Facebook Google+ Twitter

Nie miała baba kłopotu... Część druga

  • Anna K.
  • Data dodania: 2009-01-26 22:26

Wraz z nabyciem auta, kobieta nabywa wiele nowych problemów. Korki, ceny paliwa, brak miejsc do parkowania – to jeszcze nic. Przynajmniej wiadomo, że samochód jeździ. Gorzej, gdy jeździć przestaje, lub jeździ nie tak, jak powinien...

Mój ostatnio jeździł lekko bokiem. Tak, jakby w lewo skręcało mu się łatwiej, w prawo gorzej. Na lekko skropionej deszczem ulicy potrafił tańczyć, jakby jechał środkiem lodowiska… - A wie pani, że jest zima? – spytał mnie zaufany mechanik, którego w końcu poprosiłam o radę. – Zimą samochody czasem wpadają w poślizg. Może ma pani letnie opony?

Nie, nie miałam letnich. Co więcej, samochód jeszcze tej zimy jeździł całkiem normalnie, a teraz nie wiedzieć czemu poruszał z własną, ułańską fantazją. Następny mechanik, któremu się zwierzyłam, uśmiechnął się pod nosem, wpisując na wypełnianą skrupulatnie kartę: „klientka twierdzi, że auto zostawia cztery ślady”. Komentarz, na szczęście, sobie darował.

Dlatego wielka była moja radość, gdy po zakończonej geometrii kół podszedł do mnie przestraszony mężczyzna. - Jak pani tym jeździ? Przecież to auto musi wpadać w poślizgi już przy 40 na godzinę! – I wpada – odrzekłam dumnie. Ze stanu błogiego zadowolenia, że ktoś jednak mnie zrozumiał, wytrąciła mnie cena naprawy: wymiana skrzywionej tylnej osi zawieszenia kosztowałaby ponad sześć tysięcy złotych. W salonie autoryzowanym.

W ciągu kilku dni stałam się regionalnym ekspertem od części używanych, szrotów i wszelkiego rodzaju złomu. Ponieważ moje auto jest rzadkie, sprawa prosta nie była. Mechanik powiedział, że troszkę inny rodzaj belki przerobi, żeby pasowała. Przywiozłam zatem ten złom ze Śląska. Pół auta cudo zajmowało i dwie osoby musiały to dźwigać. A mechanik się pomylił, przerobić się nie dało. Teraz belka stoi i urozmaica wyglądem moje mieszkanie, sama jej nawet nie przesunę. Dobra inwestycja, naprawdę…

Po serii próśb, gróźb, negocjacji i dyskusji znalazłam kolejną belkę, znowu inną niż trzeba było. Tym razem sprzedawca dał mi kontakt do warsztatu, gdzie na pewno będą w stanie ją zamontować do mojego samochodu. Dzwonię. – Ja chciałam auto naprawić, ale to skomplikowana sprawa, mogę prosić z mechanikiem? – Mówię do kobiety, która podniosła słuchawkę. – No słucham, proszę mówić o co chodzi…

I tu powiem szczerze, że mnie zatkało. Po pierwsze, gdy uświadomiłam sobie brak wiary w kompetencje kobiety w kwestiach motoryzacyjnych. A po drugie, bo sprawę udało się załatwić. Szybko i sprawnie. Nikt się krzywo nie patrzył, nie uśmiechał pod nosem, kolor moich włosów nie rzutował na pomyślność naprawy.

Jaki morał z tej opowieści? Marzy mi się warsztat samochodowy, gdzie przyjdę i powiem, że auto jedzie jakoś dziwnie. Że coś stuka albo trzeszczy. I nie wiem czy to bęben czy tarcza, a może szczotki jakieś, gdziekolwiek one są… Bo skąd ja mam to wiedzieć? A kompetentna obsługa popatrzy ze zrozumieniem, zdiagnozuje i naprawi co trzeba. Terminowo i bez zbędnych problemów. Niemożliwe? Ależ tak, pod warunkiem, że w warsztacie dla kobiet pracować będą same kobiety!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Oj Klaro, pisałam, że nie chcę mi się już, no ale widzę, że nie przestajesz...

Hahaha, udowadniam sobie (tobie?), że tak naprawdę nie odniosłam porażki kupując stare auto i podbudowuję się tym, że wszystkie stare auta się psują??? :) Zaczynam tracić już wątek...

Jak Cię stać na auto z salonu to gratulacje. Ja niestety pozostaję w tym tłumie Polaków, którzy kupili auto używane, akurat wcale nie stare. Zepsuło się, bo to się zdarza. Naprawiło się szybko, ale akurat w salonie, gdzie była kobieta. Inne warsztaty jakoś robiły problem, którego nie było.

I o tym miał być ten tekst. Następnym razem przeczytam przed wysłaniem jeszcze raz, żeby się upewnić czy aby niejasno nie piszę. Bo widzę, że tu szczegóły techniczne wzięły górę nad przemyśleniami o życiu ilustrowanymi historyjką na lekko podkolorowanych faktach z życia autorki.

I kończę temat. Nie będę więcej udowadniać, że nie jestem wielbłądem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

a ja mam takie pytanie: jaki masz samochód?

Komentarz został ukrytyrozwiń

droga Anno, właściwie to co piszesz wcale mnie nie dziwi.
kiedy zdarza nam się błąd, to musimy w taki własnie sposób udowadniać sobie, że mamy rację i jesteśmy świetni, bo ponoć tak jesteśmy skonstruowani. pewnie zdarza mi się robić podobnie, ale sobie pochlebiam, że miewam czasem tego świadomość, kiedy bronię czegoś, co jest błędem czy moją porażką. jeślibym kupiła starocia, pewnie też bym udowadniała, że jestem sprytniejsza niż ci, co wydaja pieniądze na nowe auto z salonu. tak, że rozumiem mechanizm i nie potrzebuję do tego dorabiać ideologii o dogryzaniu na prawo i lewo itd. bo przecież i tak wiadomo jak jest. ale jeśli cię to w jakiś sposób satysfakcjonuje, myśl, że "mnie rozgryzłaś" to naprawdę super i enyoy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na samopoczucie owszem nie narzekam, przynajmniej nie muszę go sobie poprawiać dogryzając na prawo i lewo bez powodu :)

Nie czytasz uważnie i znasz sytuacji, dlatego nie podoba mi się, że zaraz bezwzględnie oceniasz. Auto kupiłam dawno, sporo nim przejeździłam, a że się zepsuło uważam za rzecz, która poprostu się zdarza. Naprawa była szybka i bezbolesna, szkoda tylko, że tak ciężko znaleźć dobrego mechanika...

Pewnie, że cenię sobie jakość, ale niestety 6 tysięcy za samą markę uważam za cenę zaporową, tym bardziej, że to samo można kupić dużo taniej. I zamierzam wpadać w samozachwyt, że mi się udało, mimo, że większość mechaników i sprzedawców robi ludziom wodę z mózgu.

Więcej nie chce mi się Ci tłumaczyć.
Ja tam wolę przyjmować co los da zarówno z pokorą, jak i z humorem :))) To napewno milsze dla mnie, jak i dla mojego otoczenia :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.01.2009 14:39

Ja też bym na taki warsztat z chęcią jeździł, jakby jeszcze była myjnia topless....ale się rozmarzyłem .
Oczywiście plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

cóż, jeśli skrzywiona tylna oś i zakupienie auta z tą wadą oznacza dla ciebie dobry stan, to mogę tylko pogratulować dobrego sampoczucia.
to, że sprzęty sie psują to jakby oczywista oczywistość;] i nie musisz tracić czasu na udowadnianie mi tego, natomiast inny skutek ma awaria pendriva czy komputera a inny taka wada samochodu, no przykro mi bardzo.
a że salon autoryzowany przewyższa ceną, to jakby tez oczywiste, tylko co z tego? pewnie można kupować podróbki na stadionie udając, że to marka i można przepłacać w salonie, ale nie wmawiajmy, że kupując byle gdzie, czy towar czy usługę, kupujemy zawsze tę samą jakość.
a jeśli już kupujemy byle co i byle gdzie, to nie popadajmy w amok samozachwytu jacy jesteśmy sprytni a poślizgi przyjmujmy z pokorą a nie humorem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja uważam, że auta poprostu się psują :) Tak jak telewizor się psuje. I komputer się psuje, np. płyta główna się spali. Pendriva kiedyś kupiłam, całkiem nowy był i dużo kosztował, a też się zepsuł (i to sam :). Wymienili na nowy na szczęście. Auto też się zepsuło, a niestety na nowe nikt nie wymieni... :) A salon autoryzowany przewyższa ceną kilkukrotnie wszystkie inne, tak że sami jego pracownicy poradzili mi naprawę na własną rękę, co by Francuzom nie płacić za nic.

Także stwierdzenie, że się psuje, bo ludzie kupują "cokolwiek byle jeździło" uważam za nieadekwatne, przynajmniej w stosunku do mnie :) Moje jest w dobrym stanie i od znajomego, zadowolona jestem, a że się psuje - eksploatacja poprostu... Największy "opór materii" stanowią niestety ludzie...

Skoro przez 13 lat nie miałaś Klaro takich problemów, to zazdroszczę z całego serca i życzę dalszego szczęścia.
A i napisz coś, żebym mogła w końcu zaznać Twojego poczucia humoru :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Auto to jest wymysł szatana i ja bym tym nie jeździł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajnie Aniu opisałaś swoje zmagania z "oporem materii", jakże często urastającym do rangi problemu.
Ale dzielna jesteś :)
plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Anno, bardzo prawdopodobne, że poczucie humoru mam, ale na inny temat i w innym stylu, zdarza się prawda?
ale mogę się mylić, w sumie, co mi tam.

ja po prostu dużo jeżdżę i od 13 lat nie spowodowałam żadnej stłuczki czy wypadku za to inni i owszem, co niekorzystnie odbiło się na moim włąsnym samochodzie;] i nie raz nie dwa były to przypadki podobne do tego, jaki opisałaś pt/ och, kupiłam auto i nie wiedziałam, że jest ono nie spranwe i kurczę, psuje się. no ale to auto, więc wybaczmy mu, że się psuje.
niestety, tak bywa, kiedy kupuje się byle co, byle jeździło, to i zagrożenie jest i masa energii idfzie na naprawy, użeranie z mechanikami itp. kwiatki. że mechanicy demonstrują wyższość swoją nad kobietami kierowcami, przywykłam. jakoś kompleksy muszą sobie odreagowywać, natomiast dealerzy w profesjonalnych salonach nie pozwalają już sobie na robienie min czy głupie komentarze, choć może działać zasada: nasz klient, nasz pan.
ja raz miałam stary samochód i wymieniali w nim opony na zimowe, które okazały się łyse. takiego upokorzenia dawno nie przeżyłam, kiedy się oibśmiewali z tego i od tamtego czasu w kwestii opon jestem specem;] oraz rzecz jasna wymieniłąm auto i nie jeżdzę na oponach dłużej niż 3 sezony.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.