Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

37374 miejsce

Nie więziłem Adrianny Biedrzyńskiej – twierdzi jej fan

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-10-25 10:59

– W moim życiu kocham tylko dwie kobiety: Matkę Boską i panią - mówił do Adrianny Biedrzyńskiej Andrzej G. W niedzielę przez siedem godzin przetrzymywał aktorkę w domku letniskowym w Złotym Potoku.

Chciał w ten sposób uczcić swoje 50. urodziny. Zwabił tam artystkę pod pretekstem konkursu recytatorskiego. Miała w nim być sędzią w zamian za 1000 zł wynagrodzenia. Irena, matka Andrzeja G. twierdzi, że był leczony psychiatrycznie.

Fascynacja od ćwierćwiecza

Adrianna fascynowała mnie od lat 80. Znam wszystkie filmy z jej udziałem. Spotkanie z nią było moim marzeniem - mówił G. w chwili zatrzymania. Całą akcję zaplanował w najdrobniejszych szczegółach. Prawdopodobnie pomagała mu w tym Monika G. - według słów matki Andrzeja G. - jego kochanka. Kobieta dwa tygodnie temu skontaktowała się z Biedrzyńską i zaprosiła ją do udziału w jury. Aktorka do Złotego Potoku przyjechała w sobotę. Wraz z rodziną zamieszkała w hotelu Kmicic. Przywitano ją bukietem róż.

Siedem godzin zwierzeń

W niedzielę koło południa podejrzana poprosiła aktorkę, by pojechała z nią na chwilę do organizatora konkursu. Chodziło rzekomo o omówienie szczegółów. Zawiozła ją do domku letniskowego - opowiada Joanna Lazar, rzecznik policji w Częstochowie. W domku przy ul. Sikorskiego na Adriannę czekał już Andrzej G. Był elegancki, kulturalny, uroczy. Przynajmniej do momentu, gdy aktorka przekroczyła drzwi budynku. Wtedy wyjął i schował klamki. Wyznał Biedrzyńskiej uwielbienie, przyznał, że właśnie obchodzi 50. urodziny, a ona jest jego "prezentem". Przez siedem godzin opowiadał jej swój życiorys. Adrianna była przerażona. Z nerwów odpalała papierosa od papierosa. Dopiero koło 22. uprosiła G., by ją uwolnił.

„Byłem pasywny”

G. nie przyznał się do winy przedstawił zupełnie inną wersję wydarzeń. Twierdził, że zna aktorkę od lat 90. i w tej historii był stroną pasywną. Został objęty dozorem policyjnym. Ma także zakaz jakiegokolwiek kontaktu z pokrzywdzoną. Jeśli go złamie, wystąpimy o areszt. Grozi mu do 5 lat więzienia. W tym przypadku konieczna będzie obserwacja psychiatryczna - mówi prok. Romuald Basiński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. Biedrzyńska, która nie chciała wczoraj rozmawiać z mediami, zeznała, że G. nie podejmował wobec niej żadnych aktów przemocy fizycznej. - Uwolnijcie syna od zarzutów. On jest psychiczny. Leczony był. Darujcie mu, bo się załamie. Przecież nic złego nie zrobił, nikogo nie zabił - apeluje Irena G., matka Andrzeja.

Z natury nieśmiały

Wielbiciel już w towarzystwie policjanta, fot. Janusz Strzelczyk/Dziennik ZachodniAndrzej G. jest mężczyzną z natury nieśmiałym. Mieszka z matką w niewielkim domu z cegły na peryferiach Częstochowy. Pracuje. Spotyka się z Moniką G., rozwódką, matką dwójki dzieci. Ot - zwykły, szary człowiek. Największym jego marzeniem, i to od wielu lat, było spotkanie z Adrianną Biedrzyńską. Był wielbicielem jej jako "pięknej, zjawiskowej kobiety" i jej "wielkiego talentu". Na 50. urodziny postanowił więc zafundować sobie prezent - randkę z aktorką. Czy Monika G. świadomie pomagała Andrzejowi? Jeszcze nie wiadomo. Oboje nie przyznają się do winy. Faktem jest, że w zorganizowanie schadzki włożyli wiele wysiłku.

Będzie kłótnia...

Dwa tygodnie temu do Teresy Gorzkowskiej, właścicielki domku letniskowego w Złotym Potoku, zgłosiła się młoda kobieta - prawdopodobnie Monika. Drobna, niewysoka brunetka. Zarezerwowała pobyt na 21, 22 i 23 października: trzy dni, dwa noclegi. Pieniądze - 200 zł - od ręki wpłaciła Mariannie i Stanisławowi Klusom, sąsiadom Gorzkowskiej. - To było dziwne. Zwykle klienci płacą po pobycie. Ale ta kobieta w ogóle tak inaczej się zachowywała. Była zła na właścicielkę, że nie wyjechała z domu i że działka nie jest zupełnie do jej dyspozycji - opowiada pani Marianna. A pan Stanisław dodaje, że młody mężczyzna, który tamtej brunetce towarzyszył, wyjaśniał, że chodzi o sprawę rozwodową i że przyjedzie tam pewna znana osoba. "Może być głośno, więc chcemy dyskrecji. O majątek chodzi. Kłótnia będzie" - miał powiedzieć do Stanisława Klusy.

Domek na uboczu

Domek, do którego zwabiono Adriannę Biedrzyńską, jest położony na górce, na samym końcu ul. Sikorskiego. Dalej są tylko pola i łąki. To urokliwe miejsce, ale Bierdrzyńska pewnie pięknem okolicy nacieszyć się nie zdążyła. Przerażona w popłochu uciekła od swojego wielbiciela i o wszystkim powiadomiła policję. Wcześniej przez siedem godzin cierpliwie wysłuchiwała jego zwierzeń - opowiadał jej o sobie i prawił komplementy. Domek ma dwa pokoje, w tym jeden z kominkiem. Do tego wielka zadaszona weranda, na której można spędzać romantyczne chwile. No i piękny, ogromny ogród z placem zabaw dla dzieci. Wymarzone miejsce na wypoczynek. - Żeby tutaj takie rzeczy się działy? To nie możliwe. Nie wierzymy. Przetrzymywanie siłą? Koło nas? - dziwili się państwo Klusowie.

To była schadzka – twierdzi wielbiciel

W to, że Andrzej G. uwięził aktorkę, nie może uwierzyć także jego matka. - Kiedy on o tej Biedrzyńskiej w ogóle nie mówił. Nie wiem, co mu odbiło. On nie może być winny. To pewnie ta Monika wszystko tak urządziła. Andrzej leczył się u psychiatry, on nie jest taki całkiem normalny. Jak trochę wypije, wpada w szał. To ona nim kręci, namawia do złego. Ze mną też go skłóciła. Jego trzeba ratować - broni syna Irena G. Sąsiedzi nie chcą o Andrzeju rozmawiać: - Porządny człowiek, pewnie go wrobili - mówią tylko. Po złożeniu wyjaśnień Andrzej G. został wypuszczony do domu. Ma się meldować w komisariacie, ma też zakaz kontaktowania się z aktorką. Jeśli go złamie, może trafić do aresztu. Wkrótce zostanie skierowany na obserwację psychiatryczną. W zależności od jej wyniku, prokuratura zastanowi się nad postawieniem zarzutów. Jeśli G. okaże się niepoczytalny, ma szansę uniknąć więzienia, ale sąd może go skierować na przymusowe leczenie. G. utrzymuje, że zna aktorkę od prawie 20 lat i że to ona chciała schadzki w Złotym Potoku.

Wszechstronna i nagradzana

Adrianna Biedrzyńska ukończyła łódzką Filmówkę, w latach 1984-89 należała do zespołu Teatru Nowego w Warszawie. Obecnie nie jest związana etatem z żadnym teatrem, występuje jedynie w pojedynczych produkcjach. Jest też aktorką estradową i kabaretową. Śpiewa - nagrała płytę zatytułowaną "Ada-Debiut". Była wielokrotnie nagradzana za osiągnięcia artystyczne. Otrzymała m. in. Nagrodę im. Zbigniewa Cybulskiego, "Wiktora" dla osobowości telewizyjnej i "Złotą Kaczkę". Popularność przyniosły jej przede wszystkim filmy, w tym produkcje zagraniczne: "Boris Godunow", "Hannusen", "Piłkarski poker", "Pierścionek z orłem w koronie", "Lepiej być piękną i bogatą", "Pajęczarki" oraz seriale: "Dekalog", "Graczykowie", "Badziewiakowie", "Fitness Club" i "Komediantka".


Ada, to nie wypada, czyli Biedrzyńska od kuchni

Już w czasach licealnych Ada lubiła się wyróżniać. Jako pierwsza w szkole pomalowała sobie paznokcie na zielono. Była mistrzynią w mdleniu na zawołanie, co przydawało się podczas trudniejszych klasówek. Lubiła dobre kosmetyki, jednak można było je kupić tylko w Peweksie. Ada więc nie jadła szkolnych obiadów, aby na nie zaoszczędzić. Porzuciła etat w teatrze dla kariery filmowej i telewizyjnej. Dzięki temu stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych aktorek swojego pokolenia. Mówiono o niej, że jest śliczna i delikatna, ale bardzo krnąbrna. W 1992 roku założyła w Warszawie kawiarnię. Przez chwilę był to modny, wręcz elitarny, stołeczny klub. Potem dobra passa się skończyła. Hobby też ma inne niż koleżanki aktorki - z zamiłowania jest kierowcą rajdowym.

Do Śląska Biedrzyńska nie ma szczęścia. Kilka lat temu w Katowicach włamano się do jej samochodu. Akurat odwiedzała jeden z tutejszych butików. W 2003 roku wybuchła afera w związku z jej mężem Marcinem Miazgą, który został oskarżony o wyłudzenie od znanych osób, m.in. Tomasza Stockingera, olbrzymich pieniędzy na nietrafione inwestycje. Gwarancją miała być osoba Adrianny Biedrzyńskiej. Na początku zarzekała się, że to wszystko nieprawda, potem zmieniła zdanie. Podczas specjalnej konferencji prasowej żaliła się, że jest już skończona. Postanowiła się rozwieść i zrezygnować z występów.

W 2004 Miazgę i Biedrzyńską znów zaczęto widywać razem. Do ponownego zejścia się obojga doszło, jak stwierdzili, dla dobra córki Michaliny. Adrianna wróciła również do zawodu - przede wszystkim na scenę i estradę. Gra w spektaklach teatralnych i śpiewa. Pierwszym po skandalu spektaklem były "Stalowe magnolie" w reżyserii Wojciecha Malajkata. Recenzje zebrane przez aktorkę – słabe. Od czasu afery udziela się towarzysko bardzo rzadko, na salonach nie bywa. Ostatnio we wrześniu zrobiła wyjątek dla promocji książki "Szminka w wielkim mieście". Wyglądała atrakcyjnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.