Facebook Google+ Twitter

Nie porzucaj marzeń!

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-01-31 20:35

"Droga do szczęścia” to pierwszy film, od ponad dekady, w którym para aktorów – Leonardo DiCaprio i Kate Winslet – zagrali razem. Choć prawa do filmowej adaptacji książki Richarda Yatesa zostały zakupione już w 1967 roku to obraz powstał dopiero teraz. Warto było czekać.

materiały promocyjne/UIP/dystrybutor/plakat filmowy / Fot. UIP/dystrybutorLata 50. dwudziestego wieku. Główni bohaterowie, czyli Frank i April Wheelerowie to z pozoru bardzo udane i szczęśliwe małżeństwo. Para ma dwójkę słodkich dzieciaków a ich życie jest całkowicie ustabilizowane. Frank pracuje. April zajmuje się domem i dziećmi. Oboje wpadli z niewidzialną pułapkę swoich niezrealizowanych marzeń, które porzucili czy odsunęli ze względu na konieczność dostosowania się do życia na przedmieściach, panujących tam zasad i zwyczajów. Presja społeczna, która ciągle na nich ciąży nie pozwala im realizować swoich pragnień, przez co oboje stają się ofiarami swojej miłości, małżeństwa, pracy i domu, który stał się więzieniem. Uczucie, które łączyło kiedyś parę wygasło i zamieniło się w gorący obusieczny nóż raniący wszystkich wokół.

materiały promocyjne/UIP/dystrybutor/kard z filmu / Fot. UIP/dystrybutor„Droga do szczęścia” to niesamowicie prawdziwy film i mimo, że jego akcja rozgrywa się w latach 50. XX wieku to wciąż jest bardzo aktualny. Obraz jest właściwie kontynuacja obserwacji reżysera w tematyce życia małżeńskiego i przedmieść. Wcześniejszą podobną produkcją był rewelacyjny „American Beauty”.

materiały promocyjne/UIP/dystrybutor/kard z filmu / Fot. UIP/dystrybutorPolscy widzowie mogą żałować, że czterokonnie nominowany do Złotych Globów, film, a właściwie jego tytuł, został tak nieumiejętnie przetłumaczony. Polski dystrybutor, ufajmy, że przypadkowo, zamienił „Revolutionary Road” na „Drogę do szczęścia”. Nie wiem z jakich słowników korzystają pracownicy UIP, ale powinno się je jak najszybciej wycofać z obiegu. Mam jednak nadzieję, że polscy widzowie oryginalny tytuł odczytają prawidłowo a to znacznie ułatwia interpretację filmu. Bo rewolucyjny, wywrotowy to cechy charakteru jakich brakuje głównym bohaterom. Nie mają oni siły, odwagi porzucić swojej niewolniczej, nudnej i znienawidzonej egzystencji i po prostu sięgnąć po marzenia.

Sam Mendes wiedział co robi angażując do roli sławną parę kochanków z „Titanica”. DiCaprio i Winslet wypadają bowiem fenomenalnie. Gra aktorska tych dwojga jest rzeczywista. A emocje, gesty i mimika ich twarzy doskonale oddają dramat nieszczęśliwych ludzi, żyjących w pewnego rodzaju klatce. Ponadto zwerbowanie tej właśnie pary aktorów jest wręcz gwarancją sukcesu kasowego, bo kto nie chciałby zobaczyć DiCaprio i Winslet znowu razem? A to jest znowu możliwe.

materiały promocyjne/UIP/dystrybutor/kard z filmu / Fot. UIP/dystrybutor„Droga do szczęścia” to także niezwykła muzyka Thomasa Newmana, który współpracował już z Mendesem przy „American Beauty”. Efekt podobny jak w filmie z 1999 roku. To właśnie dźwięki stworzone przez muzyka tworzą niepowtarzalną atmosferę amerykańskich przedmieść lat 50. oraz wprowadzają widza w stan podwyższonego wzruszenia i refleksji nad własnym życiem.

Powodów, by zobaczyć najnowszy film Mendesa jest wiele. Jeśli ten tekst ma być kolejnym – niech tak będzie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Dodam jeszcze, gwoli jasności, że uważam, że słusznie, że zostali. Zmienienie środowiska dzieciom byłoby co najmniej nieodpowiedzialne... A to co z tym zrobili, to inna sprawa. Gwoli jasności, bo poprzednia była bardzo enigmatyczna) I pozdrowienia dla Autora filmowych recenzji)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja widziałam. Faktycznie, z pewnością zrealizowany znakomicie. Powiem jednak szczerze, że do żadnych refleksji mnie nie skłonił. Może poza tą- królestwo za to, by się nie upodobnić do nich...;)
Piszę szczerze, co nie znaczy że oceniam artykuł jako słaby. Jest zgrabny, a poza tym dobrze znać inne opinie niż własne) Dlatego też plusuję i pozdrawiam:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Polski dystrybutor tworząc tytuł chciał nawiązać do innego filmu Mendesa, chodzi tu o Drogę do zatracenia - i w zasadzie to dość trafne nawiązanie. Myślę, że taki tytuł zwodzi widza, który przygotowuje się na inną historię, a po przyjściu do kina zostaje zaskoczony innością. I to chyba też nie jest złe;] Dużo tutaj nawiązań do Drogi do zatracenia. Sama muzyka to wariacje tych samych motywów, które T.Newman zaprezentował kilka lat temu w Road to Perdition. Oczywiście Revolutionary Road nie jest równoznaczne z "drogą do szczęścia" bo słowo szczęście kojarzy się z czymś odwrotnym niż obserwujemy w filmie ale zachowuje sens bo przecież bohaterowie tego szczęścia szukają. W tamtym filmie Perdition to było "zatracenie" oraz nazwa miasta do, którego zmierzali bohaterowie, tutaj Revolutionary Road to nie tylko droga, którą toczą by zmienić swe życie - zrewolucjonizować, ale ulica na której mieszkają. Film warto zobaczyć. Też tak sądzę. Wporzo tekst;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.