Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

37342 miejsce

Niech się święci 1 maja! Tak nam dopomóż Bóg…

Tegoroczny 1 maja, kiedy na ołtarze wyniesiony został Jan Paweł II, stanowi świetną okazję, by przypomnieć „frontowe” losy tego świątecznego dnia.

1 maja - dzień ideologicznych starć. / Fot. Własność publiczna, ponieważ prawa autorskie do niego wygasły (znalazłem na angielskiej wikipedii).1 maja jest dniem, którego celebracja od wieków stanowi pole walki ideologicznej przeróżnych sił, które ścierają się w ramach naszej śródziemnomorsko-europejskiej cywilizacji. Większość z nas zdaje sobie sprawę, że na dzień ten przypada obchodzone przez sektę komunistów święto robotnika. Część z nas została też zapewne ideologicznie uświadomiona przez lewicujące środowisko dziennikarskie, że ową tradycję kościół zamierza właśnie zastąpić kultem papieża Polaka, beatyfikując go w dzień tego święta.

Jest to gruba przesada, kult Jana Pawła II ma szansę rywalizować ze Świętem Pracy jedynie w naszym kraju, a i tutaj zapewne jedynie jeszcze przez kilkanaście lat. Jednak data 1 maja faktycznie już od dawna jest polem konkurencji propagandowej różnych europejskich idei. 1 maja wcale nie wymyślili komuniści, także oni ustanowili święto przypadające na tę datę, aby przejąć okazywany tego dnia kult od innej ideologii. Ale zacznijmy od początku.

Kościół wobec pogańskich świąt

W Kościele katolickim od wieków toczy się debata na temat tego, jakimi metodami najbardziej słusznie jest posługiwać się przy nawracaniu innowierców. Jedni opowiadają się za opcją skrupulatnego trzymania się doktryny, które co prawda spowolni nawracanie, ale kiedy już owo nawracanie dobiegnie końca, nie każe się wstydzić wcześniejszego niedbałego stania na straży doktryny; inni opowiadają się za opcją pójścia na kompromisy jako szybszej metody nawracania, oraz za częściowym nawróceniem jako alternatywą lepszą niż całkowity brak nawrócenia i platformą do późniejszego nawrócenia całkowitego.

Szczególnie gorąco debata ta toczona była w czasach kolonizacji Ameryki. W owym czasie chrześcijaństwo nie stanowiło już religii nowej i jeszcze nieuformowanej, nie pojawiało się wśród wyznawców obcych religii jako nawracający te osoby petent, lecz jako najeźdźca, a doktryny religii, z którymi się stykało, były od jego doktryn znacznie prymitywniejsze. W czasie kolonizacji Ameryki chrześcijaństwo nie było więc skazane na obukierunkową dyfuzję idei religijnych, toteż opowiadało się raczej za ścisłym strzeżeniem doktryny podczas ewangelizowania innowierców, wyczekującym nieubłaganego, wcześniejszego czy późniejszego, nawrócenia autochtonów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.