Facebook Google+ Twitter

Nie ma ostatecznej decyzji w sprawie tarczy

Na zakończonej dzisiaj konferencji prasowej, premier Donald Tusk określił stan polsko-amerykańskich negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej na terenie naszego kraju. Polska strona nie godzi się na stanowisko amerykańskich negocjatorów.

Konferencja prasowa w Kancelarii Premiera rozwiała dzisiaj wątpliwości związane ze stanem polsko-amerykańskich negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej w Polsce. Premier Tusk jednoznacznie określił także polskie postulaty przedstawiane Amerykanom, które nie podlegają negocjacji. Za priorytet polityki rządu premier wskazał zapewnienie bezpieczeństwa terytorium kraju i jego obywateli. Negocjacje w sprawie tarczy to sprawdzian nie tylko dla samego premiera, ale przede wszystkim zdecydowanej i spójnej polskiej polityki wobec amerykańskich rozwiązań.

Co poszło nie tak?
Podczas konferencji Tusk podkreślił na wstępie, że przyjacielskie stosunki ze Stanami Zjednoczonym są nadal zachowane i wynik ostatecznych negocjacji między państwami nie będzie miał znaczenia w dalszej współpracy militarnej w Iraku czy Afganistanie. Dodał także, że obu stronom zależy na korzystnej finalizacji tego przedsięwzięcia. Szef rządu zwrócił uwagę, że przedmiotem negocjacji jest przecież zapewnienie bezpieczeństwa stronie amerykańskiej , obrona jego terytorium. Umiejscowienie elementów tarczy na naszym terytorium niesie ze sobą konsekwencje dla naszego kraju.
 / Fot. Wojciech Barczyński/POLSKA
- Fakt, że instalacja sytemu znajdowałaby się na terenie Polski zwiększa ilość ryzyk, dlatego strona Polska domaga się wręcz gwarancji politycznych i militarnych – powiedział Tusk na konferencji. Chcemy by ostateczne efekty negocjacji dawały Polsce pewność i realną ochronę , a dotychczasowy efekt negocjacji tej pewności nie daje - dodał.

Czego domaga się Polska?
Za hasłem „realnego” bezpieczeństwa kraju kryje się przede wszystkim umiejscowienie na naszym terytorium amerykańskich wyrzutni Patriot, o których Tusk nie chciał dużo mówić. Strona polska zdaje sobie doskonale sprawę, że stała lokalizacja owych rakiet wzmacniałaby bezpieczeństwo wewnętrzne naszego państwa. Nieoficjalne źródła mówią jednak, że Amerykanie proponują nam stacjonowanie wyrzutni przeciwlotniczych, tylko czasowo i bez określenia terminów. Narażają nas tym samym na kolejne groźby ze strony wschodnich sąsiadów. Tusk podkreślał oczywiście, że stanowiska państw trzecich w sprawie tarczy nie wpływają na jego decyzje. Z jego stanowiska można było jednak wywnioskować, że Amerykanie nie chcąc zapewnić nam podstaw bezpieczeństwa sobie, nie zdają sobie sprawy z położenia geopolitycznego Polski, a groźby ze strony rosyjskich elit wojskowych skierowania na nasz kraj głowic atomowych, nie są brane pod uwagę.

- Doświadczenia historyczne Polski mówią nam o tym, że mamy prawo i obowiązek negocjować warunki naszego bezpieczeństwa, podkreślając położenie Polski – mówił premier. Polska strona bierze pod uwagę także elementy związane z sąsiedztwem Polski – dodał.

Premier zaznaczył, że nie jako odpowiedzialni partnerzy nie będziemy opóźniać, ani przyspieszać rozmów na ten temat. Kolejny krok należy do Amerykanów. Jeśli wezmą pod uwagę polskie korekty związane z dodatkowymi zabezpieczeniami systemów ochrony przeciwrakietowej, strony powinny dojść do porozumienia. Premier podkreślił, że takie stanowisko rządu zostało przedstawione amerykańskiemu wiceprezydentowi Dickowi Cheney'owi we wczorajszej rozmowie telefonicznej.

Co dalej z tarczą?
O ostatecznym terminie zakończenia negocjacji obie strony nie chcą mówić. Premier podkreślił, że negocjacje zostaną uznane za zakończone w momencie zaakceptowania polskich korekt do ostatecznych umów w sprawie tarczy. Z drugiej strony Amerykanom zapewne zależy na szybkim zakończeniu i sfinalizowaniu projektu. Zbyt dużo czasu zajęły Amerykanom ustalenia dotyczące lokalizacji tarczy. Same prace geologiczne zajęły im na terenie Polski dwa lata, a wskazywanie przez niektóre środowiska Litwy, jako alternatywnego rozwiązania to dyplomatyczny blef. Jak podkreślał dzisiaj szef MSZ Radek Sikorski, czas nie jest sprzymierzeńcem Amerykanów. Lipiec jest ostatnim miesiącem wytężonej pracy na Kapitolu i w Białym Domu.

- Przerwa w pracach trwać będzie tak naprawdę do września, ale wtedy rozpoczyna się kampania wyborcza przed wyborami prezydenckimi. W tym czasie nikt nie Będzie myślał o ciągnących się w nieskończoność negocjacjach z Polakami- mówił w wywiadzie dla TVN24 Sikorski. Wybory wyłowią także nowego prezydenta, który może okazać się przeciwny dotychczasowym rozwiązaniom. Wszystkie argumenty przemawiają więc za tym by rozmowy zakończyły się jak najszybciej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.