Facebook Google+ Twitter

Nie wiedziałem, że jestem za PiS-em

Pakuję walizki po wypowiedzi Ludwika Dorna, wierząc, że funduję sobie podróż na Antyle, z której powrócę stęskniony za panem Ludwikiem.

Ludwik Dorn sprawia, że koalicja rządząca wydaje się być piękniejsza niż jest w istocie. Wybitny ten polityk i subtelny intelektualista nie wnosi zbyt wiele w życie polityczne - nie proponuje rewolucyjnych zmian, nie zgłasza projektów nowych ustaw. I za to należą się mu szczególne podziękowania. Pierwszy wicepremier zamiast politykować "po próżnicy", zajmuje się tworzeniem i wygłaszaniem bon motów.

Przekazuje w nich treści, które trudne są - co prawda - do przyjęcia, ale czyni to w formie ujmującej. Spośród licznej rzeszy polityków PiS on jeden dał się poznać jako twórczy realizator zasady Robertsona: dyplomata to ktoś, kto potrafi powiedzieć ci, abyś poszedł do diabła w ten sposób, że poczujesz narastające podniecenie na myśl o zbliżającej się podróży.

Pakuję zawsze walizki po każdej publicznej wypowiedzi Ludwika Dorna, wierząc, że funduję sobie podróż na Antyle, z której powrócę stęskniony za panem Ludwikiem. Zapominam, że ogląd życia politycznego w naszym kraju, zmusza mnie do stwierdzenia, że jedyne co mnie tu trzyma to siła grawitacji.

Pierwszy zastępca premiera zasłynął ubieraniem lekarzy w kamasze oraz niezwykle pięknym określeniem intelektualistów - wykształciuchy. Z jaką zazdrością obserwuję tłumy wykształciuchów, mając (niestety!) pewność, że sam zasługuję jedynie na miano ćwierćwykształciucha.

„Musimy przyjąć logikę (...), że ten, kto nie jest przeciwko nam - jest z nami, a nawet ci, którzy są przeciwko nam są z nami, tylko o tym nie wiedzą, ale my im to uświadomimy” - oświadczył Dorn podczas ostatniej konwencji PiS. Słowa te przekonały mnie, że niebawem pokocham PiS, a może nawet całą koalicję.

Bardzo mnie to ucieszyło, bo od zawsze mam przeświadczenie, że należę do małej grupki nieszkodliwych przygłupów, którzy kochają i szanują wszystkich ludzi. Zasmuciło mnie tylko przypomnienie, iż jestem ćwierćwykształciuchem, który nie pojmował tak prostej prawdy jak ta, że "przebieram już nogami", żeby zagłosować na PiS.

Drugi już dzień zastanawiam się jak mogło dojść do tego, że dopiero Ludwik Dorn otworzył mi oczy na moje polityczne zapatrywania. Jedyne co przychodzi mi do głowy, to odwieczne prawo Greena. A brzmi ono następująco: wszystko jest możliwe pod warunkiem, że nie wiesz o czym mówisz.
 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Już to kiedyś pisałam, ale się powtórzę:
Żyje się nam coraz lepiej - powiedział premier; możemy wam tylko pozazdrościć - pomyślał lud:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Asenie - "Kto nie jest ze mną"...... skłaniałabym się raczej nie do "jest przeciwko mnie" , ale "ma mnie poprostu w nosie".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam dylemat - czy więcej wdzięku i czaru wykazuje pan Dorn, czy może były Rosiewicz.
Artystycznie bowiem obydwaj reprezentują poziom. Całkiem poziomy.
Reszta konwencji - "cóś pienknego". Nieboszczyk Wiesław w najnowszym wcieleniu jak spod igły. A i poswawolił sobie publicznie! Zyta raczka spiekła! Blond wielbicielka też!
Łza się w oku kręci, a serce raduje.
Dobre panisko. Tyle obiecał drzewiej a i od nowa zaś obiecuje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po cholerę od razu na Antyle? Zapraszam do mnie na Ibizę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Errare humanum est ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.