Facebook Google+ Twitter

Nie ma powrotu, więc dbaj o siebie

Zasiadając onegdaj do komputera, aby po dość długiej przerwie wielką dziurę w swym uświadomieniu obywatelskim załatać, doszłam do rozpaczliwego wniosku, że nie nadążam. I wcale się tym - o dziwo - nie zmartwiłam.

Fot. AKPA Chciałabym zwrócić uwagę pań na pewien aspekt naszego uciekającego życia. Właśnie "uciekającego" - a nie upływającego. Duża to różnica, ale mam prawo z autopsji to rozróżnienie zastosować. Dlaczego? Ponieważ nasza umysłowość, nasze chciejstwo, nasze marzenia są całkowicie niekompatybilne z kondycją starzejącego się ciała. Mam rzecz jasna na myśli przeciętną, współczesną starszą panią o kondycji psychofizycznej "w granicach normy stosownej do wieku".

Rzecz jasna bywają patologie na minus oraz egzemplarze nadzwyczajne na plus. I teraz ma prawo każdy uprzejmie zainteresowany tematem zapytać "no i co z tego"? Ano - z obserwacji wynikać muszą jakieś wnioski. I wynikają. Dla pań młodszych i całkiem młodych. Dla tych, które mają się świetnie, bo są z racji wieku silne, dla pięknych, które chcą być jeszcze piękniejsze i dla tych przebojowych - oby fantazja podpowiadała im jak najdłużej sposoby na ciekawe życie.

Nowoczesne podejście do życia, uprawianie sportu, kosmetyki i zdrowe żywienie, wszystkie zdobycze cywilizacyjne ułatwiające codzienność i rozległość kontaktów towarzyskich nacechowane są niesłychanie zdradzieckim czynnikiem, który potrafi zemścić się w najmniej spodziewanym momencie, osłabiając w nieprzewidywalny sposób nasze siły i utrudniając regenerację. Jest to POŚPIECH.

Spieszymy się codziennie pokonując przeszkody nadzwyczajne, nieprzewidziane zawalidrogi i uciążliwości, których w planie życia nie przewidujemy: mniej lub bardziej banalne choroby i choróbki – przeziębienia, katary i kaszelki, biegunki i wzdęcia, zawroty głowy, trochę gwizdu w uszach itp. Wbrew fatalnemu samopoczuciu spieszymy się wykonać zadane lekcje, traktując po macoszemu naszą kobiecość w "słabych dniach", jak mawiały nasze babki, które usuwały się przynajmniej na dzień do przytulnego łóżka.

Gonimy jak szalone do pracy, na dyżur, po dziecko, na zakupy. Żeby zdążyć. Żeby szef się nie nabzdyczał, a koleżanki nie pukały w czółko litościwie tolerując grymaśnicę.

Na wszystko mamy ratunek natychmiastowy. Antybiotyk, proszek, pastylkę, drażetkę, krople uzdrawiające na wszystko, suplementy zastępujące jedzenie, maści od słynnego skoczka i wszelkie inne specyfiki. Byle prędzej się pozbyć, byle zatuszować, zatłamsić objawy, byle nikt nie pomyślał, że coś ze mną nie tak. Żeby nie być gorszą - od kogo?

Tłamsimy fatalne samopoczucie, pokrywamy makijażem bladość i sińce pod oczyma, pijemy kolejną kawę lub jakiegoś cholernego redbula i trzymamy pion akurat w momentach, kiedy należałoby rąbnąć się na dywan z wałkiem pod kolanami.

Wszystkie mniejsze i większe nagminne dolegliwości zagłuszane zawartością podręcznych aptek w przepastnych torbach mają jedną niesłychanie paskudną właściwość: kumulują się, zbierają w solidną porcję i pogmatwaną całością dają znać o sobie w pierwszym dogodnym momencie. To moment nie zapowiadającej się jeszcze nawet menopauzy. Wstęp do przedmowy. Zaczyna się z nami coś dziwnego dziać.

Powiadamy - stres. Na pewno. Ale ten odczuwany przez nas stres, to efekt wieloletniego pospiechu i złego traktowania samej siebie.

Zaczyna się panika, szukanie przyczyn, sposobów podtrzymania dobrego samopoczucia, urody, młodości i kobiecości. Szybko. Natychmiast. Byle zachować pozory. Byle w lustrze było ładnie. Hormony, botoksy, operacje. Dobra mina do złej gry, prochy na przewlekłe bóle i odświeżające maści na stan permanentnego zmęczenia materiału.

Żeby dłużej nie zanudzać, zakończę te rozważania apelem do wszystkich pań: zdążycie na wszystko w dobrym zdrowiu, pod warunkiem że będziecie swoje niewielkie dolegliwości pielęgnować powoli i dopieszczać starannie.

Kumulacja pospiesznie traktowanych dolegliwości daje o sobie znać w okresie menopauzy w sposób okrutny. I bez względu na statystyczne określenia młodości czy starości, działa to jak szybkobieżna winda jadąca tylko w dół. Strasznie trudno się z tym pogodzić.

I w żaden sposób zacząć od początku nie można.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

z natury własnej się śpieszę. cały czas za czymś gonię a gdy mam zbyt mało do zrobienia - rozleniwiam się, zakopuję w łóżku i tracę chęci. więc znowu zaczynam kumulować obowiązki, wyzwania! ... tylko czasem w tym pośpiechu słyszę siebie jak na bogu ducha winne dziecko krzyczę: "SZYBCIEJ! NIE MAM CZASU!" ... potem już tylko włączam hamulce, siadam na krześle, całuję malca i mówię: " daj mamie buziaka na wylyzowanie kochanie."

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mirnal, ja sądzę, że nie tylko. Raczej bywa tak kojarzony :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

*Zasiadając onegdaj do komputera* - dawniej również pisałem *onegdaj* w znaczeniu "kiedyś, dawniej". Parę razy zwracano mi uwagę, że to znaczy "przedwczoraj". W końcu dałem sobie spokój z tym słowem zastępując je innymi - *ongi, ongiś*.
A temat - widzę - raczej dla Pań...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus.
"Gonimy jak szalone do pracy, na dyżur, po dziecko, na zakupy" - a mnie zawsze ciekawi, gdzie co robią wtedy mężczyźni...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Eh, żeby dopiero w czasie menopauzy...

Jadwigo, myślę, że napisalaś o ważnej kwestii. Dodalabym uwagę o jeszcze jednym aspekcie: mam wrażenie, że wśród części mlodych ludzi panuje coś w rodzaju wyścigu: ile uda mi się osiągnąć w maksymalnie mlodym wieku. Jako obserwator stwierdzam, że to wyniszcza niesamowicie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.