Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

172575 miejsce

(Nie)bezpieczny sylwester w stolicy

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-01-02 08:20

Zdaniem policji, sylwester w Warszawie minął spokojnie. Czy na pewno? "Jak na wojnie" - kwitują internauci.

Świetne koncerty, dobra zabawa i kulturalna publiczność. Tak wyglądał sylwester na warszawskim Placu Defilad. Jednak czar prysnął na stołecznych ulicach, poza terenem zamkniętej imprezy. Co kilka sekund pod nogami przechodniów wybuchały petardy. Rzucali je głównie nastolatkowie. Zabawę rozpoczęli od samego rana. Huk na większości ulic przypominał... bombardowanie.

W okolicach centrum handlowego Dworzec Wileński młodzi rozrzucali "granaty" w tłum ludzi. Proceder trwał co najmniej kilka godzin. Trzeba było nieźle się nagimnastykować, żeby nie dostać "niespodzianki", bo petardy wybuchały tam dosłownie wszędzie - zarówno przy schodach do podziemia, jak i przed wejściem do centrum. W okolicach dworca ręce zacierali handlowcy, którym petardy sprzedawały się jak świeże bułeczki. Osobiście nie byłem świadkiem sprzedaży towaru nieletnim. Ale przecież ktoś musiał im sprzedać?

Wesoło było też w Śródmieściu. Grasowały tam zorganizowane grupy młodych ludzi, przypominające egzotycznych rebeliantów. Epicentrum ognia znajdowało się w okolicach metra oraz Pałacu Kultury i Nauki. Okoliczne skwery pozwalały "żartownisiom" na skuteczną ucieczkę.

Funkcjonariusze policji pracowali licznie, ale skupiali się na ogólnym bezpieczeństwie. Pilnowali, czy komuś nie dzieje się krzywda fizyczna, zapobiegali kieszonkowcom. Huk petard i podskakiwanie przechodniów ze strachu nie robił na nich większego wrażenia.

Czy było więc bezpiecznie? Zdaniem policji - tak. "Było bardzo spokojnie - powiedział Mariusz Mrozek z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji" - pisze PAP w jednym z komunikatów. Nieco inne spojrzenie, mają świadkowie. "Spokojnie jak na wojnie" - ripostuje internauta o nicku Xrzych.


Jak podaje PAP - "Do warszawskiej policji nie dotarły zgłoszenia o poważniejszych incydentach związanych z odpalaniem petard czy fajerwerków". Współodpowiedzialność za taki stan rzeczy mogą więc ponosić... sami mieszkańcy. Z drugiej strony, trudno dzwonić do policji, skoro jest ona na miejscu... Całą Warszawę ochraniało blisko 1000 funkcjonariuszy.

Co ciekawe, niektóre dzieci miały wręcz przyzwolenie rodziców na odpalanie "kapiszonów" przed północą w miejscach publicznych. W okolicach Mostu Poniatowskiego wieczorem młodzieniec odpalał "kapiszona" w obecności swoich opiekunów. Petardę rzucił wprost pod nogi stojącej obok kobiety. Były też liczne przypadki rzucania petard pod przejeżdżające tramwaje i samochody. Na szczęście, w tego Sylwestra obyło się bez ofiar.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

PLUS! Taki obywatelski tekst i niezauważony??

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.