Pozycja materiału w rankingach:
„Niebezpieczna metoda” spóźniona jest o kilkadziesiąt lat. Jako metoda (na kino) ani nie jest już skuteczna, ani niebezpieczna. W dodatku jest do bólu spokojna i przewidywalna, w przegadana, zwłaszcza na tle poprzednich filmów reżysera. Nie ma w niej ani krztyny psychodelii, ani rozpoznawalnego stylu kanadyjskiego szaleńca.
Takiego filmu po Davidzie Cronenbergu się nie spodziewałem. Król makabreski staje się reżyserem filmu biograficznego o Zygmuncie Freudzie i Carlu Gustawie Jungu?! Kanadyjski twórca na przełomie lat 80. i 90. rządził pograniczem kina artystycznego i kina klasy B. – jego filmy wywodziły się zarówno z dramatu, jak i z horroru. W jego pamiętnej „Musze” dylematy naukowca (Jeff Goldblum) zajmującego się przekraczaniem granic percepcji ubarwione były obrzydliwymi sekwencjami zamienienia się tegoż naukowca w muchę... W „eXistenZ” rozważał na temat zatracania tożsamości graczy (m.in. Jude’a Lawa) z ich wirtualnymi avatarami, jednocześnie każąc swoim bohaterom strzelać do siebie zębami zamiast naboi i używać żywych organoleptycznych joysticków przylegających do ich ciał. „Nagi lunch” Williama S. Burroughsa nie mógł chyba trafić na warsztat bardziej psychodelicznego artysty. Scena, w której cierpiący na kryzys twórczy pisarz (Peter Weller) zamiast maszyny do pisania zaczyna widzieć kreaturę kopulującą z jego żoną, jest jedną z najbardziej perwersyjnych w historii kina.Zobacz także:
Artykuły
(58)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.24)
Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora: