Facebook Google+ Twitter

Nie schrzańmy tej traumy, rodacy

Pięć lat temu, gdy umarł największy z Polaków, już po kilku kwadransach najtęższe dziennikarskie umysły zastanawiały się na antenach wszystkich stacji nad tym, jak długo potrwa ta nasza narodowa jedność.

Po kilku godzinach, gdy kibice zwaśnionych klubów spotykali się na mszach świętych i marszach milczenia, niektórzy z nas obstawiali, że potrwa to najwyżej tydzień i że z politykami będzie tak samo. Po tygodniu triumfalnie ogłoszono na samym początku dzienników informacyjnych o pierwszych spalonych flagach, o pierwszych słowach na k, ch, j, p. I dziennikarze, i Polacy dostali to, co chcieli, stało się to, co tak racjonalnie przewidywali.

Wróć do materiału: 10 kwietnia 2010 roku. Reakcje i relacje dziennikarzy obywatelskich



Kiedyś już napisałem, że Polacy nie zmarnowali tamtego kwietnia, że inną, tę lepszą Polskę można dostrzec. Że nie trzeba do tego niewyobrażenie wiele dobrej woli. Że jesteśmy dla siebie nieco lepsi, że nieco lepiej na siebie patrzymy, że zauważamy więcej wymiarów ludzkich w sobie samych. Że chyba jednak mimo wszystko lepszym narodem.

Tyle tylko, że my, Polacy, narodem zawsze byliśmy znakomitym. Najwspanialszym na świecie. Pisał już o tym pan Norwid do pani Zaleskiej 150 lat przed Euro 2012:

Wszystko, co patriotyzmu i historycznego dotyczy uczucia, tak wielkie jest i wielmożne w narodzie tym, iż zaiste że kapelusz zdejmam przed ulicznikiem warszawskim - ale - ale wszystko to, czego nie od patriotyzmu, czego nie od narodowego, ale czego od społecznego uczucia wymaga się, to jest tak początkujące, małe i prawie nikczemne, że strach wspominać o tym ![...]Jesteśmy żadnym społeczeństwem. Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym. Może powieszą mię kiedyś ludzie serdeczni za te prawdy, których istotę powtarzam lat około dwanaście, ale gdybym miał dziś na szyi powróz, to jeszcze gardłem przywartym chrypiałbym, że Polska jest ostatnie na ziemi społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród. Kto zaś jedną nogę ma długą jak oś globowa, a drugiej wcale nie ma, ten - o! jakże ułomny kaleka jest! Gdyby Ojczyzna nasza była tak dzielnym społeczeństwem we wszystkich człowieka obowiązkach, jak znakomitym jest narodem we wszystkich Polaka poczuciach, tedy bylibyśmy na nogach dwóch, osoby całe i poważne - monumentalnie znakomite. Ale tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł - i jesteśmy karykatury, i jesteśmy tragiczna nicość i śmiech olbrzymi ... Słońce nad Polakiem wstawa, ale zasłania swe oczy nad człowiekiem..."


Ostro? Zbyt ostro?

Może w piątek jeszcze tak, ale już dziś nie. Nie możemy teraz, moi mili Rodacy, wyhamować, zatrzymać się tylko na tym, co narodowe. Na przeżywaniu pogrzebów, tłumach warszawiaków na trasie przejazdów trumien głowy państwa i jego małżonki, na krzyżach na krakowskich akademikach, na dywanach ze zniczy na Krakowskim Przedmieściu, pod gdańskimi i poznańskimi krzyżami, bydgoskim pomniku walk i męczeństwa, na brakach białych i czerwonych kwiatów w moskiewskich kwiaciarniach, panu Tusku przytulanym przez pana Putina.

To wszystko jest piękne, ale to wszystko lada moment minie, a my zostaniemy. I może będziemy stać, patrzeć, wspominać nasze po smoleńskie boleści, piękne pogrzeby, oglądać na youtube powtórki z przerwanych sobotnich programów śniadaniowych, odprawiać akademie, apele, biegi i marsze ku pamięci, nadawać mostom, ulicom, skwerom imię pana Kaczyńskiego, pani Kaczyńskiej, pana Kaczorowskiego i innych. Czy po to tylko miało się wydarzyć, to, co w ostatnią sobotę się wydarzyło?

Śmiem twierdzić, że nie. I śmiem już dziś podać receptę na tę Polskę, która po pogrzebach, po żałobach, po łzach powinna się urodzić. Będę taki bezczelny, drodzy Rodacy, mimo że mam tyle lat tylko, ile miał pilot prezydenckiego samolotu.

Musimy zgarnąć pleśń z oczu - jak pisze pan Norwid w utworze, którego muzyczną wersję wklejam na końcu tego wpisu. Spojrzeć na siebie nawzajem lepszymi, oczyszczonymi przez naszą narodową traumę oczyma. Na siebie. Dostrzec w sobie nie Polaków złączonych jednym cierpieniem, ale ludzi. Zobaczyć w sobie człowieka. Być dla siebie jeszcze bardziej ludźmi. Rozmawiać ze sobą i siebie rozumieć. Współodczuwać. Lepiej żyć wokół siebie i jeszcze lepiej dla siebie. Różnić się, nie dzielić - na żadne części liberalne, solidarne, katolickie, agnostyczne.

Nie możemy schrzanić tych chwil, które nas - nie bez powodu zapewne, prawda, Panie Boże? - napadły jak bandzior i trzymają za gardło żelazną rękawicą. Bądźmy dla siebie lepsi. Uśmiechajmy się do siebie. Bardziej sobie ufajmy. Nie traktujmy każdego jak potencjalnego złodzieja, mordercy, naciągacza.

Działajmy na rzecz naszych szkół, naszych wsi, naszych miast, naszych powiatów. Na rzecz ludzi z naszych szkół, ludzi z naszych wsi, ludzi z naszych miast, ludzi z naszych powiatów. Nie zapomnimy o hospicjach, o domach spokojnej starości, o noclegowniach dla bezdomnych. Bądźmy jeszcze bardziej ludźmi. Nie Polakami. Ludźmi. Aby równej długości nogami przemierzać ten świat. Dla innych, nie dla siebie.

Inaczej z tej - jak mówią media - największej tragedii współczesnej Polski zostaną tylko porozrywane biało-czerwone blachy w jakimś rosyjskim lesie.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.