Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

178756 miejsce

Nie wstydzę się swojej muzyki

Nie lubię takiego snobizmu „tu nie wejdę, tu nie wystąpię” – rozmowa z Marią Sadowską, wokalistką, kompozytorką i producentką.

Gratuluję udanej promocji płyty „Tribute to Komeda”. Wywiady z Tobą pojawiły się w wielu mediach, sporo też mogliśmy przeczytać recenzji

- Nie wiem, czy mam ci podziękować za gratulacje promocji. Za gratulacje płyty bym podziękowała. (śmiech)

Maria Sadowska. Fot. materiały prasowe

Bywa tak, że wytwórnia prosi Cię o to, abyś się gdzieś pojawiła, albo zrobiła coś, na co nie masz ochoty?

- Bardzo rzadko się to zdarza. Jeżeli mam poważne wątpliwości, to nie biorę w tym udziału. Nie lubię takiego snobizmu „tu nie wejdę, tu nie wystąpię”. Nie wolno lekceważyć nikogo, natomiast trzeba pamiętać, że promuję cały czas swoją muzykę, której się nie wstydzę. Dylemat, że pojawię się w tym, a nie innym piśmie, jest kompletnie bez sensu. Zależy mi na tym, aby moja muzyka dotarła do jak największej ilości ludzi. Tym bardziej, że nie jest to muzyka bardzo komercyjna, ale nie jest też bardzo alternatywna. Jest na pewno dla bardziej wymagającego słuchacza.


Tak się zdarzyło, że w trakcie promocji pojawiłaś się na okładce „Mojego Psa”. Zmusili Cię?

- Nie! Sama chciałam, bo uwielbiam mojego psa. Byłam piętnaście lat temu na okładce tego pisma i bardzo się ucieszyłam, że jeszcze raz dostałam taką propozycję, że będę miała pamiątkę. Nie uważam, żeby było to coś uwłaczającego.


Spodziewałaś się, że reakcje po premierze „Tribute to Komeda” będą tak przychylne?

- Jestem tym bardzo zaskoczona. Myśleliśmy o tej płycie, jako o czymś bardzo niszowym. Oczywiście włożyłam w stworzenie płyty mnóstwo pracy, strasznie dużo siebie i energii. Oddźwięk był imponujący. Okazało się, że dziennikarze chcą o tym pisać, że jest zapotrzebowanie. Nie spodziewałam się tego.


Wśród ludzi też było takie zapotrzebowanie?

- Dostawałam dużo maili, listów. Na koncertach ludzie znają moje piosenki i je śpiewają, więc chyba nie można powiedzieć, że to jest płyta dla nikogo.


Oczywiście, że nie. Jak Ci się współpracowało z Michałem Urbaniakem, i Janem Ptaszynem Wróblewskim?

- W okresie promocyjnym byłam mocno zmęczona udzielaniem wywiadów, natomiast w okresie nagrywania płyty było cudownie. W pewnym sensie nagrywając płytę odpoczęłam od świata. Żyłam w prywatnym, zamkniętym świecie. To był piękny świat, bo obcowanie z materiałem, który jest genialny, to duża lekcja pokory i uświadomienie sobie swojej marności, równocześnie dodaje nam to skrzydeł. Mieliśmy wielką radochę z nagrywania tej płyty. A odpowiadając na pytanie. Urbaniaka się nie bałam, bo wiedziałam, że on lubi nowe formy.


Że zrozumie takie podejście do muzyki.

- I że nie uzna tego za żadną profanację. O wiele bardziej bałam się Ptaszyna, bo jest legendą i tradycjonalistą. Wiesz, jak jest jazz, to musi być akustyczny, z kontrabasem, bez komputerów. Byłam bardzo zaskoczona, że się zgodził. Co więcej, spędziłam z nim bardzo przemiły dzień. Okazało się, że w dzień, w którym mieliśmy go nagrywać, zepsuło się studio i musiałam go przywieźć do siebie do domu. Po drodze myślałam sobie „Boże, co za wstyd, jaka prowizorka”. Weszliśmy do domu, wyciągnął saksofon i zaczął coś próbować i nagrałam to. Czułam wtedy, że już to mamy. Samo nagranie trwało dziesięć minut. Później, gdy staliśmy w warszawskich korkach puściłam mu tę płytę, okazało się, że mu się podoba. Dał mi parę rad.


Czego się od nich nauczyłaś?

- Ciekawe jest to, że Urbaniak dawał mi rady, co do promocji. Mówił „to jest taki materiał, że nie możecie tego spieprzyć. Mów o tym wszędzie, gdzie tylko się da. Nie wstydź się swojej muzyki”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziwi mnie ten brak komentarzy - przecież wywiady autorow z ludzmi szolbiznesu nie należą do częstych w W24. Ode mnie plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.