Pozycja materiału w rankingach:
Krakowscy przewodnicy skarżą się na nieuczciwą konkurencję. Ludzie nielegalnie oprowadzający wycieczki i prywatnych turystów zabierają im chleb i opowiadają turystom bzdury. Straż miejska rozkłada ręce.
- Nie możemy nic zrobić, dopóki nie dostaniemy zgody marszałka województwa - tłumaczy komendant Janusz Wiaterek. Żeby móc legalnie oprowadzać turystów po Krakowie, trzeba mieć zezwolenie wydane przez marszałka.
Poprzedza je ciężki egzamin ze znajomości historii i zabytków miasta. Niektórzy skracają sobie jednak drogę - na krakowskich ulicach coraz częściej można spotkać oprowadzających bez charakterystycznych, dużych plastykowych identyfikatorów.Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Lech Rugała 14.01.2008 16:13
Proponuję zmianę prawodawstwa i likwidację państwowych uprawnień przewodnickich i całej związanej z nimi biurokratyczno - urzędniczej otoczki oraz zniesienie absurdalnego wymogu obowiązkowego korzystania na terenie Polski z przewodników i pilotów wycieczek przez grupy. Jeżeli organizator turystyki będzie chciał w danej miejscowości pokazać coś więcej, to i tak skorzysta z usług miejscowego przewodnika. Można natomiast dopuścić obowiązek oprowadzania przez miejscowego przewodnika tylko w obiektach zamkniętych jak muzeum czy zabytkowy kościół. Wśród przewodników górskich - pozostawić tylko obowiązkowych przewodników w Tatrach i wyłącznie na niektórych szczególnie eksponowanych szlakach typu Orla Perć, na trasach wspinaczkowych czy w ekstremalnych warunkach zimowych.
Rusza akcja wolne przewodnictwo. Szczegóły na blogu ->
http://wolneprzewodnictwo.blog.pl
Bardzo ciekawa jest też wypowiedź pt. "Przewodnicy i i paranoiczny paternalizm" na blogu Łukasza Warzechy, komentatora dziennika "Fakt" ->
http://www.lukaszwarzecha.salon24.pl/10851,index.html
Luba Miedwiediewa 11.05.2007 08:27
Bardzo mi bliski i dotkliwy temat! Z jednej strony, to wladze miasta chca zeby przewodnik byl wizytowka miasta, dlatego musi miec historie w malym palcu. Z drugiej strony przewodnik ma przed soba grupe czasem zmeczonych podroza turystow co czesto nie maja pojecia o historii miasta do ktorego przyjechali, ale bardzo chca te historje poznac. I tu zaczyna sie dramat przewodnika, bo musi wykladac historie, ale jednoczesnie musi robic to tak, zeby "chwycilo za serce". Ale nie kazdy przewodnik zawodowy jest do tego zdolny. Krakow kocham z calego serca, nigdy nie mam dosc tego miasta. Pamietam, ze pewnego dnia odbyl sie tam wspanialy koncert z utworow Okudzawy. Ale w tym koncercie obok kosciola Mariackiego zabraklo piosenki Okudzawy, natchnionej tworczoscia Agnieszki Osieckiej i historia hejnalu, a przeciez byla by tak na miesjcu! I przy mnie zaden przewodnik, opowiadajac Rosjanom o hejnale, nie zacytowal tego pieknego wiersza, z ktorego az bije cieplo i podziw dla Polski. Scisle fakty historyczne czesto nudza... :-)
I prosze nie miec za zle milosnikom Polski, co sa pewnie w kazdej grupie turystycznej, ze pragna podzielic sie wiedza z towarzyszami podzrozy. To co powiem dalej, prosze nie uwazac za reklame, po prostu musze wyrazic gdzies swoj podziw dla Kola Przewodnikow Malborskich, co opracowalo wspanialy system dostosowania sie na miejscu do kazdej grupy. Patrza, z kogo grupa jest zlozona, i od razu wiedza, co beda robic i co mowic. Moje synowie ( w grupie bylo sporo dzieci) do dzis dnia pamietaja, jak pani Jadwiga Chylinska wsadzila je do lochow, zeby na wlasnej skorze poczuli to samo co rycerze tam wiezione, a wypuscila dopiero gdy wyrecytowali nazwy plemion co kiedys byly na tych ziemiach! :-) To byla dla nich najwspanialsza przygoda! Oby wiecej bylo takich przewodnikow.
Lech Rugała 12.04.2007 09:15
Po pierwsze argumenty, na które powołuje się lobby krakowskich przewodników są mało przekonujące bowiem zdarza się, i to nierzadko, że zawodowi przewodnicy uprawnieniami i licencjami ględza, nudzą i plotą nawet o wiele gorsze bzdury. Po drugie nie przesadzajmy, bo turystyka to nie jest obowiązkowa lekcja ani wykład naukowy po którym zdaje się egzaminy. Po trzecie przodownicy i instruktorzy PTTK nie maja uprawnień państwowych i licencji, a przewodnikom zawodowym nie rzadko nie tylko, że nie ustepują, ale - co w tych trudnych dla turystyki czasach może wydawać się niepodobieństwem - dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem - za darmo. Po czwarte nie uważam za rozsądne aby wzorem Krakowa wprowadzac w Polsce bezprawnie cenzurę i domagać się podobnej samowoli władz lokalnych, które nakazują karać ludzi, a zwłaszcza cudzoziemców np. za czytanie przewodnika wydanego w ich kraju i w ich języku. Idąc dalej tą drogą może wprowadzić zakaz wydawania i sprzedaży przewodników by ciemny lud nie miał możliwości pozyskania podstawowych informacji o zwiedzanych obszarach i obiektach, aby tylko przewodnicy z uprawnieniami państwowymi posiedli patent na wiedzę krajoznawczą o danym mieście?
Tu jest link z wykładnią prawa europejskiego => www.europarl.europa.eu/meetdocs/2004_2009/documents/cm/623/623427/623427pl.pdf
Zgodnie z dyrektywami unijnymi obowiązek zatrudniania przewodnika z miejscowymi uprawnieniami przewodnickimi został ograniczony do obiektów zamkniętych jak muzeum, galeria sztuki czy skansen budownictwa regionalnego. Natomiast na drogach publicznych i obszarach otwarych, a do takich należą centra miast, mogą oprowadzać osoby nie posiadające miejscowych uprawnień przewodnickich
Wygląda na to, że lobby przewodników państwowych chce po prostu odwrócić w ten sposób uwagę od prawdziwego problemu. Według informacji z pewnych zaufanych źródeł około 60% wycieczek obsługują przewodnicy z uprawnieniami państwowymi i wszelkimi mozliwymi licencjami nie podpisując umowy i nie wystawiając faktur. I to faktycznie jest szara strefa. Tyle, że o tym się milczy bo mało kto jest zainteresowany rozwiązaniem tego problemu.
Jolanta Paczkowska 12.07.2006 08:43
Ależ ten problem istnieje chyba na całym świecie - to turysta decyduje, czy płaci mniej i ryzykuje, że zostanie poinformowany niefachowo. W Krakowie Rosjanie, a Polacy...hmm, gdzie ich nie ma?
Tomaszewski zawieszony ! Teraz:"Hulaj dusza piekła nie ma"!
(odsłon: +2202)