Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

18793 miejsce

(Nie) zakazane piosenki, czyli powstańcze śpiewanie w Warszawie

W 70. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego mieszkańcy Warszawy umówili się na pl. Piłsudskiego by po raz kolejny wspólnie pośpiewać powstańcze, patriotyczne pieśni.

1 sierpnia 2014 w stolicy rozpoczął się deszczem i nie zachęcał do wychodzenia z domu. Ale to ważny dzień, więc wyjść trzeba. Planowałam wziąć wieczorem udział we wspólnym śpiewaniu powstańczych piosenek na placu Marszałka Piłsudskiego w Warszawie. Około 17 przejaśniło się na tyle, że wsiadłam na rower i ruszyłam w drogę. Chmury gdzieś zniknęły i nawet słońce zaczęło świecić, więc byłam bardzo zadowolona.

Bohaterom Warszawy - mieszkańcy miasta / Fot. Jolanta DyrPo drodze jak zwykle ostatnio zatrzymywałam się dość często z różnych powodów. A głównie po to by coś obejrzeć, czemuś zrobić zdjęcie. Tym razem moją uwagę absorbowała głównie 70 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego i jej obchody w Warszawie. Jechałam więc ulicą Puławską, jechałam aleją Szucha, alejami Ujazdowskimi, Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem. Wolno jechałam, częściej właściwie prowadziłam rower niż na nim jechałam. Zwracałam uwagę na wiele rzeczy po drodze - na tablice pamięci, na pomniki, na biało - czerwone lub żółto - czerwone szarfy, na kwiaty i znicze. Ale także zwracałam uwagę na ludzi, takich samych przechodniów jak ja zatrzymujących się tu czy tam. Ale też na tych tłumnie siedzących ze znajomymi w letnich kawiarenkach. Innych jadących na rowerach, spacerujących, zadumanych, oglądających uliczne wystawy, dyskutujących ze sobą, komentujących to i owo.
Wzdłuż ogrodzenia Parku Ujazdowskiego stanął fotograficzny - Jak Pani myśli, czy my tak byśmy potrafiły tak jak oni? - zadała mi pytanie dwa razy młodsza ode mnie kobieta. Uśmiechnęłam się w duchu, uśmiechnęłam się do niej. - Na pewno byśmy potrafiły, gdyby była taka konieczność - odpowiedziałam. Uśmiechnęłyśmy się do siebie, zapatrzone we własne myśli. Każda ruszyła w swoją stronę. Przed chwilą wspólnie oglądałyśmy twarze powstańców patrzące na aleje Ujazdowskie i na nas z ulicznej wystawy. Wiele osób zatrzymuje się w alejach Ujazdowskich by obejrzeć poczet powstańców warszawskich, współczesnych, w sile wieku, z coraz mniejszą ilością sił witalnych, dali radę, doświadczyli, przeżyli, niosą pamięć, wciąż żywą choć nie dla wszystkich wygodną.

Warszawskie dzieci

Fragment pomnika Armii Krajowej u zbiegu ulic Jana Matejki i Wiejskiej w Warszawie, nieopodal gmachu Sejmu / Fot. Jolanta DyrDowódcy Armii Krajowej i wielu żołnierzy AK było dorosłymi ludźmi. Dowódcy Szarych Szeregów byli dorosłymi ludźmi. Ale większość szeregowych harcerzy Szarych Szeregów była bardzo młoda. Była to głównie młodzież, w dużej mierze starsza młodzież, może nawet akademicka ale jednak młodzież. Patrząc z perspektywy mojego dojrzałego wieku większość były to prawie dzieci. Każdy prawie dwudziestolatek dla osoby sześćdziesięcioletniej jest dzieckiem, tak samo jak dla dwudziestolatka prawie każdy sześćdziesięciolatek to starzec. A tak naprawdę, w mojej opinii ani jedno, ani drugie nie jest prawdą. Dojrzałości człowieka nie określa wyłącznie jego metryka, ale wnętrze. Ludzie są dojrzali na tyle na ile w danej sytuacji się dojrzale czują i zachowują. To inni ich oceniają po metryce i wyglądzie, a nie po psychice, osobowości, umiejętnościach, możliwościach i chęciach. Ponadto wojna wymusza szybsze dojrzewanie. A trzeba pamiętać, że wojna trwała już w Polsce ponad 4 lata. Młodzi widzieli getta, transporty ludzi wywożonych do krematoriów. Wiedziano także o zbrodniach na wschodzie, choć przypisywano je wyłącznie Niemcom. Pomnik małego powstańca w murach Starego Miasta / Fot. Jolanta DyrMłodzi, dzieci nawet kilkuletnie widziały uliczne zbrodnie. Wieszanie ludzi, rozstrzeliwania. Widzieli często umierające dzieci w objęciach ich własnych matek z głodu, z choroby, czy ran wojennych. Niemieckie władze okupacyjne od długiego czasu żądały daniny ludzkiego życia. Ustalały ilościowe żądania ofiar na danym terenie - dzielnicy, osiedlu. Wielu harcerzy z Szarych Szeregów zdawało sobie sprawę z tego do czego dąży okupant w stolicy i nie potrafiło się z tym pogodzić. I choć z ich metryk wynikało, że są młodymi ludźmi, to byli to dojrzali, wykształceni inteligentni i mądrzy ludzie, którzy podobnie jak wielu innych chciało normalnie żyć. Ale chcieli też walczyć o godność ludzką, o wolność ojczyzny, o państwo prawa i sprawiedliwość społeczną. Chcieli jak najszybszego końca wojny i wyrzucenia okupanta z ojczyzny. Chcieli i musieli się przeciwstawić planowej eksterminacji mieszkańców okupowanej stolicy. I po prostu zaczęli to robić, licząc zapewne w perspektywie czasu na obiecywaną pomoc aliantów, wojsko i innych sojuszników.

Warszawskie dzieci ... młodzi bohaterowie tamtych dni ...
" ... ... jak Pani myśli, czy my tak byśmy potrafiły jak oni? ...
uśmiechnęłam się ...
... na pewno, byśmy potrafiły, gdyby była taka konieczność
... dzieci wszystko potrafią, szybko się uczą ... dodałam w myślach, sama do siebie!

Już potem, podczas koncertu bardzo starałam się by udało mi się nagrać kultową już pieśń o warszawskich dzieciach i ją wszystkim pokazać. Udało mi się ... oto ona - kręcona z ręki, uniesionej w górę, "starczej" ręki, więc drżącej ... ale trudno ... ręka jest jaka jest, ale zrobiła to co zamierzała głowa ... na pewno mogło być lepiej, ale jest jak jest.


Powstańczne śpiewanki

Tłum na pl Piłsudskiego ciągle rośnie / Fot. Jolanta DyrNa placu Piłsudskiego zjawiłam się dwie minuty przed godziną dwudziestą. Tłum już był spory. Zanim dotarłam na plac, zastanawiałam się przez chwilę co zrobię z rowerem. Gdy już dojechałam na miejsce, wiedziałam już że nic z nim nie zrobię. Po prostu będę go miała obok siebie jak dziesiątki innych osób. Rower w Warszawie staje się już powszechnym środkiem lokomocji. Rower w Warszawie staje się już powszechnym środkiem lokomocji. / Fot. Jolanta DyrStanęłam w kolejce po śpiewnik. Długa to była kolejka, ale poruszała się bardzo szybko. Wzięłam śpiewnik, dostałam buteleczkę wody do picia i ruszyłam w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca dla siebie. Nie chciałam jednak pchać się zbytnio do przodu, w pobliże sceny. Gdyby miała to zrobić, powinnam była zostawić rower gdzieś z boku, by innym nie przeszkadzać. Stanęłam dość daleko sceny po wschodniej stronie placu, nadal mając rower obok siebie, jak wiele innych osób w pobliżu. Baner Muzeum Powstania Warszawskiego ponad centralną częścią sceny / Fot. Jolanta DyrScena była dość duża - wysoko powyżej chórami i muzykami znajdowały się trzy telebimy - dwa mniejsze po bokach, na których wyświetlane były słowa śpiewanych pieśni lub fragmenty wywiadów lub filmów, a na centralnym dużym ekranie pojawiały się fotografie z Powstania Warszawskiego. Nad całością organizacji koncertu pieczę sprawowało Muzeum Powstania Warszawskiego, Instytucja kultury m.st. Warszawy, Instytut Stefana Starzyńskiego. Mecenasem Obchodów było PZU, partnerem Warszawska Opera Kameralna, a patronat medialny sprawowała Radiowa Jedynka, TVP1, PAP, portal Dzieje.pl, Gazeta Wyborcza, portal Gazeta.pl Warszawa, Co jest Grane, AMS, CityInfoTv.
Wspólne śpiewanie (nie)zakazanych piosenek w 70 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego na pl. Piłsudskiego w Warszawie - na telebimie ponad głowami wykonawców zdjęcia z Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta DyrO Chłopakach z Ak - Pierwszego Sierpnia - słowa Eryk Lipinski, na melodię Nad Ebru falą, goniąc spojrzeniem zwaną również Balladą o Wiśniewskiej / Fot. Jolanta DyrWspólne śpiewanie (nie)zakazanych piosenek w 70 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego na pl. Piłsudskiego w Warszawie - na telebimie ponad głowami wykonawców zdjęcia z Powstania Parszawskiego / Fot. Jolanta Dyr Maciej Orłoś rozpoczął konferansjerkę. Koncert miał się oficjalnie rozpocząć dopiero o godzinie 20.30 wraz z transmisją w TVP1 oraz TV Polonia, ale zaczęliśmy wspólnie śpiewanie śpiewanie z chórami dużo wcześniej. Tuż po godzinie 20-tej popłynęła w warszawską przestrzeń Warszawianka 1831 roku. Potem wspólnie odśpiewaliśmy kilka innych powszechnie znanych pieśni zapisanych w śpiewniku. O godzinie 20.30 zaczęła się telewizyjna transmisja i śpiewanie zaczęło się ku uciesze tłumu od początku, by telewidzowie czekający na relację z placu Piłsudskiego mogli mieć wrażenie, że zaczynają razem z nami. Magia telewizji, prawda ekranu. Ot, życie ... po prostu życie.
Marsz Żoliborza - słowa Bronisław Lewandowski pseudonim Zbyszek, muzyka Stanisław Latwiz - około 7 sierpnia 1944 r. / Fot. Jolanta DyrCentralny duży telebim - archiwalna powstańcza fotografia z cyfrowych zasobów Muzeum Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta DyrWspólne śpiewanie (nie)zakazanych piosenek w 70 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego na pl. Piłsudskiego w Warszawie - na telebimie ponad głowami wykonawców zdjęcia z Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta Dyr
Zaczęliśmy zatem wspólne śpiewanki raz jeszcze. Szło gładko. Profesjonalny chór górował nad placem. Ale dawniej stałam bliżej sceny i wydawało mi się wówczas, że plac aż "drży w posadach". Tym razem nie miałam takiego wrażenia. Wzięłam rower za kierownicę i przeszłam w inne miejsce. Nie wiele się zmieniło, no może trochę olbrzymi reflektor bardziej świecił mi w oczy. Ale tłum nie brzmiał głośniej. Stanęłam na środku placu, vis a vis sceny, ale daleko od niej. Śpiewanie ze śpiewnika patriotycznych pieśni nie jest proste. Nawet przy czytaniu słów z telebimu proste nie jest. Ale śpiewaliśmy razem, bo chcieliśmy to razem robić.
Wspomnienia uczestniczki Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta DyrCentralny duży telebim - archiwalna powstańcza fotografia z cyfrowych zasobów Muzeum Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta DyrWspólne śpiewanki na pl Piłsudskiego w Warszawie z okazji 70 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta Dyr
Wspólne śpiewanki na pl Piłsudskiego w Warszawie z okazji 70 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta DyrWspólne śpiewanki na pl Piłsudskiego w Warszawie z okazji 70 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta DyrWspólne śpiewanki na pl Piłsudskiego w Warszawie z okazji 70 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta Dyr
Wspomnienia uczestniczki Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta DyrWspólne śpiewanki na pl Piłsudskiego w Warszawie z okazji 70 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta DyrPowstańcza fotografia z cyfrowych zasobów Muzeum Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta Dyr
Wspomnienia kolejnej uczestniczki Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta DyrFotografia z powstańczego szpitala z cyfrowych zasobów Muzeum Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta DyrPowstańcze śpiewanki na pl Piłsudskiego w Warszawie z okazji 70 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta Dyr
Powstańcze śpiewanki na pl. Piłsudskiego w Warszawie z okazji 70 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta DyrPowstańcze śpiewanki na pl. Piłsudskiego z koazji 70 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta DyrPowstańcze śpiewanki na pl. Piłsudskiego w Warszawie z okazji 70 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta DyrOkoło godziny 21.30 koncert transmitowany przez telewizje dobiegł końca. Znów zostaliśmy sami. My-tłum i scena z muzykami i chórem. I co? Właściwie nic ... po prostu zaczęliśmy po raz trzeci wszystko od początku. Tak, tak ... część osób rozpoczęła co prawda już odwrót, ale całkiem potężna rzesza stała nadal i śpiewała znów o chłopcach z bagnetem na broni, o pałacyku Michla na Woli, o Warszawskich dzieciach. W pewnej chwili poczułam na wardze kroplę wody. Spojrzałam dokoła. Inni też zauważyli ... zaczęło delikatnie padać. Natura dała nam trochę czasu na wspólny koncert i w końcu postanowiła, że pora przyszła znowu na deszcz.
Śpiewanki powstańcze na pl Piłsudskiego w Warszawie z okazji 70 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego / Fot. Jolanta DyrNagle z estrady gruchnęło potężne Jeszcze polska nie zginęła. Stanęliśmy wszyscy na baczność. Tym razem plac Piłsudskiego na prawdę zadrżał w posadach. Poczułam łzy pod powiekami, a w gardle ucisk. Trudno mi było śpiewać, choć robiłam to z wielką radością. / Fot. Jolanta DyrGdy opuszczałam plac Piłsudskiego, na głównym telebimie za plecami zostawiałam warszawską Syrenkę, chór szykujący się do domu oraz muzyków zwijających swoje instrumenty. / Fot. Jolanta DyrNagle z estrady gruchnęło potężnym chórem "Jeszcze polska nie zginęła". Stanęliśmy wszyscy na baczność. Tym razem plac Piłsudskiego na prawdę zadrżał w posadach. Z tysięcy gardeł na całe miasto popłynął Hymn Polski. Zawsze gdy śpiewam hymn narodowy mam łzy w oczach, a wzruszenie aż w gardle mnie drapie. Odkąd pamiętam tak mam. Taka natura, taka rodzina. Gdy opuszczałam plac Piłsudskiego, na głównym telebimie za plecami zostawiałam warszawską Syrenkę, chór szykujący się do domu oraz muzyków zwijających swoje instrumenty. Deszcz przybierał na mocy, Warszawiacy w pośpiechu zaczęli przed nim uciekać z pl. Piłsudskiego. / Fot. Jolanta DyrDeszcz przybierał na mocy, Warszawiacy w pośpiechu zaczęli przed nim uciekać z pl. Piłsudskiego. Sama miałam ładnych parę kilometrów do przejechania 8 może 10 i ruszyłam szybko w drogę powrotną. Dojechałam do domu grubo po 22. Oczywiście cała mokra, ale warto było. Na prawdę warto było. Choćby dla samego Hymnu i tych łez pod powiekami. Ale Hymn Polski był przecież jedynie zwieńczeniem wieczoru ... bardzo pięknego, serdecznego, ciepłego, podczas którego wspólnie po raz kolejny śpiewaliśmy powstańcze, patriotyczne pieśni. Warszawa, znowu razem!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Pani Jolu - dziękuję. Bardzo chciałam w tym roku być w Warszawie i dzięki Pani mi się udało.
Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję Pani Basiu za bardzo miłe słowa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jolanto, wielkie brawa ! Piękny materiał DZIĘKUJĘ !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.