Facebook Google+ Twitter

Nie ma śniegu, pierogów, gorzkich żali - mówi polski misjonarz z Brazylii

Jak wytłumaczyć Brazylijczykowi gdzie leży Polska? Stanąć samotnie jako „biały” w tłumie ciemnoskórych ludzi? Tańczyć i śpiewać na mszy? - Trzeba otworzyć dłoń dla innej kultury. Rozmowa z ojcem Wiesławem Wojtanowskim CSsR – neoprezbiterem i misjonarzem pracującym w Brazylii w prowincji Bahia.

Ojciec Wiesław Wojtanowski CSsR - misjonarz - Rejon Porto seguro / Fot. Wiesław WojtanowskiKiedy po raz pierwszy pojawiło się w Tobie pragnienie wyjazdu na misje?
- Pamiętam, gdy szedłem raz do szkoły podstawowej – miałem ok. dziesięć lat – przechodziłem przez bramę klasztoru i wtedy pomyślałem sobie: Może ja byłbym redemptorystą? Ale oni pracują daleko – w Brazylii pracują. O nie, to nie dla mnie. Zapomniałem o tym incydencie aż do czasu, gdy przyszło oficjalne zaproszenie do pracy w Brazylii. Usłyszałem to zaproszenie będąc już redemptorystą po ślubach czasowych, mając już na sobie habit. Mogło się zgłosić dwóch seminarzystów na kontynuowanie studiów w Brazylii... Ja napisze prośbę o wyjazd – biłem się z myślami – Jeżeli przełożeni wybiorą mnie to znaczy, że moje miejsce jest w Brazylii, jeżeli mnie nie wybiorą to znaczy, że Ty Boże też nie chcesz żebym wyjeżdżał.

Pojechałeś tam studiować nie znając nawet podstaw języka? Pierwsze chwile na pewno były bardzo trudne?
- Tak i nie życzę tego nikomu. Stałem się znów dzieckiem – byłem bezsilny. Oni coś do nas mówią – a ja nic nie rozumiem. Jestem zależny od innych. Sam nie jesteś w stanie funkcjonować. Pierwsze dwa tygodnie były najtrudniejsze. Przyjechaliśmy do Bazylii na kurs portugalskiego z dwutygodniowym opóźnieniem. Musieliśmy nadrobić ten czas. Do południa braliśmy bieżący materiał, a popołudniu nadrabialiśmy zaległości. Było trudno, bo gramatyka portugalska nie pokrywa się z polską.

A jak było z twoim imieniem? Nie stwarzało problemów?
- Wiesiek – to nie było do wymówienia dla nich. Musiałem coś wymyślić. Na drugie mam Aleksander i tak właśnie mówią na mnie w Brazylii. Tam jestem Alexandre (czyt. Aleszandrii).

Jak radziłeś sobie z tęsknotą – za bliskimi za krajem, za kulturą? Czy będąc na drugiej półkuli doświadcza się tego mocniej?
- Jest tęsknota, ale w innym wymiarze. Byłoby dla mnie jeszcze większym ciężarem, gdybym tęsknił. Najgorsza dla mnie była świadomość, że nie miałem możliwości wrócić do Polski – nawet jeśliby ktoś umarł, a umarł mi w tym czasie dziadek. Tylko przyjąłem tę informację – mogłem się pomodlić i tyle. W Brazylii wszystko jest inaczej. Nie ma śniegu, nie ma pierogów, nie ma gorzkich żali – tego nam brakowało. Procesja Bożego Ciała – ten cały nasz folklor. Brakuje mi tych żółtych kwiatów na łąkach – mleczy.

Brazylijczycy wiedzą gdzie leży Polska?
- Mówię, że pochodzę z kraju Jana Pawła II. W ten sposób zaraz kojarzą Polskę. Dla Brazylijczyków Polska to cztery osoby – Jan Paweł II, Lech Wałęsa, Zbigniew Boniek i Grzegorz Lato.

Dwóch z nich to piłkarze. Czy stwierdzenie, że piłka nożna dla Brazylijczyków to "druga religia" jest prawdziwe?
- Myślę, że tak. Gdy grają Canarinhos całe miasta wymierają. Totalna cisza. Nic nie można kupić, załatwić. Wszyscy oglądają swoich idoli. Gdy padnie bramka rozlega się wielka radość - wybuchają sztuczne ognie, zewsząd dochodzą okrzyki, śpiewy, grają instrumenty.

Twoje plany są związane już tylko z Brazylią?
- Wielu ojców misjonarzy wyjechało do Brazylii ze świadomością, że tam już umrą. Ja tak nie myślę. Jeśli będzie potrzeba jechać gdzie indziej to pojadę. Teraz popracuje jakiś czas w Brazylii – szkoda byłoby zatracić tą radość mówienia po portugalsku, znajomość ludzi i kultury.

Myślisz o powrocie do Polski?

- Boję się, że nie zmieszczę się w polskie realia. Inna jest tu relacja z ludźmi. W Polsce są księża i są ludzie. Tam są wszyscy razem. Żaden ksiądz nie robi tam katechezy. Jest nas tam trzydziestka księży, a terytorium jest większe od Polski. To co może robić świecki to robi świecki. Rozdają komunię, mówią kazania – 70 proc. wszystkich modlitw, celebracji prowadzą właśnie świeccy. To co robią księża to może 30 proc. Podejrzewam, że gdyby kapłani wyjechali z Brazylii to Kościół tamejszy nie umrze.

Brazylijczycy przed rozpoczęciem nabożeństwa. / Fot. Wiesław WojtanowskiTo na pewno byłoby ciekawe i dość zabawne doświadczenie przenieść te zwyczaje na nasze realia. Myślę tu konkretnie o tych kazaniach głoszonych przez świeckich...
- My odczuliśmy to na własnej skórze, bo pojechaliśmy z rzeczywistością kultury polskiej. Podczas naszej pierwszej mszy w jakiej uczestniczyliśmy w Brazylii rozdawać komunię wyszły trzy kobiety. Dla nich normalne, a ja się zastanawiałem czy jak przyjmę komunię od kobiety to będzie ważna! Musiałem złamać w sobie wiele schematów.

Dużo jest różnic między liturgią polską a brazylijską?
- Msza jest bardziej ekstrawertyczna. Po ewangelii zawsze są brawa. Jest taniec i śpiewanie. Także relacje podczas nabożeństwa są inne. Przyjeżdżam na mszę zazwyczaj wcześniej. W kościele wszyscy z wszystkimi się witają, rozmawiają z sąsiadami z ławki, podchodzą, pozdrawiają, dopytują co u mnie. Jest inaczej. Ciekawostką może być też, że niektóre obrzędy ludowe weszły tam do liturgii katolickiej.

Jak reagują ludzie na was - białych?
- Jak przyjdzie ktoś biały to od razu jest w centrum zainteresowania. Jeżeli przyjeżdża z zewnątrz to znaczy, że ma pieniądze. Jeśli jesteś inny to wzbudzasz zainteresowanie. W Polsce niejeden mężczyzna ogląda się za mocno opaloną kobietą. W Brazylii jeśli pojawiłaby się kobieta zupełnie biała to podejrzewam, że każdy chciałby mieć z nią zdjęcie... Zawsze się zastanawiałem jak może się czuć Murzyn wśród białych? Doznałem tego tam, gdy wszedłem w pewną dzielnicę miasta. Jakbym mógł to bym sobie nożem skórę ściągnął, żeby choć trochę być podobny do nich.

Żeby być dobrym misjonarzem w Brazylii możesz pozostać Polakiem czy musisz stać się Brazylijczykiem?
- Trzeba zostawić to co jest polskie. Trzeba przyjąć to, co tamta kultura niesie ze sobą. A różnic jest naprawdę sporo. Nawet taka prozaiczna czynność jak jedzenie. Tam nakrywają noże z lewej a widelce z prawej. Gdy jestem tam zachowuje się tak jak Brazylijczyk, próbuję myśleć tak jak Brazylijczyk, mówić tak jak on. Wtedy mogę pracować. Gdy wracam do Polski zachowuję się jak Polak.

A gdzie jest twoja prawdziwa twarz?
- Dobre pytanie... Myślę, że trzeba tego szukać w byciu szczerym, przeźroczystym. Ludzie wszystko prześwietlą. Czasem trzeba mówić ludziom, że nie wiesz jak się zachować. Oni zawsze pomogą. Trzeba otworzyć dłoń dla innej kultury. Można żyć bez schematów. Można inaczej się modlić. Misjonarz, gdzie by nie pojechał zawsze jedzie do swoich.

Jakie jest twoje motto życiowe?
- Może to co miałem na obrazku prymicyjnym – tekst z księgi Izajasza „Duch Pański spoczął na mnie abym ubogim niósł dobrą nowinę”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

"...że niektóre obrzędy ludowe weszły tam do liturgii katolickiej."

A może to katolicyzm dostosował sie do tej ludowej obrzędowości, nadajac jej swoje piętno?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niesamowita rozmowa. Ile odwagi trzeba, zeby zostawic wszystko i wyruszyc w zupelnie niezneny swiat. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe, na tyle że żal człowieka ogarnia, kiedy dochodzi do końca. Poczytałoby się jeszcze :) (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

świetny tekst

Komentarz został ukrytyrozwiń

kawał dobrej roboty, a właściwie rozmowy :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.