Facebook Google+ Twitter

Nie miała baba kłopotu…

  • Anna K.
  • Data dodania: 2008-11-10 09:57

… kupiła sobie kozę - brzmi popularne powiedzenie. Wystarczy lekko strawestować i zamiast „kozy” wstawić „samochód”. I mamy prawdę ludową na miarę XXI wieku.

Problem zaczął się, gdy zlikwidowano parking przed pobliskimi biurowcami. Parking jeden, niewielki, biurowce trzy, całkiem spore. Zatem, po co taki mały parking? – pomyślał zapewne ktoś ważny i… podjął decyzję. Teraz na miejscu parkingu powstaje czwarty biurowiec. Ponoć ma mieć pod ziemią miejsce na samochody. Tłumaczy to wielką dziurę, do której zaglądałam codziennie z mojego okna na czwartym piętrze, pijąc poranną kawę.

Problem polegał na tym, że wracając samochodem z pracy po godzinie 16, zastawałam zajęte wszystkie miejsca parkingowe na ulicy, obstawiony każdy krawężnik, nawet parking z napisem „tylko dla klientów sklepu” był zajęty, podczas gdy sklep świecił pustkami. Niestety, dzień pracy we wspomnianych biurowcach kończy się o 17.30, zatem dopiero po tej godzinie ulica wraca do normy.

I tak z każdym kolejnym dniem zostawiałam auto coraz dalej od domu. Do czasu… Pewnego dnia znalazłam ostatni wolny skrawek pobocza na pobliskiej ulicy. Zaparkowałam zadowolona, gdyż nawet nie było to tak daleko do mojego bloku, a rzeczy do wyniesienia z samochodu miałam wyjątkowo dużo. Gdy wydobyłam z auta wszystko co potrzebne i przegrzebywałam kieszenie w poszukiwaniu kluczy, zobaczyłam szeroko uśmiechającego się do mnie mężczyznę. W oczy rzuciła mi się charakterystyczna czapka i błyszcząca odznaka straży miejskiej. - A pani tu co? Mieszkańcy się skarżą, wąsko tu, przejść się nie da!” Tego było za wiele! Nie dość, że kluczę po uliczkach, jeżdżę w kółko, bo co druga jednokierunkowa, to jeszcze mieszkańcy się skarżą?! „Proszę pana! Do domu sobie tego auta nie wezmę. Musi tu stać i już. No chyba, że mi pan znajdzie miejsce? - Strażnik wyglądał na zdziwionego, ale uśmiechnął się. - Dobrze, ale proszę lekko przestawić. Tym razem się upiekło…

Dumna ze swojej siły przebicia, następnego dnia także zaparkowałam połową auta na chodniku. Jakie było moje zdziwienie, gdy idąc wieczorem do auta zobaczyłam żółte żelastwo na prawym kole… Kartka za wycieraczką obwieszczała poważne wykroczenie drogowe i wskazywała numer telefonu, pod którym należy się zameldować. I tak spędziłam pół godziny siedząc na krawężniku pustej już ulicy i czekając na przyjazd straży miejskiej. Moje auto z żółtym żelastwem rzucało się w oczy. Jakaś grupa młodych ludzi przystanęła ze zdziwienia: - Nie można tu parkować? Przecież wszyscy parkują! Ale ktoś miał pecha…

- No i dlaczego tak pani zaparkowała… – strażnik miał głos litościwo-współczujący. - Bo proszę pana, ja tu mieszkam! Mieszkam i chcę parkować! Ulice zapchane, szpilki wcisnąć nie można, to gdzie auto zostawiać? A poza tym - tu wcale nie ma zakazu! – odpowiedź miałam już gotową. - Zaraz, zaraz… - z auta wysiadła energiczna blondynka. – Jestem podkomisarz Katarzyna K***, to ja wystosowałam przeciwko pani czynność polegającą na założeniu urządzenia blokującego. Złamała pani artykuł 95, paragraf 1. W skrócie – naruszyła pani dopuszczalność postoju poprzez niezachowanie 1,5 metra odstępu. Zmierzyć pani? Tak myślałam, że nie. Oczywiście może pani się odwołać w wyznaczonym terminie. Wtedy będzie pani z sądem dyskutować - oświadczyła pani podkomisarz. Żeby kobieta kobiecie takie rzeczy mówiła…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

No tak, rozwiązanie rzeczywiście proste :) Za Twoją radą idąc chyba faktycznie wybuduję dom z dużym garażem, tylko nie wiem czy zdążę przed zimą :)
A tak serio, to miałam okazję być w sytuacji zarówno osoby zamieszkującej okolice, gdzie samochody się stawia jaden na drugim (bo ludzie przyjeżdżają dp pracy, biura itp.), jak i osoby posiadającej samochód i borykającej się z problemem - co z nim zrobić? A najczęściej w obu sytuacjach równocześnie.
I wniosek z tego wysnułam jeden: nie są winni ani ci, co mieszkają, ani ci co przyjeżdżają, ale ktoś, kto decyduje o zagospodarowaniu przestrzennym miasta. Bo nie można obwiniać człowieka, który przyjechał z daleka do urzędu lub sklepu, a nie miał gdzie zaparkować, bo ktoś kto projektował nowy biurowiec nie pomyślał ani o skrawku parkingu. I ciężko obwiniać kogoś, kto stanął pod własnym blokiem na trawniku, bo ci co przyjechali do urządu zastawili wszystkie miejsca.
Za granicą są w miastach parkingi wielopoziomowe. Albo parkingi na obrzeżach, a do centrum jeździ się tylko komunikacją publiczną. U tutaj jakoś się nie da.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie wiem. Jakoś nie czuje współczucia dla właścicieli samochodów, których zapewne wielu ma takie perypetie. Raczej żal mi mieszkańców okolic gdzie samochody stawia się prawie jeden na drugim. Jeszcze bardziej współczuje ludziom którym mało odpowiedzialni kierowcy swoimi pojazdami utrudniają życie czy pacę poprzez zastawianie placów, przejazdów, bram, dróg transportowych, przejść, dostępu do instalacji czy jakikolwiek inny sposób. Trudno. Posiadania samochodu tak jak posiadanie psa rodzi określone kłopoty. Z tekstu wynika, że problem w jakiś sposób został załagodzony. Cóż, rozwiązanie zupełne jest proste. Wystarczy nabyć lub wybudować dom z odpowiednio dużym podjazdem lub garażem i problem z głowy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus. Fajnie napisałaś o swoich perypetiach.
Ty masz z samochodem, ja za to z telefonem.:)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co kraj to obyczaj...to tylko moja uwaga i skojarzenia odnośnie znanego mi przysłowia..nie ma o co kopii kruszyc wszak wiadomo o co chodzi z samego Twojego art. I jak już powiedziałam jest ciekawie napisany i fajnie się go czyta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przykro mi, u mnie w domu mówiło się "z kozą". Mam zmienić? Bo nie wiem czy to ma aż takie znaczenie dla całego teksu i jego przesłania...?
A co do rabina i kozy, to nie napisałam, że mają takie samo przesłanie, ale podobne. Bo dla mnie są podobne, może stąd w mojej rodzinie utarło się mówienie tak, a nie inaczej...

Komentarz został ukrytyrozwiń

a co do samego tekstu to... fajny

Komentarz został ukrytyrozwiń

http://pl.wikiquote.org/wiki/Przys%C5%82owia_polskie#N o kozie i rabinie ma nieco inne przesłanie..no ale to przecież taki tylko szczegół

Komentarz został ukrytyrozwiń

Hmm, ja od dziecka znam wersję z kozą... I drugą przypowieść o kozie też, dokładnie to o kozie i rabinie, nie wiem czy tą miałaś na myśli :) Generalnie przesłanie mają podobne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Nie maiła baba kłopotu kupiła sobie prosię" - tak brzmi to popularne przysłowie :). O kozie to inna przypowieść

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.