Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

96345 miejsce

Niekonstytucyjny list otwarty

To jest list nie tylko do do pani Pawłowicz, do pana posła Gowina i do reszty tych, którzy odmówili, między innymi, i mnie w sobotę jednego z podstawowych praw obywatelskich. To jest list także do wszystkich ich wyborców.

W Internecie osoby, których sobotnie żenujące głosowanie w Sejmie nad wiadomą ustawą, zabolało najbardziej, organizują się na różny sposób. Zaproponowano mi wysłanie listu do tych z parlamentarzystów, którzy uzurpują sobie prawo do dzielenia miłości na tę lepszą, bardziej wartościową i na tą gorszą, czy jak wolą niektórzy-jałową.
Pomyślałam jednak, że te słowa, które krążą w mojej głowie nie mogą być odczytane tylko przez wyżej wymienionych posłów na ich słynnych już iPadach. Bo to, co chcę powiedzieć powinien przeczytać każdy ten, kto wybrał swym głosem tych ludzi do Sejmu RP. Każda pojedyńcza osoba.

W debacie o związkach partnerskich lub o homoseksualizmie, wszyscy chętnie powołują się na statystyki (patrz: Maria Czerw). Ale ja zawsze wolałam żywego człowieka, realne problemy i codzienne życie. Bo to tego wszystkiego dotyczy ta debata. Nie słupków tworzonych przez kolejnego naukowca, a żywych ludzi. Ludzi, którzy mają uczucia, mają emocje i mają problemy. A tych ostatnich nie rozwiążemy pisząc kolejny elaborat naukowy. Statystyki zabijają żywego człowieka. Nie chcę być którąś z rzędu cyferką w wyliczeniu. I nie chcę być przedmiotem kolejnych badań, których wynikami będzie można się później przerzucać w studiu telewizyjnym, czy na forum internetowym-choćby i tu, na W24. Mówicie o "liczbie homoseksualistów", przekrzykujecie się na temat "odsetek rozpadów związków homoseksualnych", opowiadacie o "bezużyteczności związku dwóch facetów lub kobiet" i rzucacie obelgami o "pedałach, lesbach i zboczeńcach", którzy są tylko "marginesem społeczeństwa, który nie jest realnym problemem Polski." / Fot. Guanaco/Wikipedia

Może i jestem marginesem. Mogę zgodzić się także co do tego, że dla Polski jako kraju samego w sobie, problem związków partnerskich faktycznie nie stanowi palącego problemu. Stanowi go jednak dla mnie. I dla setek tysięcy innych Polek i Polaków. Takich samych jak Wy-płacących podatki i biorących na siebie wszystkie pozostałe obowiązki obywatelskie.

Polskę opuściłam już 7 lat temu. Również dlatego, że nie bardzo miałam pomysł, jak w niej ułożyć mam sobie życie-jako lesbijka.
W związku stałym jestem od 4 lat. Ze swoją partnerką byłam wpierw przez długi okres czasu w związku na odległość, bo i ona pochodzi z Polski. Przyjechała do Niemiec dla mnie. Mieszkamy razem, cieszymy się naszym szczęściem i naszą miłością nie mając jakichś szczególnie dużych trosk. Ale co jakiś czas przychodzi ta myśl: a co jeśli..?
A co jeśli jedna z nas kiedyś nie spojrzy przed przejściem przez ulicę w tą stronę, w którą powinna była? A co jeśli w szpitalu będzie trzeba podjąć ważną decyzję, której-miejmy nadzieję-żadna z nas nigdy podejmować nie będzie musiała? Jak przekonać świat o tym, że ta której decyzja będzie dotyczyć, chciałaby by prawo do niej miała ta druga z nas..?
Jak wywalczyć prawo do decyzji o pochówku, o spadku..? Jak wywalczyć prawo, które wydaje się dla każdego tak naturalne, tak oczywiste?

Na ustawę o związkach partnerskich czekamy od pewnego czasu. Mieszkamy obie w Niemczech, nie wybieramy się z powrotem do Polski. Ale projekt tej ustawy na terytorium Polski jest dla nas równie ważny, jak dla każdej lesbijki i geja, który w niej mieszka. W kraju jesteśmy często. A Polska nie uznaje związków partnerskich zawartych poza granicami swojego terytorium.
Moja i mojej partnerki miłość, która tu-w Niemczech-może być całkowicie legalna i honorowana przez państwo, w Polsce ponownie stanie się "niekonstytucyjna". Akt zawarcia związku partnerskiego, który wystawiony zostanie przez berliński urząd stanu cywilnego, w Polsce stanie się automatycznie tylko egzotyczną pamiątką z Zachodu. Wystarczy bym wyszła z domu, pojechała 3 stacje metrem na dworzec i tam wsiadła w dowolny pociąg w kierunku wschodnim. Po 2 godzinach moja miłość znów będzie nielegalna, "nieestetyczna", "bezużyteczna", a moja partneka wobec mnie-nikim innym, jak tylko współlokatorką...

Pomyślałyśmy-dobrze, w takim razie zrobimy inaczej. Zawrzemy związek w Niemczech, jedna z nas przyjmie nazwisko drugiej. Jeśli którejś z nas stanie się coś na terytorium Polski-wspólne nazwisko wiele pomoże. Nie pierwszy raz okaże się, że w naszej "kochanej ojczyźnie" bardziej opłacalne jest kłamać i pluć wokół siebie hipokryzją, niż pozostać uczciwym. Wspólne nazwisko połączone z "drobnym" kłamstwem, co do stopnia naszego pokrewieństwa pozwoli nam chociaż uzyskać informację w szpitalu. W razie czego-chociaż tyle...
Tylko, że tu pod nogami pojawia się kolejna kłoda: o ile zamiłowanie do aktów prawnych i wszelkich świstków urzędowych objawia się w stopniu niesamowicie intensywnym, kiedy trzeba odrzucić ustawę o "jałowej miłości"-zasłaniając się Konstytucją, o tyle w drugą stronę nie działa to już tak płynnie niestety... Nazwisko partnerki mogę w Niemczech, owszem, przejąć-ale nikogo w Polsce to nie obejdzie. Egzotyczna pamiątka z Niemiec w postaci aktu zawarcia związku partnerskiego nie będzie przekonująca, jako uzasadnienie wniosku o zmianę nazwiska. W końcu przepisy ustawodawcze mówią wyraźnie: Polska nie honoruje związków partnerskich zawartych poza granicami... i tak dalej, i tak dalej. Ponownie przepis ponad człowiekiem. Ponownie słupki, wykładnie i ustawy.
A naprzeciw my-margines, który dla Polski nie stanowi "palącego problemu"...

Nie pozostaje nam nic innego, jak zawrzeć związek w tym kraju, w którym istotne jest to nie kogo się kocha, a czy kocha się w ogóle. I liczyć na łut szczęścia, iż w Polsce nigdy nam ten "dowód miłości" nie będzie potrzebny.
Skoro nie chcecie nam dać prawa do legalnego szczęścia, to trzymajcie choć za nas kciuki, by to nielegalne nam dopisało...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (121):

Sortuj komentarze:

bardzo dobrze napisany manifest. pokazuje że jeszcze w Polsce są osoby wykluczone. Dziękuję Olu w ich imieniu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Użyłem historii Madzi z Sosnowca jako argumentu, że klasyczna rodzina w opozycji do związków jednopłciowych nie gwarantuje dziecku bezpieczeństwa.
Być może przykład trochę niefortunny...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli idzie o ustawę we Francji, to wspólna adopcja przez małżeństwa homoseksualne jest dozwolona, właśnie poprzez sobotnią regulację. To, czego nie ma to dopuszczalność metody in vitro dla przyszłych rodziców, którzy są tej samej płci. Ale partia rządząca już zapowiedziała, że i to niebawem zmieni i już zaczyna pracować na odpowiednią ustawą ten problem regulującą.
Uważam, że do takiego stanu rzeczy dojdzie i w Polse. I uważam również, że skoro ta droga od zwiazków partnerskich po pełne uprawnienia sprawdziła się w tak wielu krajach to i Polska powinna nią podążyć, bo jak widać - jest skuteczna. W ten sposób zaczynała właśnie Francja, Norwegia, Holandia, Dania...

A co Madzia z Sosnowca ma do naszej dyskusji to już całkowicie nie rozumiem... Tragedii rodzinnych w PL jest tysiące, a wszyscy zajmują się sztucznie rozdmuchaną przez media i samą matkę dziecka historią Madzi. Cały szum medialny sprawie bardziej zaszkodził, niż pomógł. I to, czy rodzina będzie dobrze funkcjonowała i czy będzie dla dziecka tym, czym powinna być nie jest zależne od tego, czy dziecko ma ojca i matkę, czy dwie matki lub dwóch ojców. To nie płeć wychowuje, a człowiek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do tej rejestracji nie wystarczy ustawa o związkach partnerskich. We Francji od takiej ustawy do wczoraj, gdy zmieniono konstytucyjną definicję małżeństwa upłnęło chyba 11 lat, a i tak nie dopuszczono do wspólnej adopcji...
Nie mnie się wypowiadać o przewagach Pani rodziny nad moją, jestem pewien, że mała Madzia z Sosnowca żyłaby, gdyby miała dwie mamy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

No ja właśnie o tym mówię: chcę moją przyszłą rodzinę zarejestrować.
w czym tam założona przeze mnie będzie gorsza od rodziny choćby Pana, Panie Arkadiuszu?

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Większość młodych par, które znam zostaje małżonkami bo dziecko się urodziło albo jest w drodze - a nie odwrotnie."

Może dla dzietności pomaga się samotnym matkom, a strukturalnie wspiera się zarejestrowaną rodzinę?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie bardzo wiem czemu niby prokreacja miała by = małżeństwo? Większość młodych par, które znam zostaje małżonkami bo dziecko się urodziło albo jest w drodze - a nie odwrotnie. Młode małżeństwa, które znam rzadziej mają dzieci niż pary żyjące przez lata "na kocią łapę". Gdyby było coś takiego jak rejestrowane związki partnerskie, to ludzie i mieli by dzieci i żyli by razem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Arkadiusz Gębka

/Chodzi o promocję zachowań prokreacyjnych/

Jak widać, dotychczasowa promocja do zachowań prokreacyjnych Polaków nie zachęca.

Ciekawe, co by zachęciło, jak Pan myśli ? Samochód za pierwsze dziecko, a dom za drugie ? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arkadiuszu,
musi Pan zrozumieć jedno: jeśli będziemy rozpatrywać przywileje obywatelskie tylko na zasadzie promocji postaw prokreacyjnych, to idąc dalej logicznie: musimy zabrać prawo do ślubu parom bezdzietnym. Bo skoro one dzieci mieć nie mogą, a ja ze swoją partnerką również w ciążę nie zajdę, to nie różnimy się absolutnie niczym.

I raz jeszcze powtarzam: to, że jestem lesbijką nie czyni mnie bezpłodną. Tak, jak kobieta, której partner jest przykładowo bezpłodny w ciąże może zajść metodą in vitro, tak i teoretycznie mogę zrobić to ja.

I na dziecko być może sie niektóre pary homoseksualne nie zdecydują, bo będą się bać że w razie śmierci biologicznego rodzica, ten drugi zostanie na lodzie całkowitym. Także zalegalizowanie związków homoseksualnych też może promować postawę prokreacyjną. Ja bałabym się zdecydować na ciążę, gdybym żyła w kraju, w którym moja partnerka do tego dziecka nie będzie miała praw. A, że żyję w Niemczech, gdzie moja dziewczyna będzie miała do dziecka owego prawa rodzicielskie, to posiadanie dzieci planuję, i to zdecydowanie.

Pomijając już fakt, że dawanie przywilejó tylko ze względu na dzietność, czy też nie - przypomina bardzo mocno retorykę pani Pawłowicz o "użyteczności społecznej", od której już bardzo niedaleko do bardzo ekstremalnych pomysłów politycznych, o których nawet strach pomyśleć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z tym budżetem to nie tak, że na coś wystarczy, a na coś innego nie. Chodzi o promocję zachowań prokreacyjnych.
Nie wiem jak to jest w bogatej Francji, która innymi ułatwieniami stworzyła korzystne warunki dla wzrostu dzietności.
Zapewne nie są to podatkowe ułatwienia dla związków heteroseksualnych, gdyż dzisiaj zmieniono tam artykuł konstytucji i otwarto drogę dla małżeństw homoseksualnych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.