Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

804 miejsce

Nie taki straszny jak go opisują. Mity o egzaminie na "prawko"

  • Lex LL
  • Data dodania: 2017-05-26 15:35

Praktycznie każdy z nas słyszał historie dotyczące egzaminu na prawo jazdy. Najczęściej mowa w nich o „krwiożerczych” egzaminatorach i poszkodowanych kursantach. Wedle tych opowieści egzamin na prawo jazdy jest nie do zdania. Czy to prawda?

 / Fot. CCZacznijmy od jednego najbardziej popularnych. „Nie zdałem, bo zgasł mi samochód”.
W 99,9% przypadków jest to mit. Egzaminator nawet najbardziej rygorystyczny też jest człowiekiem i ma pewną wyrozumiałość. Człowiek ten doskonale wie, że wsiedliście to tego samochodu po raz pierwszy w życiu i macie za sobą tylko kilkadziesiąt godzin jazdy. Nawet najbardziej doświadczonym kierowcą zdarza się zdusić silnik. Jest to często wynik stresu lub po prostu braku wyczucia w nowym pojeździe. Tym bardziej, że zarówno samochody nauki jazdy, jak i egzaminacyjne „L” nie należą do ideałów pod względem zużycia sprzęgła.
Jeśli więc zdarzy nam się zdusić silnik nic się nie stanie. Grunt, aby nie miało to miejsca na środku skrzyżowania (jazda na sprzęgle przez skrzyżowanie to błąd, wyszczególniony na arkuszu egzaminacyjnym) lub na przejeździe kolejowym. Jeśli jednak ruszaniu za przy każdym będziemy „żabkować” i „dusić” nasz pojazd egzaminator może stwierdzić, że nie wykazujemy się odpowiednią płynnością jazdy i opanowaniem mechaniki samochodu.

Kolejnym popularnym mitem jest parkowanie na centymetry. Wielu pewnie z Was słyszało jak to egzaminatorzy sprawdzali, czy pojazd został zaparkowany idealnie. Niektórzy używali do tego nawet linijki. To jest akurat prawdą. Zanim jednak część z was, przygotowująca się do egzaminu, dostanie zawału chce zwrócić uwagę na formę gramatyczną. „Słyszało” a nie „słyszy”. Jeszcze parę lat temu na placu manewrowym wykonywało się znacznie więcej manewrów niż obecnie. Tam też parkowaliśmy prostopadle i równolegle, i tam nadgorliwi egzaminatorzy faktycznie potrafili sprawdzać odległości linijką. Obecnie w ruchu miejskim działania takie są niemożliwe.
Warto jednak pamiętać, że odległość w centymetrach nadal ma znaczenie przy ruszaniu na górce (nie wolno nam się stoczyć) i na łuku, gdzie nie możemy nawet o milimetr wyjechać za linię.

Zimą łatwiej zdać na prawo jazdy. Jeśli liczymy na to, że na święta i na koniec roku WORDy chcą poprawić swoje statystyki, to możemy zimę zaliczyć do mitów. Niemniej jednak jak w każdej legendzie tak i tu istnieje ziarnko prawdy. W śniegu i mrozie, gdy droga jest biała i śliska ludzie jeżdżą wolniej i są bardziej uważni. Łatwiej więc zmienić pas czy włączyć się do ruchu. Ponadto np. na ośnieżonych parkingach nie widać linii, więc parkowanie jest trochę łatwiejsze. Z drugiej jednak strony „zachowanie bezpiecznego odstępu” i „szczególnej ostrożności” nabiera dużo większego znaczenia, a warto pamiętać, że są to pojęcia względne.

„Wszystko było niby ok, a nie zdałem już na placu”. Popularny błąd wśród standardowego wzrostu ludzi lub tych, którzy z jakiś powodów muszę zdawać ponownie prawo jazdy. Chodzi tu o ustawienie fotela, pasów, lusterek. Często bywa tak, że wchodząc do samochodu po prostu nam one pasują. Sprawdzamy to tylko kątem oka i jedziemy. Jeśli wszystko jest ok., powinniśmy powiedzieć o tym instruktorowi. W przeciwny razie może uznać, że zapomnieliśmy o tym punkcie, który należy do elementów przygotowania samochodu do jazdy. W tym miejscu warto też pamiętaj o zapięciu pasów przed uruchomieniem pojazdu, nieodwrotnie.

„Egzaminator wprowadził mnie w błąd”. Jest to ewidentny mit. Dlaczego więc jest tak popularny? Egzaminator nie może wydać polecenia nakazującego złamanie przepisów. Jeśli by tak się stało i prze to oblalibyśmy egzamin wystarczy tylko napisać zażalenie. W samochodzie są kamery i mikrofony, więc jeśli mamy rację sprawa jest prosta i do udowodnienia. Należy jednak rozróżnić „zjedź na następnej w prawo” (na którą jest zakaz wjazdu) z „Zjedź na najbliższej możliwej w prawo”. W tej drugiej sytuacji egzaminator po prostu nas sprawdza, czy potrafimy uważnie czytać znaki drogowe.

„Z egzaminatorem nie wygrasz”. Owszem tak było kiedyś, w czasach, kiedy w pojazdach egzaminacyjnych nie było kamer i mikrofonów. Obecnie każde słowo, każde nasz ruch, test jest nagrywany. Jeśli więc czujemy, że mamy rację, tak jak pisaliśmy wcześniej, możemy zgłosić odwołanie.
Lepiej jednak byśmy był pewni swego. Jeśli bowiem będziemy mieć pecha to okaże się, że nie tylko nie mamy racji, ale następy egzamin pojedziemy z tym samym egzaminatorem. Który może okazać się bardziej drobiazgowy niż zwykle.

Artykuł powstał przy współpracy z instruktorami odpowiadającymi za jazdy doszkalające Gdańsk

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

" Nie taki straszny jak go opisują." ...?
A dlaczego napis jest po niemiecku ...?
Dlaczego ten samochód nie ma klamek...?

;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.