
Małgorzata Dębowska została poważnie pogryziona przez swojego psa Barego. Kundel wbiegł do domu goniąc jej kota. Chciała go stamtąd wyprowadzić, machając kanapką, którą trzymała w lewej dłoni. Zniecierpliwione zwierzę rzuciło się na swoją panią.
– Byłam przerażona. Nie wiedziałam, co się dzieje – mówi Małgorzata Dębowska, mieszkanka Polesia. – Pies mocno złapał mnie zębami za rękę. Gdy usiłowałam się uwolnić, ugryzł mnie jeszcze w prawą rękę i prawą nogę. Byłam cała zakrwawiona. W końcu Bary uspokoił się i pozwolił zamknąć w kojcu, w którym przebywa na co dzień. Sąsiadka odwiozła mnie na pogotowie.
Rany były tak poważne, że kobieta trafiła do szpitala. Konieczny był skomplikowany zabieg operacyjny, pierwszy w tym roku w Łodzi z powodu pokąsania przez zwierzę.
– To rzadki przypadek, aby pies spowodował tak dotkliwe obrażenia ciała – mówi dr Bartosz Żakowski, lekarz dyżurny z klinicznego oddziału chirurgii ręki szpitala im. WAM w Łodzi. – Pacjentka miała złamanie otwarte z przemieszczeniem kości lewej ręki i uszkodzone ścięgna. Głębokie rany były również na prawej ręce i udzie. Podczas zabiegu, który trwał około półtorej godziny, została nastawiona kość, zszyte ścięgna i rany. Chora ma założony gips na lewą ręką. Jej leczenie potrwa co najmniej 6 tygodni.
Niebezpieczne nietoperze
Codziennie kilku łodzian zgłasza się do chirurga w ambulatorium pogotowia ratunkowego z ranami po psich kłach. Zwykle wystarczy założenie szwów i opatrunku.
27-letni mieszkaniec Widzewa został pogryziony przez nietoperza, gdy usiłował wypłoszyć go nad ranem z pokoju. Chirurg z pogotowia opatrzył mężczyźnie ranę ręki i zaaplikował antybiotyk. Pacjent został skierowany do sanepidu, gdzie zapadnie decyzja, czy zostanie zaszczepiony przeciwko wściekliźnie.
Niecodzienną przygodę przeżył łodzianin w parku na Zdrowiu. – Gdy prowadziłem na smyczy tchórzofretkę, rzuciła się na nią wiewiórka. Długo ją odganiałem, zanim uciekła. To dziwne, że gryzoń atakuje drapieżnika – dziwi się pan Grzegorz, właściciel tchórzofretki.
– Zwierzęta podczas upałów są niespokojne i bardziej drażliwe niż zwykle – mówi weterynarz Andrzej Pawlicki. – Nie należy ich forsować długimi spacerami i drażnić, raczej zostawić w spokoju w chłodnym miejscu z miską zimnej wody.
(ew)
-
Express Ilustrowany