Facebook Google+ Twitter

Niebezpieczni, szaleni, groźni [video]

Jeden poniedziałkowy dzień upalnego lata podniósł temperaturę emocji i przyprawił o gorączkę sensacji. Padły strzały. Wpierw pojawił się szaleniec w Gorzowie Wielkopolskim. W nocy policja obezwładniała pacjenta szpitala w Rudzie Śląskiej.

W ciągu 24 godzin najzwyczajniejszego polskiego poniedziałku, przypomniało o sobie widmo zagrożenia, jakie zazwyczaj jest udziałem amerykańskich stacji telewizyjnych. Uzbrojony szaleniec atakujący szkoły, kina i inne miejsca użyteczności publicznej to obrazek, który w kraju nad Wisłą jeszcze nie zadomowił się na dobre. Czy jednak w takich przypadkach warto zaprzątać sobie głowę statystykami? Każde z takich zdarzeń jest wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju, a główny sprawca niebezpiecznych zdarzeń to człowiek, którego zachowanie okazywało się być przewidywalne tylko w świetle wniosków i przewidywań jakimi zapełniono kilogramy papieru. Codzienna rzeczywistość jak zwykle odbiegała od analiz i szczegółowych badań.

Poniedziałek, 14.07.2014, ok. godz. 7 w Gorzowie Wielkopolskim

Mężczyzna wyglądający na pięćdziesięciolatka zdradza niezwyczajne podniecenie ruchowe. Wpierw kieruje swoje emocje i uczucia na przedmioty martwe. Zniszczeniom ulega kilkanaście samochodów i dwie witryny sklepowe. Obserwujący zdarzenie zauważają w rękach agresywnego osobnika metalową rurę, młotek, łom i tłuczek do mięsa. Porusza się przy tym swobodnie po najbliższej okolicy. Zaniepokojenie mieszkańców narasta. Wezwana policja przegradza ulicę oznakowaną skodą. Wyje syrena. Kierowca radiowozu wraz z towarzyszącą funkcjonariuszką próbują wezwać mężczyznę do zachowania spokoju. Bez widocznego efektu. Agresor zaczyna prowokować. Demonstracyjnie obnosi się z przedmiotami, którymi wymachuje, potrząsa, w końcu rzuca w policjantów, w radiowóz. Nie reaguje na polecenia, dziurawi dach wozu. Zaczyna się nerwówka: - Rzuć to! Rzuć to, k...! Na glebę! Rozlegają się pierwsze huki użytej broni służbowej. Czy strzałów ostrzegawczych nie jest zbyt wiele? Czy funkcjonariusze celowo starają się wywołać kontrolowane oszołomienie i zapanować nad sytuacją, chybiając celu? Dzieli ich od napastnika dosłownie kilka metrów. Na dodatek szaleniec zbliża się beztrosko do policjantów: - Strzelaj! Nagle niknie przeświadczenie o zdolności pokonywania pistoletowych kul. Zrywa się do biegu, do ucieczki. Oddala się zaledwie na kilkanaście metrów, pada trafiony. Dziennikarze powołując się na swoje źródła poinformują później, że napastnik został dwukrotnie postrzelony. Poważnie raniony w kolano i draśnięte ucho. Akcja trwa niemal minutę. Funkcjonariusze niczym na migawkach z amerykańskiego telereportażu zachowują dystans do napastnika i oczekują na przyjazd pomocy lekarskiej.



Sprawca niebezpiecznego zamieszania przebywa w szpitalu. Wcześniej leczył się psychiatrycznie. Gazeta.pl cytuje Sławomira Koniecznego, rzecznika Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim: "W tej sytuacji zagrożenia, policjanci oddali strzały. Trafili ok. 50-letniego mężczyznę. Od razu został on opatrzony i odwieziony na Szpitalny Oddział Ratunkowy." Mówi się o kilkunastu strzałach. Internetowi komentatorzy wytykają policjantom przesadną kanonadę na otwartej przestrzeni i brak udzielenia pomocy postrzelonemu mężczyźnie. Prawdziwe przyczyny, powody i motywy działania agresora być może nigdy nie zostaną wyjaśnione.

Poniedziałek, 14.07.2014, przed północą, w szpitalu miejskim w Rudzie Śląskiej

Wezwanie policji w środku nocy ze szpitala w Rudzie Śląskiej. Lekarze proszą o pomoc. Pacjent po operacji wpadł w szał. Pozbył się opatrunków, wyrwał sobie dreny i wenflony. Rozbija szybę. Demoluje korytarz i pomieszczenia szpitalne. 56-latek nie reaguje na żadne zawołania. Zagrożenie o zdrowie i życie innych pacjentów staje się realne. Mężczyzna z furią wtargnął do szpitalnej kuchni, skąd wychodzi uzbrojony w dwa noże. Pojawia się policja. Niebezpieczny pacjent ucieka do piwnic placówki. Wezwani funkcjonariusze zauważają ślady krwi pozostawione przez mężczyznę. Po chwili znajdują szaleńca. Wezwania do odłożenia noży nie przynoszą skutku. Wręcz przeciwnie. Mężczyzna zdaje się grozić i po chwili atakuje policjantów. Pierwszy strzał trafia napastnika w nogę. Nóż wypada z ręki. Próbuje sięgnąć mundurowego drugim, ale znów rozlega się wystrzał. Rana w okolicach miednicy sprawia, że niebezpieczny pacjent kładzie się na ziemi. Jednak wciąż jest agresywny, opiera się policji. Po chwili trafia na stół operacyjny. Niestety, o godzinie 2.30 umiera.

Antyterroryści. http://cia.media.pl/kolejna_pomylka_antyterrorystow_zastrzelili_psa licencja: CC3.0 / Fot. CIA media

Policjanci twierdzą, że napastnik swoim zachowaniem nie dawał żadnych szans na zastosowanie innej metody postępowania w danym wypadku: "Działał w amoku, nie reagował na żadne środki przymusu" – powiedział Andrzej Gąska, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Powody zachowania pacjenta nie są jeszcze znane. Nigdy dotąd nie był karany. Być może nigdy nie zostanie przedstawione miarodajne wyjaśnienie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

A swoją drogą chciałbym by osoba która mnie zminusowała uzasadniła czemu uznaje moją wypowiedź za złą ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Art Wlod
Też nie do końca. Kolega ochroniarz opowiadał mi kiedyś, jak jego koledzy z firmy interweniowali w knajpie przeciwko kibolom, prawdopodobnie naćpanym.

Jak się okazało na kiboli nie działały ani pałki ani gaz, ani nawet paralizatory (a mieli te, które ze względu na moc już wymagają pozwolenia). Dopiero gdy jeden poczuł, że dobierają mu się do broni wyrwał ją z kabury i zaczął strzelać w sufit. Otrzeźwiło to kiboli na tyle, że zaczęli uciekać. Na szczęście dla ochroniarzy, bo jak się okazało chłopak w stresie wywalił w sufit cały magazynek i już strzelać nie miał czym

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kolego Rafale. Masz rację. Wprowadzono humanitarne procedury (o ile humanitarne jest odstrzelenie komuś nogi ryzykując rykoszety dużo groźniejsze dla otoczenia) bez zaopatrzenia w odpowiednią broń.
Z równie dobrym skutkiem można by zaopatrzyć operacyjnym Uzi czy Raki również wymagając by strzelano wyłącznie w nogi. Przypominam, że w Grudniu na Wybrzeżu wojsko strzelało pod nogi idącym robotnikom. Większość ofiar w pierwszych godzinach to ludzie trafieni myszkującymi pociskami odbitymi od chodników.

W takich przypadkach jedyne co się sprawdza to paralizatory lub gaz. W przypadku bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia mundurowego, operacyjny powinien strzelać by zabić, nie obezwładnić.

Prokuratorom w ich pędzie do kariery i udowadniania, że czarne jest białe i człowiek w głebokim stresie potrafi na spokojnie zastanowić się czym się obronić by ochronić cenne życie napastnika jedyne co mogę doradzić to zrzeczenie się immunitetu. Czasami zdarza się, że rozsądny sędzia potrafi spojrzeć na realia sytuacji.

Problem jest poważny i dotyka złych procedur, braku szkoleń, braku odpowiednich narzędzi i nieodpowiedniego prawa oraz jego stosowania.

Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak sobie pomyślałem... Gdyby na to wszystko popatrzył jakiś kosmita z zewnątrz, to chyba doszedłby do wniosku, że ludzie są tylko i wyłącznie psycholami...

Komentarz został ukrytyrozwiń

W kraju coraz więcej bandziorów i psycholi, a wiadomo - 'kruk krukowi oka nie wydziobie' i 'swój swego broni'. Podobno policjanci zaopatrywani są w paralizatory z kamerami, by można było przeanalizować celowość zastosowania urządzenia.
[Przecież bandzior winien bać się policjanta, a nie odwrotnie!]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Policjant powinien poprosić pana bandziora, aby ten się uspokoił, gdyż zaraz przyjedzie pan psycholog i będzie z nim mediował... Tak wyobrażają sobie politycznie poprawni, którzy nawet na wojnie chcą prawa i etykę wprowadzić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wypowiem się jako osoba strzelająca.
Przeraża mnie, że ci bardziej "humanitarnie" nastawieni pracownicy biurowi Policji oczekują, że ich liniowi koledzy będą strzelać po nogach - jest to skrajny idiotyzm.
By na 25 m w ogóle trafić z pistoletu w tarczę, należy przyjąć odpowiednią pozycję, uspokoić oddech i starając się utrzymać pistolet w środku tarczy spokojnie przesuwać spust bez zastanawiania się w którym momencie wystrzeli.
Tarcza nie ucieka i nie macha tłuczkiem do mięsa czy nożem do chleba.

Interweniujący policjant nie ma takiego luksusu. On działa w stresie, nie ma czasu na spokojne celowanie, a na dodatek cel się rusza. W takiej sytuacji łatwo po prostu szarpnąć za spust a to oznacza, że zanim nabój odpali my już skręcimy lekko pistolet (tzw. zerwanie strzału)

Ponadto nabój 9 mm to nie byle co. 300 J pocisku wystrzelonego ze starego policyjnego P-83 gwarantuje, że biegnący na policjanta bandyta nie tylko się zatrzyma, ale wręcz przewróci do tyłu. (to trochę tak, jakby upuścić na kogoś 30 kg z wysokości 1 m, tylko skupić to w punkcie o średnicy 9 mm). Problem w tym, że jak kula np przebije nogę na wylot, albo ją tylko draśnie, to następnie może bardzo wrednie zrykoszetować i trafić osobę postronną.

Dlatego uważam, że w takich sytuacjach policjanci, by chronić osoby postronne, powinni strzelać tam, gdzie mają większą szansę trafić i większą pewność, że kula nie przeleci na wylot. Czyli po prostu w korpus. A idiotów wymagających "humanitarnego strzelania po nogach" proszę by sami zaliczyli kilka interwencji. Najlepiej stojąc tak, by bandyta był między nimi a ich strzelającymi kolegami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.