Facebook Google+ Twitter

(Nie)dobra robota Hancocka!

"Są bohaterowie, są superbohaterowie no i jest… Hancock". Pijaczek, bez własnego miejsca na ziemi z nadprzyrodzonymi zdolnościami. Ratuje ludzi, przy okazji niszcząc wszystko w około. Ludzie go nienawidzą.

Tak w skrócie można przedstawić tytułowego bohatera nowego filmu Petera Berga.

Zdjęcie ulotki promującej film i biletu. / Fot. Patrycja CychnerSpoglądając na obsadę możemy spodziewać się dobrego filmu. Mamy nadzieję, że pieniądze, którymi zapłaciliśmy za bilet do kina nie pójdą na marne. Czytamy: Will Smith, Charlize Theron. Oczekiwania są spore. Po pierwszych minutach filmu nikomu nawet przez myśl nie przejdzie wyjście z sali. Od początku sporo akcji, efekty specjalne i trochę humoru. Superbohater w nowej wersji – według mnie – strzał w dziesiątkę. Większość ma już dość Batmana, Spidermana czy Terminatora, których co chwilę widzimy w kinie albo w telewizji. Powstał nowy superbohater, na szczęście, kompletnie inny. Lubi sobie popić, nie przejmuje się tym, co ludzie mówią, po prostu żyje sobie w świecie, w jakim przyszło mu się urodzić.

Dobra dawka efektów i humoru sprawia, że film od początku się podoba. Mało kto na sali przewidział dalszy ciąg historii. Bardzo dobrze z rolą poradził sobie Will Smith. Gburowaty, leniwy pijaczek – identyczny widok jak na niektórych polskich ulicach, pod barami z piwem czy dworcach. Niestety dość szybko Hancock trafia na swojego wybawcę, który sprowadzi go na dobrą drogę. Ray Embrey (Jason Bateman), po uratowaniu przed zmiażdżeniem go przez pociąg, postanawia pomóc głównemu bohaterowi w staniu się ulubieńcem tłumów. Próba zmiany samego siebie w tym filmie rzeczywiście bawi. Will Smith uczy się mówić "dobra robota", co przychodzi mu z wielkim trudem, stara się być miły, panować nad sobą. Póki Hancock przechodzi przemianę jest jeszcze ciekawie, ale po pewnym czasie film zamienia się w banalną historyjkę, która tradycyjnie musi skończyć się happy endem. Przyznam szczerze, miałam nadzieję, że choć jeden z „dobrych” bohaterów odejdzie do lepszego świata. Wtedy film w końcu zakończył by się inaczej niż większość pozostałych. Niestety, jak zwykle superbohater znajduje wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji, aby uratować życie innym, a widz opuszcza salę kinową z niedosytem.

Zdjęcie ulotki promującej film. / Fot. Patrycja CychnerSporo czytałam o przeróbkach jakie były wprowadzane w filmie. Podobno scenariusz Vincenta Ngo przeszedł sporo przemian. Szkoda, że producenci wybrali taką, a nie inną drogę w powstawaniu filmu. Główny bohater chlał, bluźnił, miał wszystko gdzieś i można było dłużej pociągnąć ten wątek, lecz niestety to, co najbardziej przyciągało widzów szybko odeszło w zapomnienie. Pierwsza część "Hancocka" jest bardzo dobra, ale kiedy przemiana wewnętrzna głównego bohatera wchodzi w główną fazę, film traci tempo. Przestaje bawić, zaczyna trochę nudzić. Zamienia się w zwykłe kino familijne, którego na pewno nikt nie oczekiwał wybierając się na film akcji. Szkoda, że po dobrym początku, w dalszej części film stracił swój urok.

"Hancock" zdecydowanie nie sprostał moim oczekiwaniom, ale również nie żałuję wydanych pieniędzy. Spodobał mi się pomysł na film, na przedstawienie głównego bohatera, pomysł na historię. Nie do końca dobrze zrealizowany, ale chociażby dla pierwszej części warto było iść. Słowem plus. Jak zwykle dobry Will Smith na dokładkę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.