Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

35786 miejsce

"Nie spodziewałam się takiego sukcesu" - wywiad z Rebeką Jane

Rebecca Jane jest założycielką i właścicielką Damskiej Agencji Detektywistycznej. W wywiadzie opowiada, jak doszło do otwarcia agencji oraz dlaczego wydała książkę "W szpilkach na tropie", opisującą jej pracę.

Rebecca Jane / Fot. Weronika TrzeciakWeronika Trzeciak: W 2009 roku założyłaś Damską Agencję Detektywistyczną. Jest to chyba mało popularne zajęcie dla kobiet. Skąd taki pomysł na biznes?
Rebecca Jane: Zdałam sobie sprawę, że istnieje taka luka na rynku, że potrzebna jest agencja detektywistyczna, która będzie przystępna dla ludzi. A jej pracownicy będą wykazywali się zrozumieniem, będą współczuli i będzie im zależało na tych klientach. Tradycyjnie zawód ten wykonywany był przez mężczyzn, a jak wiadomo oni mają inne podejście do tego. Skupiają się bardziej na sprawach technicznych i na tym, ile pieniędzy będą mogli zarobić, a nie na tym, jak się klient czuje. W związku z tym wiedziałam, że wiele osób chciałoby taką usługę, która będzie polegała na tym, że w sposób autentyczny dbamy o naszych klientów. I szok, miałyśmy rację (śmiech).

Na pierwszych stronach książki "W szpilkach na tropie" wspominasz, że jednym z powodów założenia agencji detektywistycznej było to, że zostałaś zdradzona. Dlaczego zatem nie otworzyłaś poradni albo telefonu zaufania dla osób zdradzonych?
Naszymi klientami są zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Natomiast zdecydowanie tym, czym się nie zajmujemy, to nie jesteśmy psychologami, nie prowadzimy psychoterapii, nie udzielamy jakichkolwiek porad. My po prostu rozwiązujemy sprawę - gromadzimy materiały dowodowe i w ten sposób pomagamy. Po co komuś psychoterapia, jak nie ma dowodów? Po wykonaniu zlecenia, przekazujemy osobę zdradzoną innym specjalistom. Praca jako detektyw to nasza pasja.

Czy założenie agencji detektywistycznej w Wielkiej Brytanii jest trudne? Czy potrzebna jest licencja, uprawnienia?
W Wielkiej Brytanii niepotrzebne są licencje ani uprawnienia. Natomiast w Stanach Zjednoczonych i niektórych częściach Europy owszem. Od października tego roku licencja będzie wymagana w Wielkiej Brytanii. Całe szczęście, że 5 lat temu, jak zakładałyśmy agencję, to nie obowiązywało.

Czy zakładając agencję myślałaś, że odniesie sukces nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale powstanie także filia w Sztokholmie?
Nie (śmiech). Muszę przyznać, że zdecydowanie się nie spodziewałam. Chyba jestem najbardziej zdziwioną osobą w związku z tymi wszystkimi sukcesami, jakie odnosimy. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, dlaczego tak to funkcjonuje. Na pewno nie byłabym w stanie osiągnąć tego wszystkiego sama. Jest w tym także ogromna zasługa wszystkich moich współpracowników. Bez cienia wątpliwości pracujemy z ogromną pasją i zaangażowaniem. I wszyscy, którzy ze mną pracują, są w swoim fachu niezwykle dobrzy. Tak jak powiedziałam, nikt nie oczekiwał takiego sukcesu (śmiech). Na samym początku działalności agencji, ludzie nawet śmiali nam się w twarz, jak mówiliśmy, czym się zajmujemy.

Kto najczęściej się zgłasza? Panowie czy panie?
Pół na pół.

Jakie sprawy trafiają się najczęściej? Czy dotyczą one zdrad?
Zdecydowanie sprawy dotyczące zdrady są najbardziej popularne.

Jaka była najbardziej nietypowa sprawa, taka która zapadła w pamięć?
Chyba muszę zerknąć w książkę, żeby sobie przypomnieć. Po prostu było bardzo wiele spraw, które były trudne i nawet dziwaczne. Ale muszę powiedzieć, że chyba taką sprawą, która mi utkwi w pamięci, to była pierwsza sprawa. Z tego względu, że ona nauczyła mnie osobiście bardzo dużo. Przede wszystkim tego, by nie oceniać innych ludzi na pierwszy rzut oka. Byłyśmy w naprawdę dziwnych miejscach, na wieczorach kawalerskich i tam przewijało się bardzo dużo różnych osób się tam dobrze bawiłyśmy. W książce opisana jest historia z fretką, transseksualna prostytutka (to było spektakularne) oraz diamentowe przyjęcie.

Czy angażujesz się emocjonalnie w niektóre sprawy? Czy to tylko praca?
Tak, faktycznie, w kilku takich przypadkach zaangażowałam się emocjonalnie w sprawę. Starałam sobie przypomnieć te sytuacje, pisząc książkę, ale oczywiście musiałam powprowadzać pewne zmiany do tych historii. Przypominam sobie sprawę pewnej kobiety, która podejrzewała męża o zdradę i zostało to udowodnione. To w tę sprawę na pewno zaangażowałam się emocjonalnie. W innym przypadku mąż zdradzał żonę, bo nie poradziła sobie ze śmiercią ich syna. I to na pewno wycisnęło mi z oczu łzy. Myślę, że angażuję się emocjonalnie, może niekoniecznie wtedy, kiedy powinnam. Ale wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Po prostu wyobrażam sobie, jak to okropnie jest być w takiej sytuacji i staram się pomóc.

Czy swojej pracy jesteś narażona na niebezpieczeństwo? Czy zdarzały się np. groźby?
Był jeden taki przypadek. Zgłosiła się do nas kobieta, która podejrzewała męża o zdradę. Zebrałyśmy materiały i według nich mężczyzna okazał się wierny. Żona chciała zobaczyć te dowody, jednak nie mogliśmy jej ich przekazać, gdyż dotyczyły one także osób trzecich. W Wielkiej Brytanii obowiązuje ochrona danych osobowych. Kobieta nie mogła tego zrozumieć, była wściekła. Zaczęła do mnie wydzwaniać, o 5 rano, o 6 rano - i tak mniej więcej przez całą dobę. I to trwało przez 6 tygodni. W pewnym momencie pracownicy naszej agencji powiedzieli mi, bym przestała z nią rozmawiać, bo ona oszalała i powinna szukać pomocy. Przestaliśmy cokolwiek dla niej robić. Nie spodobało jej się to, więc zaczęła mnie śledzić. Chodziła za mną, dotarła nawet na mój profil na Facebooku. Zaczęła kontaktować się z moimi przyjaciółmi, dodawać ich do znajomych, odnalazła moje zdjęcia ślubne, wyśledziła nawet kościół, w którym brałam ślub. Pojechała tam, choć kościół był oddalony o 3 godziny od jej miejsca zamieszkania. Udawała moją zaginioną ciotkę i rozmawiała z kimś z kościoła, że szuka Rebeki. A tam tylko 2 pary w ciągu roku brały ślub, więc wszyscy wiedzieli, że to chodzi o mnie. Zaprowadzili ją do domu moich rodziców. Nie zastała nikogo, więc zostawiła karteczkę z prośbę o telefon. Mama po powrocie do domu zamknęła się w łazience, tak była przestraszona. Kobieta nie podała swojego nazwiska, tylko sam numer telefonu. W ten sposób dotarłam do jej numeru domowego. Zadzwoniłam, odebrał jej mąż, więc poprosiłam, by przekazał żonie, by się ze mną skontaktowała. Kobieta się przeraziła. Powiedziałam jej, że jeśli nie przestanie, zgłoszę na policję, że weszła na teren prywatny. I na tym się skończyło.

Czy wszystkie sprawy udało się rozwiązać? Jeśli tak, to czy nie kusiło Cię, by do niej wrócić?
Jest jedna taka sytuacja opisana w książce. Chodziło o to, że zgłosił się do nas mężczyzna, który poślubił kobietę z Bali i ona od niego uciekła. Zabrała ze sorą sporą sumę pieniędzy. Sądziłyśmy, że chce on odzyskać pieniądze i dowiedzieć się, z kim uciekła. Okazało się, że jemu tak naprawdę chodziło o fretkę, z którą uciekła. Nie udało nam się rozwiązać tej sprawy i szczerze mówiąc nie mam żadnej chęci, żeby do niej powracać (śmiech).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.