Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

42968 miejsce

Nie zamiatajmy humanisty pod dywan

Jak obliczyła „Gazeta Prawna”, w marcu 2011 wśród dwóch milionów bezrobotnych w Polsce aż 223,5 tysiąca było absolwentami wyższych uczelni.

Według artykułu, który ukazał się ostatnio w „Gazecie Wyborczej”: Praca jest dobrem luksusowym, blisko 2 miliony Polaków musi się bez tego luksusu obejść. Jak obliczyła za to „Gazeta Prawna”, w marcu wśród tych dwóch milionów aż 223,5 tysiąca było absolwentami wyższych uczelni.

Oczywiście, można powiedzieć, że to wina kryzysu i efekt nadprodukcji humanistów, z którą od czasu nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia na początku 2009 r. rząd walczy – ze sporym sukcesem - takimi programami jak „kierunki zamawiane” czy też „kobiety na traktory” (albo podobnie, sens został zachowany). Jednak wabienie maturzystów na politechniki nie rozwiązuje problemów uniwersytetów, które powoli zamieniają się w skanseny feudalizmu i fabryki bezrobotnych. Choć głównym źródłem finansowania wyższych uczelni jest budżet państwa, nie ma absolutnie żadnej odpowiedzialności uczelni za liczbę utytułowanych bezrobotnych, na których budżet ponosi potrójne straty: z racji kosztów ich wykształcenia, zasilania w czasie bezrobocia i w końcu z racji nieuzyskiwania podatków od generowanego dochodu. Uczelnia może się znowu wykręcić: „daliśmy narzędzia, niech sobie teraz radzi sam”. I nie można by się z tym stwierdzeniem nie zgodzić – w końcu każdy jest kowalem swojego losu – gdyby studenci w Polsce rzeczywiście dostawali te narzędzia. Niestety, u nas „kowal” pozostaje po studiach nie z młotem i kowadłem, lecz pomiędzy.

Coś-tam-znawstwo, coś-tam-logia

Złowieszcze przesłanie wprowadzonych po kryzysowym październiku programów rządowych jest jasne jak klucz do nowej matury (choć oczywiście, odpowiednio zawoalowane): „Na polibudę, to moja rada, bo kto na uniwersytet ruszy, ach biada jemu, za życia biada i biada jego złej duszy”. W ten sposób rząd występuje przeciwko „podmiotom gospodarczym”, które sam finansuje: zamiast przeprowadzić gruntowną sanację uniwersytetów, po prostu gorąco odradza korzystania z oferty ich kształcenia na pewnych kierunkach, w myśl zasady „lepiej zapobiegać niż leczyć”.

Czytaj więcej -->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (49):

Sortuj komentarze:

@ Adam Rusiłowicz- napisał pan świetny, adekwatny do rzeczywistości komentarz. Tyle tylko, że jak pan zapewne wie ta zmiana "Modelu" zależy nie tylko od nauczycieli i oczywiście całkowicie się zgadzam co do zmiany "CELU" nauki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dodam jeszcze jako uzupełnienie, że pewien mój znajomy typ "niezbyt lotnego kulturysty" mieszkał w USA przez kilka lat no i m.in. chodził tam do szkoły. W owej szkole uważany był za ponadprzeciętnego intelektualistę wyłącznie dlatego że jako JEDYNY korzystał z biblioteki, wypożyczał lektury szkolne i je czytał. Wszyscy pozostali uczniowie tam w przygotowywaniu materiału opierali się WYŁĄCZNIE na czyichś opracowaniach i skrótach owych lektur z wypunktowaniem najważniejszych rzeczy. :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niestety na drodze do zmiany stylu nauczania stoi mafia nauczycielska, że tak tych ludzi określę. Swojego czasu na pedagogikę szli ci co się nigdzie indziej nie byli w stanie dostać, a teraz od dziesięcioleci udają, że nauczają. Należało by połowę towarzystwa wysłać na kursy doszkalające, a resztę na przyśpieszoną emeryturę, ale przecież się nie dadzą...
W sumie to polskie szkolnictwo i tak nie jest aż takie złe. W USA jest bardziej ukierunkowane na masową produkcję posłusznych, silnych matołów... (Gimnastyka jest tam do wyboru z m.in. geografią).

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Osoby bardziej zainteresowane nauką przez ogół uczniowski postrzegane są często jako dziwne, a przez nauczycieli jako "przeszkadzające zbytnią ciekawością"."

Pełna zgoda. Porównałbym to do pracy na budowie, gdzie trafiając do stereotypowej ekipy, jeżeli odmawiamy co godzinnych przerw na piwo i wykonujemy naszą robotę zbyt sumiennie, stajemy się "czynnikiem destabilizacyjnym" i ze względu na swoje wydawałoby się zdrowe podejście, zaczynamy być wyszydzani, bo zagrażamy niezdrowej rutynie. Ot Ironia losu, I tak rodzi się w ludziach ambitnych frustracja.

Finał takiej historii zależy następnie w głównej mierze od szeroko pojętego charakteru tego typu wychylającej się jednostki, ale to już temat na inną dyskusje.

Jednak takiego równania w dół w Polskich szkołach nie wykorzeni się inaczej jak pchając innych w górę, zachęcając do nauki, robiąc z niej coś na kształt pożytecznego Hobby. Dla każdego oczywiście w innych dziedzinach, bo nikt nie pokocha każdego przedmiotu. Ale traktując chociaż jeden z nich na zasadach "chcę wiedzieć jak najwięcej, to mi się podoba" automatycznie nie będzie dziwił się innym, którzy tego typu podejściem uraczą inne przedmioty. Wszystko sprowadza się do zmodyfikowania schematów nauczania, nie w każdym oczywiście pobudzi się pasje zgłębiania chociażby jednej dziedziny nauki, ale teraz wręcz się ludziom naukę obrzydza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie nie. Absolutnie to nie była uwaga na temat Pańskiego komentarza. To po prostu spostrzeżenie, że zjawisko istnieje w polskim szkolnictwie od lat. Osoby bardziej zainteresowane nauką przez ogół uczniowski postrzegane są często jako dziwne, a przez nauczycieli jako "przeszkadzające zbytnią ciekawością".
Miałem to szczęście, że poznałem w życiu paru naprawdę zainteresowanych dzieleniem się wiedzą nauczycieli, ale zdecydowana większość to grała z uczniami w taką grę:
"ja będę udawał, że z zainteresowaniem Was uczę, a Wy będziecie udawali że się uczycie, potem zaliczycie testy i możecie o wszystkim zapomnieć"...

Komentarz został ukrytyrozwiń

To że coś ma miejsce obecnie, nie wyklucza się chyba z tym że występowało także w przeszłości ;)

Zresztą, czy nie jest, że generalnie posty piszę się raczej "na szybko" i stąd można znaleźć tam nadmiar nieadekwatnych zwrotów lub niedobór adekwatnych?

Ale to nie jest ważne, ważne jest to, że ma pan, rację premiuje się bezosobowe gąbki, piętnując aktywnych, "głośnych", próbujących coś po swojemu... A przecież wiadomo, że "próbując" popełnia się błędy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cytuję:
Pewien mój znajomy bardzo trafnie i lapidarnie opisał zasady obecnego kształcenia się w Polsce: "Wkuwaj, zdawaj, zapominaj".

- czemu "obecnego"? Przecież polskie szkolnictwo wygląda tak od lat. Już jak chodziłem do szkoły to najlepszymi uczniami były te nie myślące za wiele samodzielnie, za to posiadające kapitalną pamięć. :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeczytałem artykuł post post i widzę jednak, że w sumie nic nowego nie wniosłem, cóż my bad.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Problem jest niesłychanie złożony i wielowymiarowy, sam studiuje obecnie na jednym z wydziałów Uczelni publicznych, więc obserwuje wszystko na co dzień od środka, mając również świeżo w pamięci niższe szczeble edukacji.

Po pierwsze, oczywista i powtarzana już w kółko kwestia niedostosowania kierunków Kształcenia na Uczelniach do potrzeb Rynku pracy, który ewoluuje znacznie szybciej niż konserwatywne w tej gestii uczelnie. Pewnym wykładnikiem może tu być niewielka skala działalności "headhunterów" na Polskich uczelniach wyłapujących dla firm za w czasu największe talenty, wspomagając ich finansowo w zamian za zobowiązanie się podjęcia w konkretnej firmie pracy od razu po zakończeniu studiów. Jeżeli chodzi o Kierunki Humanistyczne to jest to o ile mi wiadomo zjawisko totalnie marginalne.

Po drugie, podchodząc do sprawy z większego Dystansu i patrząc na cały system edukacji, dostrzegam kompletne zagubienie proporcji względem tego CZEGO Uczymy, a JAK uczymy. Pamiętajmy, że każdy wykładowca, nauczyciel, a nawet przedszkolonka jest produktem z taśmy tej samej fabryki jaką jest obecny Polski systemu edukacji. Więc jeżeli narzekamy na obecną kadrę, że jest słaba merytorycznie, mało zaangażowana, że szybko się wypala zawodowo, że jest przeteoryzowana kosztem umiejętności praktycznych, to miejmy świadomość, że następna kadra będzie wykształcona przez TĄ kadrę, co determinuje, że będzie do niej bardzo podobna i że to jest pewien zamknięty krąg, który może być przecięty jedynie zmianem SPOSOBU nauki, a nie tylko zmianą przedmiotu nauki.

Bo jaki ma ostateczny praktyczny wymiar żonglerka tytułami lektur szkolnych, kiedy i tak ostatecznie przeczyta ją od 5 do 10% uczniów? Trudna obowiązkowa Matura z Matematyki? Kosztem czego?

Tendencja na zajęciach w liceum do przygotowywania się "pod testy", wiedzą wyrywkową, bez praktycznego wymiaru. Jak to jest, że mój wykładowca na Wydziale prawa gorąco namawia, żeby jak najszybciej załapać się do jakiejś Kancelarii do "wiązania" akt, bo nawet tego w praktyce nasza prestiżowa podobno uczelnia nas nie nauczy, a on sam po pięcioletnich studiach i zrobionej magisterce nie umie napisac umowy Kupna-sprzedaży.

System edukacji w Polsce jest ukształtowany za mocno pod kolejne "zgadywanie klucza" w Testach egzaminacyjnych zamiast na tym, aby praktycznie przygotować młodzież do wykonywania rozmaitych ról społecznych w dorosłym życiu, do radzenia sobie w różnych sytuacjach, w różnych zawodach. I tak np. totalnie nie moge pojąć jak to jest że choćby od szczebla Licealnego nie uczy się u Nas Filozofii? Nie historii Filozofii, tylko Filozofii jako nauki o życiu, o zrozumieniu siebie, swojej roli, o tym jak sterować sobą żeby do czegoś dojść, czym się inspirować, jakimi wartościami kierować, jaką drogę wybrac w bardzo praktycznych sprawach, przykładowo dalszej ścieżki edukacji. Narzekamy, że ludzie idą na bezsensowne kierunki, nie planują przyszłości, ale kto ich tego na wyższym poziomie nauczył? Kto pokazał jak to mają wszystko przeanalizować?

Była Królowa nauk, ostatecznie została wypędzona za bramę dworu edukacji, co jest zbrodnią wobec umysłów, które nie mają nawet szansy w odpowiednim momencie,"spróbować", przejąć kontrolę i wyjść z tego niezdrowego schematu, wszędobylskiej bierność i kierowania się bardziej sugestiami i wtórnymi ścieżkami, tym "co chyba powinienem", a nie tym "co naprawdę mi się przyda". A potem po studiach szok, że tak naprawdę ja się do tego nie nadaje i pójdę taczką wozić cegły po rusztowaniu.


Pewien mój znajomy bardzo trafnie i lapidarnie opisał zasady obecnego kształcenia się w Polsce: "Wkuwaj, zdawaj, zapominaj".

Kluczem jest zmiana CELU nauki, a co za tym idzie jej SPOSOBU. Skoro posiadany model buta, nie działa na zdrowie naszym stopom, to zmiana koloru nie załatwi sprawy, trzeba zmienić Model.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chciałem być delikatny kobe:))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.