Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

29670 miejsce

Nie lubiłem musicali... O "Les Miserables" w warszawskiej Romie

„Les Mis” w teatrze Roma to wierna adaptacja „Nędzników” Hugo. „Les Miserables” to musical wszech czasów, grany na West Endzie od 25 lat. Wojciech Kępczyński zmierzył się z legendą. Co z tego wyszło? Czy możemy być dumni z polskiej wersji?

O rany, a ja nie lubię musicali, tak pomyślałem, gdy córka i zięć sprawili mi prezent w postaci biletu na Les Miserables w Romie. Przekonały mnie miejsca w loży VIP-owskiej, stawiłem się w teatrze. Wybór miejsca na lożę VIP – doskonały, na wprost, w odpowiedniej odległości, nieco powyżej sceny, w sam raz. Trochę mało miejsca, w pierwszym rzędzie siedzi się wygodnie, ale luksusowe i nonszalanckie – noga na nogę przy moich ponad 190 – to już nie, nie w pakiecie VIP. Sala w Romie nie jest imponująco wielka, ale też to niemałe kameralne pomieszczenie. Proporcje sceny do widowni, sali do balkonów są wyważone, moje ogólne wrażenie (byłem tam pierwszy raz), bardzo dobre. Świetna akustyka.

Przyznam, mimo pozytywnego odbioru teatru – niezłe wnętrza, dobra, miła i profesjonalna obsługa – moje nastawienie nie było dobre, wszak ja nie lubię musicali. Fakt, za wiele ich nie widziałem, praktycznie w ogóle, kilka w TV, ale nie lubię i już. Opowiadać śpiewem i tańcem to domeny opery i baletu, ale musical?! Nędznicy to pięcioczęściowa, wielowątkowa powieść, Hugo pisał ją dwadzieścia lat, ujął panoramę całego społeczeństwa francuskiego XIX wieku, film było trudno zrobić, przekazać całą fabułę, na tak niewielkiej przestrzeni? W takim czasie? Niemożliwe!

Już pierwsze sceny wyrwały mnie z mojego „nie lubię”. Swoboda i lekkość przekazu, znakomite głosy, fantastyczna, dopieszczona choreografia, płynne zmiany dopracowanych do najdrobniejszych szczegółów scen zrobionych z rozmachem spowodowały, że dałem się porwać akcji. Historia opowiedziana została w detalach, nie nużąc widza. Sceny z oberży, z domu „pod czerwoną latarnią” i z barykady to majstersztyk, tak w opracowaniu jak i wykonaniu. Do tego w głosach, ruchu było coś najważniejszego – aktorzy przekazywali emocje rezonujące w widzach. Czerwony powiewający sztandar nad barykadą, lubieżnie rozkołysane w tańcu biodra kurtyzan, zatracenie bywalców oberży, pozostaną obrazami mych wspomnień na długo. Całość nie była li tyko dokładną narracją treści, opowieścią historii, w powietrzu czuć było miłość, smutek, radość i żal, chciwość i poczucie winy. Rozmach i lekkość, to dwa słowa, którymi najłatwiej podsumować całą sztukę.

Czytaj więcej -->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.