Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

241 miejsce

Nie znam Cię, prezydencie! - polityka po alpejsku

Parlamentarzyści dojeżdżają do pracy rowerami, a prezydenci jeżdżą pociągami, drugą klasą... To nie sen. To szwajcarska rzeczywistość. Politycy mają tak ograniczoną władzę, że często nawet nie warto znać ich nazwisk.

Flaga Szwajcarii / Fot. Jordan Cibura Jak na tę porę dnia było jeszcze sporo pustych miejsc. Siedziałem pod oknem. Lubię patrzeć na góry i czuć spokój, który emanuje z ich zaśnieżonych szczytów... Pociąg zatrzymał się na kolejnej stacji. Przez cztery minuty obserwowałem bez pośpiechu wsiadających podróżnych.

- C'est libre? - spytał ktoś.

Wyrwany z przyjemnej zadumy, szybko odwróciłem głowę. Napotkałem serdeczny uśmiech i miłe oczy, uprzejmie pytające o wolne miejsce. Szybko odparłem, że oczywiście, można się przysiąść. Chwilę przyglądałem się mojemu współtowarzyszowi podróży. Kogoś mi przypominał, nie wiedziałem kogo, ale byłem pewien, że już kiedyś widziałem tę twarz w gazetach. Jednak ze względu na mój toporny francuski, nie odważyłem się zagadnąć i wybadać, kim jest mój tajemniczy sąsiad. Starszy pan wyjął gazetę, a ja powróciłem do podziwiania krajobrazu… Tak oto przegapiłem okazję na rozmowę z prezydentem Szwajcarii.

Zupełnie nieświadomie spędziłem kilkadziesiąt minut z Josephem Deissem, ówczesnym prezydentem Konfederacji Szwajcarskiej. Czy znacie to nazwisko? Czy kojarzą się Wam z kimś, takie osoby jak: Samuel Schmid, Moritz Leuenberger, Micheline Calmy-Rey? Podejrzewam, że są Wam one równie nieznane jak mnie przed kilkoma laty. A są to - w kolejności urzędowania - głowy państwa szwajcarskiego. Dlaczego jednak nie są znani? Dlaczego nie mówi się o nich?

Choć przez tutejsze banki przelewają się ogromne sumy pieniędzy, wielkie międzynarodowe koncerny tu płacą podatki, a wiele światowych decyzji jest podejmowanych właśnie u Helwetów, to nie mamy zielonego pojęcia, kto rządzi tym krajem!
- Szczerze mówiąc, również wielu Szwajcarów musi się chwile zastanowić nad nazwiskiem aktualnego prezydenta. I wiecie co? To jest właśnie najpiękniejsze!

Demokracja bezpośrednia


Politycy mają tak ograniczoną władzę, że często nawet nie warto znać ich nazwisk. Każdą ustawę uchwaloną przez parlament można przecież odrzucić za pomocą referendum. Jeśli ustawa nie dotyczy zmian konstytucyjnych, wystarczy zebrać jedynie 50 tys. podpisów w ciągu 100 dni. W przypadku zmian konstytucyjnych ustawa musi zostać zatwierdzona przez obywateli, poprzez referendum (tzw. referendum obowiązkowe). W takim systemie, gdzie decyzje „rządzących” nie są ostateczne, korupcja nie ma większego sensu. Tym bardziej, że istnieje jeszcze jeden mechanizm szwajcarskiej demokracji bezpośredniej, który może narobić wiele zamieszania w rachubach polityków. Jest nim inicjatywa społeczna. Aby wylansować referendum, dotyczące konkretnej inicjatywy, wystarczy zebrać 100 tys. podpisów w przeciągu dwóch lat. To gwarantuje, że decyzje podejmuje zawsze obywatel i to właśnie on ma ostateczny głos. Dlatego nic w tym nadzwyczajnego, jeśli nazwiska sprawujących najważniejsze urzędy w państwie są mało istotne. Takie są zalety demokracji bezpośredniej.

Politycy


Pewnie się zastanawiacie, jak to możliwe, że spotkałem prezydenta Szwajcarii w pociągu? To jest jedna z wielu ciekawostek tego małego alpejskiego kraju. Pełna szwajcarska demokracja bezpośrednia odbiera prawie zupełnie władzę „rządzącym”, a co za tym idzie degraduje zawód „polityka” do rangi mniej lub bardziej pospolitego zawodu. Parlament u Helwetów jest najtańszym parlamentem w Europie. Jak to kiedyś zabawnie sformułowali dziennikarze szwajcarskiego radia: „tańszy niż bilet do kina, a często dostarcza więcej zabawy. Szwajcarski parlament kosztuje pojedynczego obywatela około ośmiu franków na rok (…)".

Chyba na całym świecie politycy mają taką właściwość, że dostarczają swoim wyborcom wielu niezapomnianych wrażeń. W Szwajcarii oczywiście nie jest inaczej. Nigdzie nie ma bowiem ludzi doskonałych, jednak tutaj nie kasują oni horrendalnych „diet”, nie mają służbowych samochodów, domów, „borówek” (urzędników BOR), etc… Miesięczna pensja parlamentarzysty jest o około 50 proc. większa od średniej krajowej, ale mniejsza niż trzykrotność minimalnego wynagrodzenia. Według polskich realiów, nasz polityk zarabiałby mniej niż 4 tys. zł, licząc według średniej krajowej lub też mniej niż 2800 zł, gdy policzymy według minimalnego wynagrodzenia. Jest więc rzeczą zupełnie normalną, że politycy, nawet ci najbardziej znani, dojeżdżają do pracy tramwajem lub na rowerze, robią zakupy w supermarketach i chodzą swobodnie po ulicach, nie wiedząc i nie obawiając się o własne życie. Nikt przecież im nie zagraża, są jedynie urzędnikami i wypełniają swoje funkcje, mniej lub bardziej starannie, jak każdy inny pracownik.

Czy jest możliwe, aby w Polsce nasi deputowani mogli chodzić bezpiecznie po ulicach, jeździć spokojnie tramwajami i autobusami? Być może istnieje jakiś sposób, by zapewnić takie bezpieczeństwo naszej elicie politycznej? Myślicie, że można brać przykład z tej malowniczej alpejskiej krainy?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (36):

Sortuj komentarze:

"Polskie społeczeństwo się nie nadaje."

Co to znaczy się nie nadaje?? Skąd wynika to stwierdzenie? BARDZOM ciekaw naukowych podstaw tej tezy... Trudno to w ogóle nazywać w kategoriach "tez"; brzmi zbyt naukowo.

Kpina z Narodu Polskiego, nic więcej. Czy znacie jakąś nację z historii, która była głupia? Otóż to... Nie dajmy się wciągnąć w antypolską propagandę! Pozdrawiam...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Michale,

super, że mamy podobne marzenia. Wierzę, że się spełnią. Mam nadzieję, że wcześniej niż prognozujesz.:)

Każdy ma prawo do własnego zdania. Każdy ma również prawo, to zdanie zmienić i to nie jest żadna hańba, wręcz przeciwnie. Moja babka zawsze powiadała, że jedynie krowa zdania nie zmienia… Ale koniec tych dygresji. Chciałem jedynie powiedzieć, że kiedyś podobnie jak Ty uważałem polskie społeczeństwo za „bandę mułów” i pomysł demokracji bezpośredniej uznałbym z marszu za niedorzeczność.

pozwole sobię zacytować Pana Zdzisława Gromadę:
****
" Testujemy sami siebie. Jesteśmy dojrzali i szybko potrafimy korygować własne błędy. Jesteśmy zdolni ograniczać konsumpcję teraz i inwestować w przyszłość. Potrafimy dać sobie szansę na kasę i dopiero, gdy ją mamy z niej korzystać – a nie odwrotnie. Albo(?)... jesteśmy prymitywną nacją a taka nie jest nikomu potrzebna(…)

Badnia porównawcze IQ pokazują, że jesteśmy w czołówce światowej. Daje to nam nadzieję, że nie będziemy podejmować w referendach wyłącznie głupich decyzji.”
****


Mieszkam jednak już dość długo u Helwetów, prawie codziennie spotykam jakiegoś „muła” i zastanawiam się, jak to wszystko funkcjonuje? A jednak funkcjonuje, choć na ulicach tyle „mułów”.

Po pierwsze teoria i empiria potwierdzają skuteczność demokracji bezpośredniej (i decentralizacji) w porównaniu z demokracją pośrednią. Każdy naukowiec, który kiedykolwiek badał demokrację bezpośrednią, stwierdza skuteczność DB, (nie znam nikogo, kto doszedłby do innych wniosków). A z obserwacji szwajcarskich jednoznacznie wynika, że jest to system bardzo skuteczny.

Jest to bardzo zrozumiałe. Jeśli pozwolić ludziom podejmować decyzje, które ich bezpośrednio dotyczą, to ludzie starają się zasięgnąć jak najlepszej informacji. Jeśli są to kwestie zbyt trudne, to zdają się na opinie swoich wybranych autorytetów. Każde referendum poprzedza dyskusja. Kilka (czasem nawet kilkanaście lub kilkadziesiąt) miesięcy dyskutuje się na dany temat. W zależności od charakteru danej sprawy oczywiście. Nie wygląda, to więc w tak, że banda wieśniaków wypada z obory z widłami w rękach, słomą w butach, nie mająca zielonego pojęcia o co chodzi i głosuje, decyduje o losach innych. Wręcz przeciwnie, dzięki decentralizacji głosują oni przede wszystkich o sprawach, które dotyczą ich samych. I o dziwo, efektem czego ludzie ustalają niższe podatki. Nie zawsze idzie to w parze z rezygnowaniem ze świadczeń. Dzięki konkurencji fiskalnej kantonów efektywniej rozdysponowuje się środki, jakie się ma. Stopien innowacji i pomysłowości w tej kwestii rośnie. Jest również o wiele większa możliwość eksperymentowania, jeśli eksperyment się nie powiedzie, to koszt ponosi tylko jeden kanton (ludność sama zadecydowała o tym). Poza tym inne kantony w ramach solidarności mogą mu zawsze pomóc, bo tam środki nie zostały przetrawione katastrofalną decyzją. Jeśli natomiast eksperyment się powiódł. Udało się lepiej, efektywniej użyć zdobyte od mieszkańców środki, to rozwiązanie takie przejmują inne kantony bądź gminy.

FREKWENCJA
Odnośnie frekwencji, to:
Wynik głosowania ma moc prawną bez względu na jego frekwencje.

To od razu nasuwa pytanie o jakość takiego referendum. Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony istnieje możliwość ponad proporcjonalnej reprezentacji pewnych grup społecznych. Z drugiej jednak strony
Czy większa ilość głosujących rzeczywiście zwiększa jakość wyników w referendum? Nie ma wyników badań (przynajmniej mi nie są znane), które by jednoznacznie stwierdzały, że 100% frekwencja przekłada się na 100% jakość wyniku.

Jednym z argumentów tego stanu rzeczy jest fakt, że pewne część społeczeństwa nigdy nie uczestniczy w referendach. W CH jest to ok. 18% (tzw. „abstynenci”) – nie interesują się polityką, są nią rozczarowani, czują się niekompetentni etc... Jedynie 26% (nadal mówię o CH) regularnie staje przy urnie. Pozostałe 56% oddaje głosy w zależności od tematu.
Dla przykładu w Szwajcarii frekwencja wynosi ok. 40% (w zależności od tematu głosowania 27% -79%), w kantonie Schaffhausen natomiast referendum jest obowiązkowe i frekwencja oscyluje w okolicach 65-70%. Żaden inny kanton nie przejął inicjatywy i nie wprowadził podobnego przymusu u siebie. A w 1995 została odrzucona przez społeczeństwo parlamentarna inicjatywa obowiązkowej „obecności”

Ta nieregularność jest dla wielu argumentem potwierdzającym jakość wyniku. Uważają oni, że w głosowaniu biorą udział jedynie ludzie, którzy się uprzednio przygotowali, są dobrze poinformowani, mają wyrobioną opinię. Oddają głos, ponieważ wiedzą, jakie są konsekwencje przyjęcia danej propozycji. Zmuszając jednak ludzi niemających pojęcia, o co chodzi, stwarza zagrożenie, że wynik głosowanie będzie zależał od tak przypadku (np. kolejności na karcie głosowania), ludzie tacy łatwiej poddają się manipulacji, głosują, ponieważ ksiądz tak kazał etc… Jakość takiego referendum można postawić pod znakiem zapytania.

Dla wielu Szwajcarów referendum jest nie tyle obowiązkiem, co prawem, a więc również prawem do NIE oddania głosu.
*Dane statystyczne zaczerpnąłem z książki Wolfa Lindera „Schweizerische Demokratie” (podobno istnieje również polska edycja)

Szczerze polecam również książkę pt. „The New Democratic Federalizm for Europe. Functional, Overlapping and Competing Jursdictions” Bruno S. Frey, Reiner Eichenberger

heathen pisze, że „należałoby zmienić mentalność Polaków, a to nie byłoby łatwe” Może i nie łatwe, ale na pewno możliwe! Dodam, że Janusz Korczak (być może pod wpływem wizyty w CH) prowadził swój sierociniec bazując na DB. Sam nawet musiał stawać przed sądem jego podopiecznych i kilkakrotnie została mu wymierzona kara, której się poddał. Apeluję, więc do wszystkich niewiernych Tomków, zobaczcie, dotknijcie i przekonajcie się!

I jeszcze do Michała (koyota) i Adama (ossada). Cieszę się, że wyraziliście Wasze wątpliwości. Wiele osób neguje skrycie, nie wierzy i idzie dalej. Oni nie mają szansy na dyskusję, wymianę zdań i przekonanie się, że być może w pewnych kwestiach myślą podobnie, jedynie to lub inne sformułowanie im nie odpowiada. Nie dostaną odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Wy macie na tyle odwagi, aby wyrazić swoją opinię, zadać pytanie. Za to Wam dziękuję.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.12.2007 13:59

Ja uważam podobnie jak ossad.. Polskie społeczeństwo nie nadaje sie do demokracji bezpośredniej. Założenie że nasze społeczeństwo w referendach będzie podejmować złe decyzje jest prawidłowe..

Teoria która Cię przekonała, że większość nie może podejmować złych decyzji, opiera sie raczej na tym że większość ludzi nie będzie sobie zdawać sprawy z tego, że te decyzje są złe.

Konsekwencje mogą być katastrofalne, ale ta banda mułów nie zrozumie ich przyczyn.

Dlatego te decyzje będą złe dla ludzi uświadomionych i inteligentnych, a dobre dla czerni.. biorąc pod uwagę fakt, że czerni jest zdecydowanie więcej ten profesor mógł wyjść z założenia, że decyzja która dla 70% społeczeństwa jest dobra, to w rzeczywistości jest dobra.. ponieważ większość tak myśli.

A realnie rzecz biorąc i zdając sobie sprawę z wad konkretnej decyzji jest zła, ale czy można powiedzieć że jest zła skoro większość uważa, że jest dobra?:>

Pomijając fakt że większość Polaków to laicy i na referenda chodziłoby 20%, z czego większość tych 20% to byliby ludzie o radykalnych poglądach.

Tak.. demokracja bezpośrednia doprowadziłaby do upadku Polski. Tak jak doprowadziła do tego demokracja szlachecka.


Marzę o tym systemie, ale na pewno nie w tym momencie.. może za 100 może za 200 lat, kiedy ludzie zmądrzeją i nabiorą zainteresowania polityką..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brać przykład zawsze można, tylko trzeba być odpowiednio przygotowanym. Jeśli tak miałaby wyglądać polityka np. w Polsce to wiązać musiałoby się to ze zmianą mentalną, co podejrzewam nie było by łatwe... Gdyby tak dołożyć jeszcze do tego edukację na sposób Korei Południowej, Finlandii czy Kanady byłoby naprawdę miło :) Ach, pomarzyć...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziekuje Beato.
mam nadzieje, ze temat straci z czasem na egzotycznosci ;)

Tobie rowniez zycze zdrowych i wesolych...!

Komentarz został ukrytyrozwiń

widzę, że w gruncie rzeczy mamy mamy podobne zdanie... do tego o czym piszesz dodałbym jeszcze umożliwienie zdrowej konkurencji wśród polityków na szczeblach regionalnych (polityka, to nie tylko Warszawa). Mam na myśli, mozliwosc kandydowania w wielu województwach, niezależnie od miejsca urodzenia czy nawet narodowości. Dzięki temu, zaradni wujtowie, burmistrzowie mogliby się wspinać po drabinie kariery i w coraz to większych bądź bardziej wymagających miastach udowadniać swoje możliwości.

Co do łatwych referend, to kiedyś była to moja największa bolączka. Podobnie jak ty byłem przekonany, że Nasze społeczeństwo, to w większości banda łatwych do manipulacji ignorantów, którym jeśli dać tylko możliwość władzy, to sprowadzą katastrofę na nasz kraj. Na szczęście spotkałem się z argumentami Prof. R. Eichenbergera(http://www.unifr.ch/finwiss/mitarbeiter.), który ostatecznie mnie przekonał.
Jednym z argumentów jest fakt (notabene naukowo udowodniony), iż większość tendencyjnie i systematycznie, nie może podejmować błędnych decyzji. Wychodząc z założenia, że nasze społeczeństwo będzie stale podejmować katastrofalne decyzje, jest z gruntu błędne. Już łatwiej jest założyć, że ograniczona ilość Polityków będzie podejmowała szkodliwe dla większości decyzje. Oni bowiem (podobnie jak społeczeństwo) kierują własnymi interesami, które jednak nie pokrywają się z większością obywateli.

(podejrzewam, że rozumiesz po niemiecku, więc przesyłam link: http://www.unifr.ch/finwiss/publikationen.htm, niektóre publikacje można ściągnąć, mam nadzieję, że odpowiedzi na dręczące Cię pytania, jeśli nie możesz się bezpośrednio zwrócić do Profesora, przypuszczam, że chętnie odpowie)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, dobrze rozumiesz. Obawiam się, że gdy politycy zaczną grzebać w naszym systemie (a przecież nikt inny nie jest w stanie go zmienić), to może wcale nie wyjść nam na dobre. Zdając się na opinię ludzi, których cenię, bo sam nie jestem w tym ekspertem, byłbym za udoskonaleniem systemu i wprowadzeniem JOW. Pensje parlamentarzystom, owszem, można obniżyć. Zarabiają ok. trzykrotności średniej krajowej. Ale też bez przesady. Natomiast wprowadziłbym system rozliczania polityków z działalności, np. w wypadku absencji na posiedzeniach Sejmu przekraczającej jakiś tam procent - konieczność zwrotu odpowiedniego odsetka swoich wynagrodzeń, itp.
Natomiast przy rozpolitykowaniu naszego społeczeństwa, łatwe referenda szybko stałyby się, moim zdaniem, ciężką bronią w rękach populistów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

ossad: Dzięki Adamie, za uzupełnienie.
Być może masz rację i nie powinienem był kasować również kilku wad DB. W moich oczach nadal nie zmienia, to nic w stosunku do jej zalet.

dot. wygranej SVP.
1. Rzeczywiści, to wstyd i hańba jakimi metodami posługiwała się ta populistyczna partia. Do bójki doszło między innymi, ponieważ nie wszyscy popierają Pana C.Blochera.
2. Hasłem wyborczym było „wyrzucić kryminalistów ze Szwajcarii”. Chociaż zupełnie nie popieram SVP, całkowicie rozumiem, że ludzi drażni, fakt, iż 70% więźniów to ludzie napływowi.
• Ciekawostka: Od znajomego księdza, który udziela spowiedzi w więzieniach, dowiedziałem się, że kiedyś była fala polaków przyjeżdżających do CH i dających się złapać, aby móc sobie posiedzieć w komfortowych warunkach (pingpong,TV, książki, psycholog…). Ponieważ przybywało coraz więcej „polskich gości”, została podpisana międzynarodowa umowa, w związku czego tacy „delegaci” skazywani są na szwajcarskiej ziemi, wakacje spędzają już u siebie. Jeśli wierzyć słowom znajomego kleryka, to rozwiązało problem i skończyła się turystyka kryminalistów.
3. Co do LPR, to nawet gdyby uzyskali większość głosów, to ich decyzje przecież nie byłyby wiążące. Wszystko można przecież zawetować na drodze referendum…

Nie wiem czy dobrze zrozumiałem, uważasz, że Polski system jest lepszy i nie ma potrzeby brać przykładu z CH?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak przesłodzone, że aż mdli. Dla równowagi mój tekst z 21 X 2007 (niepublikowany na tym portalu):


"Zwilczenie owiec. Szwajcarzy też dzisiaj mają wybory

Jeśli ktoś odniósł wrażenie, że polska kampania wyborcza była wyjątkowo brutalna, zapewne przeżyje niemałe zaskoczenie, śledząc losy kampanii szwajcarskiej. Po tym, jak dostałem esemesa od mojej szwajcarskiej rodziny, zacząłem szukać w internecie informacji na temat tamtejszych wyborów. W ciągu piętnastu minut legł w gruzach mit, który mi całkowicie wystarczał przez ostatnich kilkanaście lat: Szwajcarii tolerancyjnej, otwartej i przyjaznej imigrantom, wielokulturowej a do tego w dużym stopniu neutralnej, także światopoglądowo.

Wszystko wskazuje na to, że w dzisiejszych wyborach ponownie - podobnie jak w 2003 r. - zwycięży Szwajcarska Partia Ludowa (SVP), czyli Schweizerische Volkspartei [rzeczywiście wygrała!]. Od czterech lat jest ona najsilniejszą partią niższej izby parlamentu. Według sondaży, ta najbardziej prawicowa formacja na szwajcarskiej scenie politycznej może liczyć na poparcie ponad 27 procent wyborców, podczas gdy konkurencyjna Socjaldemokratyczna Partia Szwajcarii (SPS) na nieco ponad 21 procent. Kolejnym mitem okazało się sprawne, "jak w zegarku", funkcjonowanie demokracji w Szwajcarii. Wiecie jaka jest średnia frekwencja w tym kraju? Otóż rzadko przekracza ona 50 procent.

SVP idzie do wyborów z hasłem "Wykop ze Szwajcarii czarne owce". Na jej plakatach możemy zobaczyć jak biała owca wykopuje racicami czarną poza obręb szwajcarskiej flagi. Ze strony partii rządzącej można było pobrać grę, w której gracz wcielał się w rolę białej kozy strzegącej granic kraju. Za zadanie miał wykopywać czarne, a wpuszczać białe owce.

Te elementy kampanii wyborczej, jak i ogólna jej wymowa, wzbudziły protesty środowisk lewicowych. Na ulicach Berna doszło dwa tygodnie temu do starć między lewicowymi demonstrantami a zwolennikami SVP, którzy zorganizowali przemarsz ulicami stolicy. Policja użyła gazu łzawiącego, 43 osoby zostały aresztowane. Miały też miejsce inne zamieszki.

Wszystko to nie wróży dobrze Polakom w Szwajcarii. Ci, którzy są uprawnieni do głosowania, dokonują podwójnego wyboru. Na forum "Polacy w Szwajcarii" administrator Bernard pisze: "Jak słychać, zaostrzenia ponoć wymagają dotychczasowe mechanizmy administracyjne, które - w moim odczuciu wystarczająco uciążliwie - stawiały nas w podrzędnej pozycji społecznej w porównaniu z rodowitymi Szwajcarami. Jeszcze ostrzej rezydenci tego kraju mają być administracyjnie dzieleni na swoich i obcych. Wrzucając do jednego worka wszystkich obcokrajowców łatwo zapomnieć o znaczeniu jakie zagraniczne pieniądze i zagraniczni specjaliści mają dla dobrobytu tego alpejskiego kraju.Szczodra gościnność Szwajcarów jest w sporej mierze finansowana z pracy i pieniędzy obcokrajowców."

W Szwajcarii, w której działa system demokracji bezpośredniej, ogromną rolę spełnia instytucja referendum. Niniejszy tekst ma za zadanie jedynie przybliżyć czytelnikom atmosferę wyborów w kraju, w którym wszystko wydawało się do niedawna "działać jak w zegarku"."

Autor pyta: "Myślicie, że można brać przykład z tej malowniczej alpejskiej krainy?"

Cóż, musiałaby wygrać Liga Polskich Rodzin z domieszką Narodowego Odrodzenia Polski...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Paweł: bardzo trafne spostrzeżenie. szczerze mówiąc, byłem ciekaw jak długo będę musiał czekać na ten jak najbardziej prawdziwy argument. Brawo.

Oczywiście nie ma systemu idealnego i jak najbardziej istnieje, możliwość manipulacji przez grupy lobbingowe, lub tez populistów. Nawet jedno i drugie systematycznie ma miejsce (dobrze zorganizowani rolnicy forsują subwencje do rolnictwa oraz pan Blocher z populistycznej SVP). Należy się jednak zastanowić jak sprawa wygląda relatywnie do demokracji reprezentatywnej. I tutaj nie wygląda to już tak źle. Należy sobie zadać pytanie, na kogo jest łatwiej wywrzeć wpływ? Na kilku polityków, czy większość społeczeństwa? Należy pamiętać, że nawet, jeśli uda się za pomocą sztuczek i demagogii przeforsować przyjęcie w referendum jakiejś ustawy, to będzie ona ważna tylko do momentu aż ludzie zrozumieją, że popełnili błąd. Ustawa zostanie odrzucona w drugim podejściu.

Zgadzam się z Tobą Pawle, powinienem był napisać również coś o zagrożeniach. Szczerze mówiąc w pierwszej wersji tego artykułu wspominałem o tym, był tam również ustęp od federalizmie, ale ponieważ artykuł był tak obszerny, że postanowiłem go nieco okroić. Jak wiadomo nikt nie czyta długich tekstów. Jeśli udało mi się zainteresować, to już odniosłem sukces.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.