagają większych pieniędzy. Romek pisze : "Staże/praktyki są możliwe, ale jak ma się wsparcie rodziny. Mając do wyboru pracę, za którą mam pieniądze, a pracę, z której niby będę miał doświadczenie, to wybieram tę płatną. Większość młodych ludzi myśli o założeniu rodziny, wówczas, te 2 tysiące to nic".

Praktyki nie zawsze są szansą na stałe zatrudnienie. "Niestety staż się kończył, a na wolne miejsca byli kolejni chętni zaznać choć odrobiny swobody w życiu finansowym. Też na krótko. Nawet jeśli kogoś zatrudniali to na 3 miesiące, by spełnić wymagania Urzędów pracy i brali kolejnych- w końcu chodzi o redukcję kosztów zatrudnienia, a to darmowa siła robocza, którą można eksploatować do bólu" - kwituje Malwina.

A może emigracja?

Wielu młodych Polaków, każdego roku wyjeżdża po "lepsze jutro" do pracy za granicę. Zdają sobie sprawę, że tam będą mieli szansę na znacznie lepsze zarobki. Czy to oznacza, że należą do pokolenia roszczeniowego? Przeciwnie.

"Dla lata temu wyjechałem z Polski. Pierwsza praca (w UK) za 6,8 funta na godzinę poprzez polską agencję pracy, wydawała mi się dobrze płatna, lecz teraz po usamodzielnieniu się , nie podejmuje pracy za mniej niż 10 funtów na godzinę. Jeśli miałbym oceniać życie w Polsce, to określiłbym je pomiędzy trudnym a bardzo trudnym. W Londynie, lub w innych miastach UK, pomiędzy średnim a łatwym (…) Ciekawostka dla wszystkich, którzy wiedzą że coś już umieją (czytaj min. 5 lat w zawodzie ) - jeśli poważnie myślisz o wyjeździe uzbieraj około 2000 zł. , znajdź pracę przez internet ( najlepiej w kraju , którego język jest Tobie najlepiej znany ), kupuj bilet i wylatuj"– pisze Przemek Parzysz.

Remigiusz Szurek zwraca uwagę, że osoby wykonujące zawody nie wymagające wyższego wykształcenia zarabiają niejednokrotnie więcej, niż studenci czy świeżo upieczenie absolwenci: "Rozglądam się wkoło i widzę, że koledzy po zawodówkach budują już sobie domy, pracując za granicą, zaś ja jako student, muszę się martwić z czego opłacić te wszystkie ubezpieczenia, czy choćby raty za kredyt studencki".

Co po studiach?

Start zawodowy studenta czy absolwenta nie należy do łatwych, szczególnie w ostatnich latach cechujących się spowolnieniem wzrostu gospodarczego i niepewnością, która od rozpoczęcia kryzysu w 2008 roku zapanowała wśród krajowych i międzynarodowych przedsiębiorstw. Życie w Polsce nigdy nie było proste, o czym mogą świadczyć fale zarobkowej emigracji, których nasz kraj doświadczył w ostatnich dziesięcioleciach. Niska siła nabywcza złotówki oraz konsumpcyjny styl życia kreowany przez współczesne media budują u młodych ludzi potrzeby, które niełatwo jest zaspokoić, natomiast wzrastająca w ostatnich latach liczba studentów powoduje, że podaż młodych ludzi z wykształceniem wyższym ciągle rośnie. Wszystkie te trendy sprawiają, że sytuacja studentów i absolwentów nie jest prosta.

Co należy więc robić? Każdy musi odpowiedzieć sobie na to pytanie sam – gdyby ten problem miał uniwersalne rozwiązanie, już dawno by się rozwiązał.

Jedni będą z dużą determinacją szukać swojego miejsca na rynku pracy, zdobywając doświadczenie na darmowych lub niskopłatnych stażach lub praktykach. Inni wybiorą emigrację, szukając łatwiejszego zarobku poza granicami naszego kraju. Kolejna grupa będzie szukała nowych kwalifikacji, być może w zawodach, które nie wymagają wyższego wykształcenia. Będą również tacy, którzy postanowią stworzyć samemu swoje miejsce pracy i założą firmę. Jeszcze inni nie zrobią nic. Ważne, żeby to w tej ostatniej grupie się nie znaleźć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

Polska szkoła nie. Szkoła prywatna znajdująca się na terenie Polski - tak.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Hadrianie, napisałam, że nieco odbiegnę od tematu, bo polska szkoła nie rządzi się prawami wolnego rynku. Ale zostawmy to.
Przyglądam się, jak to się odbywa gdzie indziej i dochodzę do wniosku, że wciąż jeszcze w wielu firmach zbyt małe znacznie mają cechy, o których Pan pisze. Liczy się przede wszystkim to, żeby pracownik był tani. Jak na ironię, często wcale nie wychodzi to na dobre pracodawcy, bo zrażony klient pójdzie do konkurencji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Marto, i co w związku z tym?

Niech roześle swoje CV po prywatnych szkołach w swej okolicy, wskazując na swe wybitne osiągnięcia. Niech weźmie też list referencyjny od pracodawców, z którymi wcześniej współpracowała. Niewykluczone, że któryś z dyrektorów, widząc jej kwalifikacje, z większym zapałem pomyśli o wykluczeniu z kadry jakiegoś dyletanta, czy ewentualnie weźmie ją pod uwagę przy kolejnym uzupełnianiu wakatów.

Państwo, biurokraci NIE SĄ od tworzenia miejsc pracy. Od tworzenia miejsc pracy są przedsiębiorcy potrzebujący rąk do pracy.

Zresztą, ja też znam wiele ciekawych osób, na przykład Billa Gatesa - olał studia i jest multimiliarderem. Wyobrażacie sobie? Widzę też po strukturze gramatycznej i standardach ortograficznych wielu ludzi w internecie, którzy deklarują, że prowadzą dobrze prosperujące firmy, że nigdy nawet nie przeszli przez próg żadnej uczelni wyższej, a mimo to potrafią sobie poradzić na rynku, bo zamiast lamentować nad bezrobociem i kryzysem - kombinują.

I jeszcze jedno - bardzo się cieszę, że ludzie młodzi i energiczni wyjeżdżają z kraju, bo być może przyspieszy to padnięcie rodzimej gospodarki na pysk i przywrócenie normalnych warunków gospodarczych, odartych z dewastującego rynek interwencjonizmu.

A JAKIEŚ TAM bezrobocie zawsze istniało i musi istnieć - gdyby wszyscy pracowali, nie byłoby kogo zatrudniać, to chyba oczywiste. Czasy zerowego bezrobocia i ustaw antypasożytniczych na szczęście minęły, i ja nie chcę ich powrotu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Hadrianie, pisze Pan:
"Wierzymy, podpisujemy się. Poza tym, jest jeszcze kwestia charyzmy, inteligencji, popędu do samokształcenia, kultury osobistej, ogłady."
Wiem, że trochę odbiegnę od tematu, ale nie mogę się oprzeć. Znam młodą osobę, która spełnia wszystkie wymienione przez Pana kryteria. A nawet więcej. Doceniono to - otrzymała nagrodę prezydenta miasta za osiągnięcia w pracy dydaktyczno-wychowawczej. Tyle że odbierając ją, już nie była nauczycielką - straciła pracę w ramach redukcji etatów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Przez moje ręce przeszło wiele aplikacji. Pracę dostają nie ci, którzy mają "wyższe", ale ci, którzy pasują do stanowiska, a przede wszystkim mają pasję. Jeśli pasja pokrywa się z wykształceniem - fajnie. Bo samo "wyższe" (poza tradycyjnie obleganymi kierunkami) nie jest *żadnym* atutem. Uwierzcie."

Wierzymy, podpisujemy się. Poza tym, jest jeszcze kwestia charyzmy, inteligencji, popędu do samokształcenia, kultury osobistej, ogłady.

Tam, gdzie wykształcenie wyższe ma prawie każdy ze względu na ich nieodpłatność (za czym idzie niski poziom - jak wiadomo, masa ciągnie w dół), nie ma co się dziwić, że w końcu rynek musi się zapchać, i znowu zacznie liczyć się to, co faktycznie wyróżnia człowieka z szarego, absolwenckiego plebsu. Ku zdziwieniu absolwenckiego plebsu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No tak, według tak pojętej "roszczeniowości" można zakwalifikować każdego pracownika, który domaga się co miesiąc swojej zaniżonej (przeważnie) wypłaty...

Komentarz został ukrytyrozwiń

To co obecnie obserwuje na własnym przykładzie młode pokolenie, ma również miejsce w innych krajach świata zachodniego - takie są zasady wolnego rynku, z którym nad Wisłą mamy do czynienia od początku lat 90. Skończenie studiów nie oznacza automatycznego zatrudnienia a inwestycja w samodoskonalenie powinna zapewnić choć cień szansy na zatrudnienie. Nie można mówić o "masie młodych roszczeniowców" ponieważ każdy z nas jest inny - wychowani w różnych środowiskach, z różnym światopoglądem i zdobytym wykształceniem. Nasze życiowe decyzje zależą od wielu czynników, choć nie ma co ukrywać, że jednym z nich jest sytuacja społeczno-ekonomiczna w kraju.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nawiązując do słów p. Grzegorza - ta roszczeniowość polega czymś nieco innym, a mianowicie na pragnieniu posiadania zarobków nieadekwatnych do kwalifikacji. To rynek i popyt na pracę dyktuje stawki. I właśnie rynek jest wyznacznikiem tego, ile zarabia piekarz, a ile inżynier. Wykształcenie samo w sobie ma mniejsze znaczenie.

Ponieważ rozmawiamy o sprawach ekonomicznych, pomijam oczywiste różnice światopoglądowe, ogładę i poziom kultury przeciętnej sprzątaczki i przeciętnego magistra.

Jeśli ktoś po maturze podejmuje decyzję, że będzie studiował politologię na prywatnej uczelni w Pcimiu Dolnym, to wybaczcie, ale nietrudno mi przewidzieć jego przyszłość za 5 lat.

Pod kątem wyłącznie ekonomicznym: jeśli masz zamiast takiego kierunku podjąć pracę w McDonaldzie albo po ukończeniu tych studiów także podjąć pracę w McDonaldzie, to po prostu szkoda czasu. Bo takie studia dla papierka? Litości...

Nie dziwię się i nie szokuje mnie, że osoby po studiach nie mogą znaleźć pracy. Ciekawi mnie tylko, czy wcześniej zadały sobie pytanie: czy na moje wykształcenie jest popyt? Czy będę na renomowanej uczelni? Jeśli zdają sobie sprawę, że potem będzie ciężko, to późniejsze narzekanie jest szczytem obłudy.

Przez moje ręce przeszło wiele aplikacji. Pracę dostają nie ci, którzy mają "wyższe", ale ci, którzy pasują do stanowiska, a przede wszystkim mają pasję. Jeśli pasja pokrywa się z wykształceniem - fajnie. Bo samo "wyższe" (poza tradycyjnie obleganymi kierunkami) nie jest *żadnym* atutem. Uwierzcie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z tego co rozumiem "roszczeniowość" polega na pragnieniu posiadania normalnych zarobków? Takich by człowiek mógł normalnie funkcjonować, a nie myśleć co będzie jadł jak opłaci już wszystkie rachunki?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moim zdaniem nie można porównywać osób, które skończyły "zawodówki" i podjęły dobrze płatną prace, a osób studiujących. Może rzeczywiście wcześniej uda im się wybudować dom, kupić dobry samochód itp. Tylko nikt już nie wspomina, że w wieku 40 lat, albo i wcześniej ta osoba będzie miała astmę, problemy z kręgosłupem, kolanami lub innymi schorzeniami. Są plus i są minusy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.