Facebook Google+ Twitter

Niech się święci 1 Maja

Ciepły dzień kwietniowy 1988 r. Zaskoczenie było ogromne, gdy w drzwiach mojego biura stanął osobiście mój szef. Poczułem niepokój, bo nie było to normalne zjawisko.

Pochód pierwszomajowy. 2007 rok. / Fot. Janusz Wójtowicz, "Słowo Polskie Gazeta Wrocławska"Uśmiechnięty od progu wyciągając rękę, odezwał się wesoło: - Cześć, wracam z narady w komitecie miejskim, to wpadłem do ciebie na kawę, no i zobaczyć, jak żyjesz.

Zdwoiłem czujność, bo komitet miejski mieścił się pomiędzy naszymi biurami, więc nie ten kierunek, żeby wpadać po drodze. Poza tym jak żyję widział kiedy spotkaliśmy się rano. Zrobiłem kawę, usiedliśmy przy stoliku okolicznościowym. Szef wiercił się na fotelu, jakby uaktywniły mu się owsiki. Chwalił piękną pogodę, mówił coś o ciszy i spokoju, swojskiej atmosferze w moim rejonie pracy. Czas leciał, kawy w szklankach ubywało, a że był to wówczas towar deficytowy (jak zresztą każdy towar w tamtym czasie), zacząłem odczuwać obawę, że za chwilę będę musiał zrobić drugą kawę. W odruchu desperacji poprosiłem, abyśmy przestali gadać o „d .... Maryny” i żeby przeszedł do rzeczy, bo coś na rzeczy jest.

Trochę zaskoczony poinformował mnie, że w komitecie omawiany był temat obchodów zbliżającego się święta pracy, a obchody wojewódzkie w tym roku odbędą się w dzielnicy, w której położona jest kopalnia, którą się zajmuję. Na niego zaś spadł obowiązek zapewnienia frekwencji, żeby obchody wypadły okazale, bo będą też goście z Warszawy i ma tu problem, bo 1 maja przypada w tym roku w niedzielę. Wiadomo, że w taki dzień ludzie pójdą do kościoła na msze, a nie na pochód. Potem stwierdził, że liczy na mnie, bo mam dobre kontakty z proboszczem miejscowej parafii i mógłbym z nim pogadać, żeby w ten dzień msze zostały przeniesione na godziny popołudniowe. Jakby jeszcze tak w poprzedzającą niedzielę na mszach zachęcił mieszkańców do udziału w pochodzie, to byłoby idealnie.

Faktem było, że mimo dużej różnicy wieku z proboszczem miałem dobry kontakt - żywiliśmy do siebie wzajemnie duży szacunek (był to człowiek mądry, uczciwy, zrównoważony, bez uprzedzeń, o dużym życiowym doświadczeniu) i lubiliśmy się zupełnie prywatnie. Nie było sensu pytać szefa skąd o tym wie, tylko pozostało się zgodzić porozmawiać w tej kwestii bez gwarancji sukcesu. Szef się ucieszył, stwierdził, że długo się zasiedział i musi uciekać. Dopił szybko resztę kawy i wychodząc stwierdził, że liczy na mnie. W ten sposób kawa została uratowana, ale pojawił się większy problem.

Udałem się na parafię
Lubiłem spotykać się z miejscowym proboszczem, tym razem jednak po raz pierwszy przyszedłem w konkretnym interesie i to wyłącznie swoim. Czułem się więc niezręcznie. Proboszcz jak zwykle powitał mnie serdecznie. Po chwili zdawkowej rozmowy wyczuł chyba, że coś ze mną jest nie tak. Co prawda nie odczuwałem ataku owsików, ale za to miałem w żołądku ogromnego tasiemca, który jakby przez gardło chciał się wydostać na zewnątrz. Łagodnym, spokojnym głosem zapytał, co się stało, czym się tak denerwuję?

Drżącym głosem wyłuszczyłem więc sprawę. Twarz rozmówcy spoważniała, ale nie było w niej złości (zresztą w tej twarzy nigdy nie widziałem złości). Wstał z krzesła i w zadumie zaczął wolnym krokiem przechadzać się po pokoju. Zapanowała pełna napięcia, męcząca cisza. Po dłuższej chwili proboszcz usiadł i odezwał się w te słowa:
- Dobrze, zgadzam się, ale pohandlujemy. Parafia nie ma telefonu co nie ułatwia mi życia. Więc jeżeli załatwi mi pan telefon z kopalni, to ja spełnię pańską prośbę, ale nie inaczej.
Stwierdziłem, że w tej chwili nie jestem w stanie dać w tej kwestii wiążącej odpowiedzi, ale rozpoznam sprawę i poinformuję, na ile problem może być i czy może być rozwiązany. Uśmiechnął się i powiedział:

No to do dzieła!
Wprost z fary udałem się do dyrektora kopalni. Tu znów wyjaśniłem całą sytuację, zadając pytanie, na ile realna jest realizacja warunku księdza? Interlokutor wziął słuchawkę, chwilę z kimś rozmawiał, po czym poinformował mnie, że technicznie jest to do zrobienia i to niewielkim kosztem. Wystarczy pociągnąć około sto metrów kabla i zamontować aparat telefoniczny. Robota krótka a dla kopalni to żaden koszt. Do zrobienia od zaraz, tylko muszę dać mu na tę instalację pisemną „podkładkę”, najlepiej z komitetu miejskiego. Pojechałem więc do komitetu. Jeden z sekretarzy zapoznany ze sprawą stwierdził, że jest to priorytet i spokojnie mogę umówić się z proboszczem, że jeżeli wszystko 1 maja odbędzie się bez zarzutu, to już następnego dnia kopalnia założy mu telefon.

Wracałem cały w skowronkach!
Późnym popołudniem dotarłem ponownie do fary. Proboszcz akurat wychodził na wieczorną mszę. Z radością poinformowałem go, że jego warunek został przyjęty i 2 maja będzie miał zainstalowany przez kopalnię telefon. Zdziwiłem się, że wiadomość tę przyjął bez emocji, raczej chłodno. Powiedział, że w tej sytuacji wywiąże się ze swojej części umowy i wszystko będzie dobrze. Teraz przeprasza, bo ponaglają go obowiązki duszpasterskie.

Następnego dnia rano poinformowałem swojego szefa, że wszystko już jest załatwione. Bardzo się ucieszył, stwierdził, że na mnie można polegać i tylko zapytał, czy jestem pewien, że klecha mnie w konia nie zrobi? Zezłościło mnie to, więc odpowiedziałem z naciskiem, że proboszcz jest człowiekiem honoru i ceni swoje słowo. Tak też było. Przesunął na godziny popołudniowe 1 maja niedzielne msze i wytłumaczył parafianom, że czyni to, aby wszyscy mogli wziąć udział w pochodzie pierwszomajowym. Efekty przeszły wszelkie oczekiwania, bo nikt z miejscowych notabli czy przyjezdnych oficjeli nie spodziewał się aż tak licznego udziału mieszkańców w manifestacji pierwszomajowej.

Następnego dnia
Zaraz rano udałem się do dyrektora kopalni, aby dopilnować szybkiego rozpoczęcia pracy przy instalowaniu zakładowego telefonu w parafii. Dyrektor powiedział, że zaraz może wysłać ekipę jednakże poprosił o oficjalne pismo. Stwierdziłem, że zgodę komitetu otrzymałem, więc może wysyłać ludzi, a ja zaraz pismo napiszę i dostarczę. Nie zgodził się, kwitując rozmowę stwierdzeniem, że bez pisma z komitetu miejskiego nie założy telefonu na parafii, bo nie chce wylecieć razem ze mną z pracy.

Cóż było robić, udałem się do komitetu miejskiego. Na sekretarza, który wyraził zgodę na założenie telefonu musiałem czekać kilka godzin, bo akurat odbierał gratulacje w województwie za udane zorganizowanie obchodów święta pracy. Gdy wreszcie wrócił, poprosiłem go o wydanie krótkiego pisma w przedmiotowej sprawie dla dyrektora kopalni. Bezczelnie udawał, że nie pamięta naszej poprzedniej rozmowy. Na stwierdzenie, że w oparciu o jego decyzję dałem słowo proboszczowi, cynicznie odpowiedział, że trzeba było nie dawać słowa, teraz to mój problem i żadnego pisma w tej sprawie z komitetu miejskiego nie będzie. Zatkało mnie i tylko pomyślałem, że skunksa jeżeli nawet się ubierze w garnitur i wypachni, to i tak pozostanie skunksem.

Czułem się jak zbity pies
Kiedy wychodziłem z komitetu miejskiego. Pojechałem prosto do proboszcza. Jak zwykle powitał mnie z uśmiechem. Myślałem, że spalę się ze wstydu, kiedy informowałem go, że telefonu nie będzie i dlaczego. Uśmiechał się i kiwał głową. Gdy już skończyłem, powiedział:
- Panie Bogusiu (po raz pierwszy zwrócił się do mnie używając nie stopnia a imienia), niech się pan tym wszystkim nie przejmuje, zrobił pan wszystko, co pan mógł i nie zawiodłem się na panu. Od początku wiedziałem, że żadnego telefonu nie będzie. Zrealizowałem to o co pan prosił, bo pana lubię i szanuję. Pomysł z telefonem miał tylko coś panu uświadomić.

I uświadomił! Okazałem się łatwowiernym naiwniakiem! To był bardzo mądry człowiek, jeden z tych, których się nigdy nie zapomina. Tak się złożyło, że była to nasza ostatnia rozmowa, choć na ten akurat fakt nie miał wpływu telefon.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: SB PRL 1 Maja


Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Gdzie są komentarze?

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Skunksa jeżeli nawet się ubierze w garnitur i wypachni, to i tak pozostanie skunksem" - święte słowa Panie Bogusławie. Niech Pan nadal pracowicie tworzy swój nowy image...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.