Facebook Google+ Twitter

Niełatwo "zrobić sobie raj". Po premierze Kasi Adamik i Olgi Chajdas

„Ta sztuka będzie na luzie, niewymuszona, podpatrzona, czeska. Z humorem, bo humor jest najważniejszy. W końcu jesteśmy w Czechach”. Tyle przedpremierowa zapowiedź. Szkoda, że w spektaklu „Zrób sobie raj” w reżyserii Kasi Adamik i Olgi Chajdas, przygotowanym na motywach książki Mariusza Szczygła, nie udało się tych obietnic dotrzymać.

 / Fot. Krzysztof Bieliński, mat. Teatru StudioPrzedstawienie Adamik i Chajdas w Teatrze Studio nie jest „na luzie”, niczego wnikliwie nie podpatruje i nie przenosi widza w czeskie klimaty. Odtańczony hymn państwowy, piosenka Vondráčkovej i hokeiści w tle, to za mało, żeby „zrobić sobie Czechy” na scenie. Pierwsza wspólna produkcja Teatru Studio i Instytutu Reportażu, jaką jest "Zrób sobie raj", niestety nie należy do udanych.

Przeniesienie tekstu reportażowego na scenę z założenia jest dość karkołomnym zadaniem, ale z pewnością nie niemożliwym, o czym świadczą choćby przykłady adaptacji „Gottlandu” Szczygła w Czechach. By się to jednak udało, trzeba mieć pomysł: na scenariusz i na reżyserię. Bez tego, nawet najszczersze zamiary, o których mówiły autorki spektaklu, nie wystarczą.

We wstępie do swego reporterskiego zbioru Szczygieł wyjaśnia, że napisał książkę „o sympatii przedstawiciela jednego kraju do drugiego”. Książkę, która „nie musi niczego odzwierciedlać, obiektywizować, syntetyzować, która nie rości sobie pretensji do niczego”. A co najważniejsze, powstała - jak mówi autor - bez „napinania się”. I w tym tkwi sukces tego zbioru. Szczygieł, choć czasem się dziwi Czechom, to ich kocha, przygląda się, pyta, ale nie analizuje, nie moralizuje, nie wartościuje. Podczas gdy reżyserki spektaklu już tak, w sposób nieznośnie patetyczny i właśnie „z napinaniem się”. Mógł się więc Mariusz Szczygieł zdziwić, oglądając spektakl, w którym z jego książki został jedynie tytuł. I nie usprawiedliwia tej sytuacji fakt, że „to spektakl na motywach, impresja i collage i już same nie wiemy co to jest ” – jak mówiły w telewizyjnym wywiadzie Adamik i Chajdas.

Autorki spektaklu, zainspirowane lekturą reportaży Szczygła (zwłaszcza fragmentem o urnach, których nie odbierają bliscy zmarłych) wyszły z założenia, że demonstrowany i propagowany przez Czechów ateizm, to tylko poza, ich
życie jest de facto smutne. By dowieść tezy, Adamik i Chajdas dość swobodnie wykorzystały kilka wątków i postaci, które wplotły w „historię krematoryjną”, rodem z sennego koszmaru (choć może częściowo z „Palacza zwłok” Fuksa, a częściowo z pisarstwa Hrabala). Niestety w efekcie dostaliśmy siermiężne widowisko i sceniczną wydmuszkę. Sporo w niej, z jednej strony rechotu, zamiast dowcipu, a z drugiej: frazesów, nadęcia, silenia się na psychologiczną wiwisekcję nieszczęsnych Czechów i to wszystko przy udziale, a jakże, „wielkiego krematora” - Polaka Romana (Redbad Klijnstra), który po metafizycznym poletku ma się poruszać sprawniej niż Czesi. Polak w ogóle jest jakiś „lepszy”, mądrzejszy, uprawniony do moralizowania.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.