Facebook Google+ Twitter

Nie zjedzmy własnego dziecka

Wyobraźmy sobie taką sytuację: Jacek Żakowski, Monika Olejnik, Kamil Durczok czy jakaś inna gwiazda polskich mediów dostaje prestiżową nagrodę dziennikarską i mówi: chrzanię tradycyjne media – i porzuca dobrą posadę w gazecie czy telewizji by zająć się publikowaniem w Internecie.

Wyobrażacie sobie? Powiedzcie z ręką na sercu? Bo ja nie. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych, w których dziennikarstwo jest na najwyższym na świecie poziomie i gdzie cały czas ścierają się nowe trendy, nowe idee i pomysły na dziennikarstwo, takie przypadki wcale nie są rzadkie. Jeden zna pewnie każdy, kto słyszał o dziennikarstwie obywatelskim. Dan Gillmor, który przez blisko 20 lat pracował w kalifornijskiej gazecie, był uznanym autorytetem, stałym felietonistą – pewnego pięknego poranka powiedział: chłopaki – cześć. Co prawda nie do końca mu się udało to co planował, ale napisał książkę i jest uznanym na całym świecie autorytetem. Innym, chyba jeszcze bardziej przemawiającym do wyobraźni przykładem jest John McQuaid – wieloletni dziennikarz śledczy (w Stanach nie jest to synonim dziennikarza, który „tworzy” na podstawie materiałów dostarczonych przez służby), który w tym roku otrzymał nagrodę Pulitzera (bodajże cztery lata temu również) i w tym również  roku opuścił nowoorleańską Times-Picayune. Ale o nim innym razem.

Dlaczego o tym piszę? Czy po to by pokazać, że w Stanach wśród dziennikarzy sporo jest osób, które traktują ten zawód jako misję, a nie, jak w przypadku niektórych polskich gwiazd   - jako jeden ze sposobów na zarabianie pieniędzy? Nie, to mógłby być temat na inny felieton. Piszę po to, bo dwójka tych dziennikarzy zaangażowała się w projekty z dziedziny dziennikarstwa obywatelskiego, o których się sporo mówiło albo obecnie mówi. I te projekty to jest kosmos w porównaniu z tym, co się dzieje w polskich mediach. Myślę też, że pewne istotne problemy dziennikarstwa obywatelskiego mogą zaskoczyć niektórych autorów Wiadomości24.pl. Dlatego piszę to, aby niektórym uświadomić jak ciekawym jest to, co tu wszyscy robimy.

Pomińmy Bayosphere Gillmora. To projekt, dla którego zrezygnował z tradycyjnego dziennikarstwa i który nie do końca wyszedł. Gillmor, szczególnie w swojej książce „We the Media”  pokazał drogę, którą dziennikarstwo, w tym dziennikarstwo obywatelskie, powinno iść. Ta droga, wbrew powszechnym mniemaniom, to nie puszczenie wszystkiego na żywioł i swoiste dziennikarskie „róbta co chceta”. To danie obywatelom, internautom, autorom (wybór należy do Ciebie)   wiedzy i narzędzi oraz co ważne – warsztatu jakim posługują się profesjonalni dziennikarze, po to aby ich praca (dziennikarzy obywatelskich) była na profesjonalnym poziomie. Zresztą sama idea zawarta jest już w samym tytule książki „We the Media” co można w wolnym tłumaczeniu rozumieć jako „My media”.

Słowo „media” czy „dziennikarz” ma w kulturze anglosaskiej a szczególnie amerykańskiej specyficzny, niestety w Polsce już praktycznie nieznany, wyraz szacunku. Czytelnik wie, że dziennikarz posiada warsztat, który weryfikuje redakcja i…czytelnicy.   Ci ostatni - czytając, lub po prostu nie.  Dlatego wszelkie, nawet drobne pomyłki – nie mówiąc już o większych wpadkach jak w przypadku Jaysona Blaira z The New York Post, który, mówiąc wprost, ordynarnie zerżnął swój tekst z materiału mało znanej koleżanki – karane są niezwykle surowo: wyrzuceniem z pracy i infamią. Wszystko to sprawia, że słowo dziennikarz nawet jeśli obywatelski - oznacza człowieka, który zrobił wszystko by dojść do prawdy. Z tego powodu raczej nie ma, a jeśli są, to mocno marginalne, projektów zakładających, że dziennikarstwo obywatelskie będzie się opierało na jakiejś magicznej wszechwiedzy dziennikarzy obywateli. Nie. To nie wszechwiedza „obywateli” czyni dziennikarstwo lepszym, ale to, że mają na wydarzenie często inne spojrzenie niż, mówiąc ogólnie, redakcja, że zwracają uwagę na szczegóły, które redakcję mogą mniej interesować, czy po prostu, że „duży może więcej”, ale milion małych może więcej niż jeden duży J .

Aby dziennikarze obywatelscy zasłużyli sobie na taki szacunek musza się dopasować do pewnych reguł. Warunkiem podstawowym jest aby posiadali profesjonalny warsztat dziennikarski i nie chodzi tu tylko o to, by nie robili błędów ortograficznych czy stylistycznych. Drugim wyjściem – o wiele łatwiejszym – jest aby po prostu ich praca była nadzorowana i weryfikowana, przez profesjonalistów. Taką drogą właśnie idą Wiadomości24.pl czy ikona dziennikarstwa obywatelskiego OhMynews. Zarówno my, jak i nasz starszy koreański brat, posiadamy zespół zawodowych dziennikarzy, którzy – wierzcie mi lub nie – zęby zjedli na pracy w mediach. Praktycznie wszyscy dziennikarze, nawet Ci sceptyczni wobec dziennikarstwa obywatelskiego – podkreślają, że redakcja jako twór kontrolny i nadzorujący, ale również odpowiadający wobec prawa - musi być. Ktoś tym smokiem musi kierować.

Nasza redakcja, jak każdy, może się mylić, może popełniać mniejsze lub większe błędy (zainteresowanych błędami wielkich redakcji odsyłam tu: http://en.wikipedia.org/wiki/Journalism_scandals ), ale redakcja Wiadomości24.pl tym się różni od np. redakcji Gazety Wyborczej (czy jakiejkolwiek innej tradycyjnej), że nie ustala, że dziś będzie tekst o Stanuchu, a jutro o Nowaku. Nie interesuje nas, czy uważacie, że Giertych jest be, albo fajny. Nie ma dla nas znaczenia czy jesteście katolikami czy neopoganami. Nas interesuje tekst i to jak najlepszy, a tematyka tego tekstu zależy już od was, bo teksty będą takie, jakie stworzycie Wy - autorzy. Jest to niewątpliwie olbrzymia zmiana w sposobie działania mediów. Zmiana, o której w tradycyjnych mediach mówi się bardzo mało. A szkoda.

Dlaczego jestem tak słabej wiary co do migracji polskich gwiazd dziennikarstwa do mediów obywatelskich? To proste: my tu wszyscy, czyli Paweł Nowacki, ja, cała redakcja ale również wszyscy autorzy uczestniczymy w projekcie rewolucyjnym. Projekcie, którego na taką skalę nikt w Europie dotychczas nie robił (przynajmniej ja o tym nic nie wiem). To poważne ryzyko. Tego ryzyka gwiazdy i gwiazdki polskich mediów nie podejmą, bo jest za duże. Wierzę jednak, podobnie jak Dan Gillmor czy  John McQuaid – że może nie będziemy tak wielcy jak gwiazdy komercyjnych mediów, ale po prostu dobrze będziemy wykonywać swoją robotę: my tak zwana redakcja i Wy – autorzy. Pamietajmy, że często rewolucja zjada własne dzieci i dlatego nie zepsujmy tego, co już zrobiliśmy i co jeszcze przed nami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (34):

Sortuj komentarze:

Po raz drugi redaktor Stanuch próbuje mi wmówić, że myślę, iż jest tutaj jak na Onecie w komentarzach. Otóż po pierwsze dziekuję za łaskawe domniemanie, że jednak myslę. Po drugie odpowiadam. Nie, wcale tak nie myślę. Zadałem tylko proste pytanie, czym w24 różnią się od np komentarzy Onetu w sensie cenzurowania tekstu. Pomijając oczywiście sprawy warsztatowe. I tam siedzi moderator i tutaj. W ogóle chodzi mi generalnie tylko o kwestię cenzury, moderacji czy jak tam ją zwał. I o to, że nie wystarczy obwołać się medium niezależnym, nie podlegającym żadnym wpływom, nie cenzurującym teksty w jakikolwiek inny sposób niż wspomniany już warsztat dziennikarski. I umieszczenie tego w statusie. Nie wystarczy. Potrzeba to udowodnić. Jak? Nie wiem. Tradycyjne media, np słynne gazety amerykańskie zrobiły to swoją ciężką pracą na przestrzeni dziesięcioleci w warunkach niewyobrażalnej konkurencji. A tutaj? Tak czy inaczej cenzurkę wystawią sami internauci a barometrem będzie popularność serwisu. I ja naprawdę choć wielu pewnie w to nie uwierzy szczerze Wam życzę sukcesu.
MI chodzi tylko o jedno. Twierdzicie, że jesteście prawdziwie niezależni? OK. Tylko ja pozwolę sobie takich stwierdzeń nie przyjąć na wiarę. Moje prawo. Właścicielem serwisu jest Polskapresse sp. z o.o. I ani to dla mnie gwarant niezależności lepszy czy gorszy niż np Agora S.A. Po prostu właściciel. Zauważmy jednak, że celem działania spółek z ograniczoną odpowiedzialnością jest osiąganie zysków. Firma osiąga jednak zyski z wydawania lokalnej prasy a serwis w24 to działalność dodatkowa. OK. Kwestię finansowania w24 można co prawda rozwiązać w sposób maksymalnie przejrzysty np zakładając fundację. Ale OK. Nie mój to problem, kwestie własności w24. To raczej problem w24 chcącej uchodzić za niezależną. Ale OK. Się czepiam, nie? Ale to chyba dobrze, szczególnie dla Was. Im więcej takich trolli jak ja ( po raz kolejny dziękuję panie redaktorze za epitet), im więcej niedowiarków tym chyba lepiej dla Was. Przecież czas zweryfikuje wszystko.
Nie doczekałem jednak jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji w kwestii jak wiarygodność w24 podnieść. Propozycja archiwum tekstów cofniętych do autora pozostała bez komentarza. Pomysł może i głupi jednak powiedzcie mi jak chłopu, dlaczego nie? Bo co? Bo ludzie sobie poczytają co odrzuciliście? No cóż, jak na razie zapewnienia redaktorów o braku cenzury i regulamin musi nam wystarczyć. Choć wcale nie musi. Czego daję wyraz

P.S.
Panie redaktorze, czyżby nie zauwazył redaktor, że od ładnych paru dni mamy już zimę?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adam, nie ma sensu karmić trolla - to ogólna zasada w internecie. Nie nakarmisz. Poza tym późna jesień jest to trolle wychodzą. Na wiosnę znowu się pojawią. Zarejestrował się 26.12, zna W24 tyle co zobaczył. Myśli, że tu jest jak w Onecie na komentarzach. On po prostu nie zna innego świata. To dla niego inna bajka. Potrolluje i pójdzie dalej. Mnie obelgi takich jak on kompletnie nie ruszają.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja ani nie przejmuję się losem w24 ani nie nie cierpię redaktora Stanucha. Zauważ, że odpowiadam tylko na obelgę.
Podkreślam, odpowiadam. Czyżbyś nie zauważył ossad kto zaczął?

Komentarz został ukrytyrozwiń

No, wszystko jasne. To osobiste animozje. Tu jednak rację ma sms, że jak dyskutować z kimś, jeśli podpisujemy się nazwiskiem, a ktoś chce pozostać anonimowy i rzuca obelgami. Zauważ Chcący-Pozostać-Anonimowym-arcie300, że są tu ludzie, którzy nie boją się podjąć krytyki lub polemiki z redaktorami, ale robią to, że tak powiem, z otwartą przyłbicą. A tak? Nikt nie będzie pewnien, czy przejmujesz się losem W24, czy po prostu niecierpisz red. Stanucha.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pan Stanuch również zaszczycił mnie swoją uwagą więc odpowiadam. Dziękuję za epitet. I odpowiadam też epitetem. Jest pan chamem panie Stanuch. Koniec kropka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

sms nie jednemu tradycajniakowi zaszedł chyba za skórę, choćby pewnemu Bartoszowi:)
Ma zatem pewnie grupkę wrogów. Ale nie na W24. Nie chcemy być wrodzy, ale dziwi mnie jedno - czy ludzie boją się tu wszelkich inicjatyw wychodzących poza ustalony schemat? To niech popatrzą do góry i przeczytają: To jest wersja testowa serwisu. Eksperyment. Wszyscy bierzemy w nim udział. Nie ustalony raz na zawsze kształt ostateczny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

O kurczę sam naczelny mnie zaszczycił. Odpowiadam. Tak, autocenzura. Chcę pozostać anonimowym co już bardziej precyzyjnie podkreśliłem zmieniając owe wcześniejsze "a" w danych rejestracyjnych. I oświadczam, że potwierdzam prawdziwość tego co napisałem :-)
Jeśli naruszam w ten sposób regulamin, to mnie proszę wywalić, ba, musicie to zrobić, no bo jakże mogę funkcjonować poza regulaminem. A może jednak nie złamałem?
Ostatnia linijka to można powiedzieć klasyka. Klasyka w tym sensie jak uciec od dyskusji merytorycznej.
Na koniec dodaję. Tak, jestem niegrzeczny i takim chcę pozostać :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Paweł, naprawdę uważasz, że można z art300 dyskutować? To troll. Myśli, że wszędzie powinno być tak jak w komentarzach onetowych. Daj spokój. Pogada, popsioczy, wyżyje się i jak zauważy, że już go nikt nie słucha to sobie pójdzie. Ot taka przykrość jak pada deszcz, a Ty nie masz parasola. Szkoda czasu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czy to autocenzura sprawiła, że nie podałeś żadnych danych o sobie?
Bo punkt II regulaminu, który zaakceptowałeś brzmi:
II. UŻYTKOWNICY ZAREJESTROWANI
Dokonując Rejestracji, Użytkownik potwierdza prawdziwość podanych przez siebie danych.

Zatem co tu jest prawdziwe? Kto tu jest bezstronny? Kto i co cenzuruje? Grzeczność wymaga, by się przedstawić...

Komentarz został ukrytyrozwiń

No i mamy pierwszego zbuntowanego autora tekstów w w24:-) Mirnal się zdenerwował co widać po tempie odpowiedzi oraz błędach ortograficznych w tekście. A redaktor Stanuch jak przystało na gościa z klasą stwierdził, żeby kolega Mirnal sobie poczytał i on dyskutował nie będzie. Brawo. O Bogowie, że też w tym momencie pięć piórek, w które obrósł redaktor nie zniknęło z portalu ! Bogowie jednak mają inne zajęcia niż pozbawianie piór redaktorów, piór, które sami sobie przyznali. Pytanie tylko kto komu pierwszy, redaktor naczelny panu Stanuchowi czy odwrotnie. A może pierwsze pióra przyznał prezes zarzadu Polskapresse Sp. z o.o? No ktoś musiał. Nieważne.
Dalej pan Stanuch stwierdził, że to smutne, że Mirnal był wyniósł z tekstu redaktora tylko to, że jak się ma kase...itd, itp.
Może smutniejszym dla redaktora będzie to, że ja wyniosłem aż kilka rzeczy. Po wielokrotnym przeczytaniu tekstu w tę i nazad pomyślałem: ki diabeł, o co tu w ogóle chodzi? Najpierw gloryfikacja dwóch amerykańskich dziennikarzy, którzy zajęli się dziennikarstwem obywatelskim, podkreślmy, dziennikarzom, którzy są finansowo ustawionymi ludźmi. Poźniej zwymyślanie polskim "gwiazdom i gwiazdeczkom", że w te pędy nie przyłączą się do ruchu bo ryzyko jest zbyt duże. Na koniec, czyli połowa tekstu, to
w mniej lub bardziej zaawulowany sposób tłumaczenie, dlaczego cenzura w w24 być musi. Świadomie używam słowa cenzura, ponieważ ona w Polsce istnieje, jest usankcjonowana prawnie czy to się komuś podoba czy nie. Niech ją zwą jak chcą, ubierają w przymiotniki takie jak prewencyjna czy represyjna, albo moderacyjna. Cenzura istnieje a brak tego słowa w mediach to raczej efekt poprawności politycznej. No jak to, w wolnej Polsce cenzura?
Dlatego też cenzura w w24 istnieje również. Choćby dlatego, że w24 chą przestrzegać prawa polskiego. Ale nie tylko.
Przy podpisywaniu karty rejestracyjnej podpisujesz się także pod stwierdzeniem, że redakcja w24 zastrzega sobie prawo do nie opublikowania materiału. I tyle. Nie chcę rzucać oskarżeń bezpodstawnie, ale kto mi zaręczy,że dany tekst nie przeszedł, bo po prostu został uznany przez redaktora dyżurnego za mało interesujący czy wręcz głupi czy z jakiegokolwiek pozawarsztatowego powodu? Zapewnienie redakcji? Wybaczcie ale to śmieszne.
Tymczasem nie przeszkadzajmy w24 w kontynuacji projektu, który pan redaktor Stanuch nazwał rewolucyjnym. Skromnie, nie powiem. Tylko ja tej rewolucyjności jakoś nie widzę. Bowiem czym różni się publikowanie w w24 od publikacji na innych portalach.
Tym , że na portalach tylko w komentarzach?
W24 to ciekawa inicjatywa ale przypisywanie sobie bezstronności z definicji czy też określanie projektu przez jej czołowego redaktora rewolucyjnym uważam za przejaw pychy.
A może... nieeeee.. gdzieżbym śmiał proponować takie świętokradztwo... A może... arciwum materiałów zwróconych? Choćby z wykropkowanymi bądź pominiętymi fragmentami, które naruszają prawo. W ten sposób mielibyśmy miejsce gdzie można byłoby coś zweryfikować. Niedoszli autorzy znajdując swoje teksty w archiwum mieliby pewność, że to czy nie zostali poddani innej niż warsztatowa cenzurze jest dostępne i może podlegać ocenie. A redakcja w24 udowodniłaby swoją bezstronność. Tak, bo bezstronność trzeba na co dzień bezustannie udowadniać. Nie wystarczą zapewnienia obrośniętego w pięć piórek redaktora. Ani w ogóle nikogo...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.