Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

167705 miejsce

"Niech żyje życie" - nowa płyta Coldplay już w sklepach!

Już dzisiaj na półki sklepowe trafił najnowszy album jednego z najlepszych i najpopularniejszych zespołów z Wielkiej Brytanii - Coldplay. Miało być inaczej niż na poprzednich trzech płytach i jest... inaczej.

Chris Martin. / Fot. Zach Klein / http://pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Chris_Martin.jpgNajnowsza płyta Clodplay powstawała w czasie trasy koncertowej zespołu po Ameryce Południowej. Dlatego nie dziwi tytuł, nawiązujący do dzieła meksykańskiej malarki Fridy Kahlo, na którym umieściła to zuchwałe i banalne w swojej prostocie zawołanie - "Viva la Vida...". Kiedy zobaczyłem po raz pierwszy okładkę płyty z reprodukcją obrazu Eugène Delacroix "Wolność wiodąca lud na barykady", pomyślałem - "czyżby Coldplay zachęcał do rewolucji"? W imię czego? Gdzie ta Bastylia, którą trzeba zdobyć"? Z zaciekawieniem umieściłem płytę w odtwarzaczu i ruszyłem w muzyczną podróż...

Wszystko zaczyna się od krótkiego, instrumentalnego utworu "Life In Technicolor", który skojarzył mi się z muzyką zespołu Sigur Rós. Moje zaciekawienie wzrastało aż przyszedł czas na pojawienie się głównego aktora. Chris Martin zapowiadał w prasie, że na "Viva la Vida..." usłyszymy trochę inny sposób śpiewania, grania i ekspresji. Rzeczywiście nie kłamał. Druga w kolejności piosenka "Cementeries Of London" z niepokojącym wstępem jest inna, to nie taki sposób grania do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Niby wszystko brzmi normalnie: pianino, gitara, ten charakterystyczny głos Chrisa Martina, ale coś jest nie tak. Ta piosenka ma niesamowite ogniste, porywające tempo, gdyż w tle słychać... flamenco! Czegoś podobnego Coldplay jeszcze nie tworzył.

Kolejnym utworem jest "Lost?", utwór jakby bardziej przypominający dawne dokonania zespołu, jednak znów coś jest w nim nie tak. Znów w tle słychać nowe instrumentarium, jakieś plemienne bębny rodem z Afryki, które nie rzucają się w uszy przy pierwszym przesłuchaniu, jednak to one dodają ciekawej przestrzeni dźwiękowej utworowi "Lost?".

A to dopiero dwa z dziesięciu utworów na nowej płycie Coldplay, gdzie niby jest tak jak można by się spodziewać, jednak ciągle znajdujemy jakieś niespodzianki. To właśnie o tym wspominał przed premierą Chris Martin. Zespół zmienił producenta na znanego kompozytora Braina Eno. I jak to bywa w obecnych czasach, wpływ realizatorów na kształt albumów jest ogromny. Udziałowi Eno w tworzeniu "Viva la Vida..." na pewno zawdzięczamy to ubogacenie instrumentarium, dodanie tego folkowego charakteru w większości utworów. Najlepiej słychać to w utworze "Yes", w którym słychać swoistą etniczną solówkę. Brzmi świetnie, nie jest zagrana na siłę, nadaje niesamowitego klimatu tej piosence. Odpowiednio dawkując specyficzny sposób grania zespołowi, który wcześniej nie eksperymentował w ten sposób, uzyskujemy całkiem nową jakość, w której jak dla mnie, Coldplay całkowicie się odnalazł.

Można jednak zapytać, czy Chrisowi Martinowi i spółce skończyły się pomysły, że musieli wspierać się na aż tak dużej osobowości muzycznej? Przecież na tym albumie nie ma hitów na miarę "Clocks, In My Place, The Scientist", czy "Fix You". Bo czy można nazwać przebojem czwarty w kolejności na płycie utwór "42", który gwarantuje, mimopoczątkowego lirycznego charakteru, odrobinę rockowego zgiełku? Czy następny "Lovers in Japan" z ciekawą melodią, idealną do samochodu, którym mkniemy gdzieś przed siebie np. na wakacje. To nie jedyne utwory o żywszym rockowym zacięciu. Na uwagę zasługują jeszcze "Yes" i "Violet Hill". Ten pierwszy rozbity na dwie części, z czego pierwsza jest bardzo ciekawa, rozkłada się emocjonalnie, gdzie w końcówce niestety, i to jeden z moich niewielu zarzutów, nieco rozmywa napięcie. Ciekawiej brzmiałby, gdyby został zagrany w całości. "Violet Hill" to pierwszy singiel z tej płyty, piosenka zupełnie niesinglowa, w każdym razie jeśli chodzi o poprzednie wybory Coldplay na utwory promujące. Najbardziej zaangażowana politycznie, pod względem tekstowym, najcięższa na całej płycie, na szczęście z chwytliwą melodią.

"Viva la Vida..." jest całością, każdy utwór stanowi ważną część tej muzycznej konstrukcji, która jest złączona muzyczną klamrą, otwierający "Live in Technicolor" jest oparty na tym samym motywie co zamykający "Death And All His Friends", będący pełniejszym rozwinięciem tego pierwszego. Jeszcze chwilę o samym haśle - "Niech żyje życie". Muzycznym zobrazowaniem tego jest utwór o takim samym tytule. Najbardziej optymistyczna piosenka z piękną melodią (ewidentnie słychać starego dobrego, sprawdzonego Martina), którą można zanucić już po pierwszym przesłuchaniu. To jest prawdziwy hołd oddany światopoglądowi optymistycznemu, pełnemu nadziei.

Nie wiem, czy jakakolwiek piosenka ma szanse na dłuższe zaistnienie na liście przebojów. Po głębszym zastanowieniu, przesłuchaniu jeden wniosek zaczął pojawiać się w mojej głowie. No właśnie to jest siła tej płyty! Nie ma na niej hitów! Dla mnie jest to świadectwo dojrzałości zespołu. Nagrali płytę spójną, która jest przemyślaną całością. Po raz pierwszy coś takiego można powiedzieć o płycie Coldplay. Oczywiście, nie twierdzę, że poprzednie trzy płyty nie byłe spójne i nierówne, ale obecność kilku wielkich hitów nieco zacierała odbiór wszystkich piosenek. W przypadku "Vivy..." jest odwrotnie. Brak przebojów - największą siłą Coldplay. Nie zostajemy nasyceni np. w połowie słuchania albumu, czekamy co się stanie dalej i z tym lekkim niepokojem trzeba trwać aż do samego końca. Co ciekawsze, po pierwszym zapoznaniu się z zawartością płyty na ogół zostaje pewne niezaspokojenie, jednak coś sprawia, że włączamy to wszystko jeszcze raz. I tak włączamy i włączamy, i włączamy, i nim się zorientujemy słuchamy nowego albumu "Viva la Vida..." cały dzień.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

Tak. Ta płyta jest zupełnie inna niż pozostałe i częściowo zgadzam sie z Twoją recenzją dlatego jestem na plus:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Również nie mogę doczekać się Twojej polemiki Tomku:P

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomek, napiszesz swoją?:)
nie mogę się doczekać:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Płyta z gatunku tych, które wymagają czasu.

Recenzja dobra, choć nie z wszystkimi wnioskami się zgadzam. Aczkolwiek także jestem na plus. Zatem - chętnie podejmę polemikę. Za czas jaki :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

btw. dziś w trójce dzień z Coldplay

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak jak przewidziała Ola Kaczkowska, płyta wywoła skrajne oceny. Od gorącego przyjęcia przez entuzjastów Coldplay, do chłodnych, nie pozostawiających suchej nitki recenzji. Mi się podoba, więc daje plusa;D

Komentarz został ukrytyrozwiń

to bardzo dobrze Klaro:P

Komentarz został ukrytyrozwiń

ja tam nie daję żadnych minusów;] to głupie;>

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pozycja recenzenta jest najciekawsza, nic nie tworzysz, nie narażasz się na krytykę:)
Chyba, że piszesz na w24, wtedy zawsze można dostać minusa;p

Komentarz został ukrytyrozwiń

aha plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.