Facebook Google+ Twitter

Nie niszczmy pamięci o katastrofie smoleńskiej!

Dziś mówiąc "Smoleńsk" myślimy "krzyż", "Jarosław", "PiS". Czy to aby na pewno wszystko? Czy katastrofa nie znaczyła nic więcej? Mam wrażenie, że coś utraciliśmy...

10 listopada 2010, Kraków. Na tramwaj czeka grupka raczej młodych ludzi. Wyróżniają się swoją "przywódczynią", trzymającą dużą biało-czerwoną flagę z czarnym kirem. No tak. 7 miesięcy po katastrofie smoleńskiej. Mam wielki żal o to, że dziedzictwo Smoleńska zostało totalnie zamulone. Już sam ledwo co pamiętam, o co chodziło na początku, czym była (lub czym miała potencjał się stać) ta katastrofa.

Ale potem przyszło wiadomo co. Żałosne kłótnie o Wawel (których wcale nie powinno być). Obnażenie całej obłudy "Gazety Wyborczej" i pokrewnych im mediów. W końcu wielka narodowa kłótnia o krzyż, co prawda nie do końca bezpodstawna, ale o daleko idących negatywnych skutkach. Radykałowie zepchnęli samych siebie w jeszcze większy radykalizm, zawłaszczając prawo do podziału na "mych" i "onych". Jednocześnie wielu zwyczajnych ludzi zostało zupełnie zniechęconych do czegokolwiek mającego w mianowniku "Smoleńsk". Zostali antyklerykałami, bo w całej post-smoleńskiej rzeczywistości umieli dostrzec (lub pomogły im dostrzec wiadome media) tylko skrajnych, marginalnych radykałów, przywiązujących się do krzyża i wyzywających rząd od zdrajców i żydów...

Mam wrażenie, że coś utraciliśmy. Bo przecież na początku było normalnie, i nie, nie wierzę, że wszystko to tylko i wyłącznie przez chwilowy szok czy żałobę. Przez całą tą medialną papkę obraz mi się zaciera, ale niektóre rzeczy wciąż pamiętam doskonale. Pamiętam spontaniczny wybuch patriotyzmu. Nikt nikomu nie musiał tłumaczyć, co właśnie się stało. Nikt nie musiał nikomu kazać wywieszać czy opuszczać flag. Prawdziwa żałoba trwała na długo przed tym, gdy oficjalnie ogłosił ją marszałek Komorowski. Ludzie sami z siebie zerwali się i przyszli pod Pałac Prezydencki, bo - jak się okazało - doskonale rozumieją i czują majestat urzędu Prezydenta. Wielu z nich nie popierało Lecha Kaczyńskiego, ba, często nim pogardzali - ale nim, a nie najwyższym stanowiskiem w państwie. Składając mu ostatni hołd, składali go całej Rzeczpospolitej. Pamiętam, że przyglądając się temu widziałem w nich ogromne poczucie wspólnoty. Dotyczy to nie tylko starszych wiekiem, ale też zupełnie młodych, nieopierzonych gówniarzy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.