Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

141117 miejsce

Niemcy - kraina absurdu, czyli ciąg dalszy

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-11-10 20:08

Przystępując do pisania pierwszego felietonu "Niemcy-kraina absurdu" liczyłem na konstruktywną polemikę. Nie pomyślałem jednak, że w dobrym tonie jest pojeździć sobie po "świeżaku" jak po łysej kobyle...

Przystępując do pisania felietonu Niemcy - kraina absurdu liczyłem na konstruktywną polemikę. Nie oczekiwałem peanów pochwalnych, bo jak wiemy opinia jest jak pupa - każdy ma swoją.
Zastanawia mnie jednak treść komentarzy niejakiego pana Pisuli. Pozwolę więc sobie na małe uzupełnienie tego felietonu.

Drogi panie, nie jestem przekonany, że przeczytał go pan do końca. Jest pan gotów składać doniesienie do prokuratury w sprawie nieszczęsnych garnków, sprzedawanych przez pokolenie emigrantów bliższych wiekiem panu niż mnie samemu, natomiast w żaden sposób nie kłują pana w oczy opisane machlojki w kwestii handlowania stalą i sprzedawania jej następnie z etykietą "Hergestellt in Deutschland" przez niemiecką firmę.

Nie kłuje pana w oczy absurdalne zachowanie aptekarki, za to niezwykle bulwersuje fakt możliwości wyciągania ze skrzynki pocztowej korespondencji. Już raz musiałem udowadniać niemieckim urzędnikom, że nie jestem wielbłądem, gdy nie doszła do mnie ich korespondencja.
Kilka dni później otrzymałem telefon z informacją, że zostanie na mnie nałożona grzywna z uwagi na brak osobistego stawiennictwa pomimo pisemnego wezwania. Nie pomogły tłumaczenia, że nic takiego w swej skrzynce nie znalazłem. Pani urzędniczka z właściwą panu, panie Pisula logiką oznajmiła mi, że każde pismo wysłane przez ich instytucję jest traktowane jako doręczone i gdyby nie pomoc adwokata musiałbym zapłacić kasę w imię "niemieckiego porządku".

Wielu moich znajomych Niemców potrafi z ironią w głosie mówić o osławionym "niemieckim porządku" i "niemieckiej jakości" produktów. Oni sami coraz częściej kupują japońskie samochody. Oni sami chętniej kupują polskie warzywa, owoce czy też osławioną Krakauer Wurst. Oni sami ukuli powiedzenie "Bring - mich - Werkstatt" na określenie samochodów marki BMW.

Ja sam kupiłem japoński telewizor w monachijskim Media Markt, jednakże mojemu zdziwieniu nie było końca, gdy po wyjęciu go z pudła ujrzałem na nim tabliczkę "made in Poland".

Coś mi się wydaje, że jest pan bardziej "niemiecki" od niejednego znanego mi Niemca. Deklaruje pan polskość, a ja nie wiedzieć czemu odnoszę wrażenie, że z pańskiego nazwiska kiedyś zniknęła polska litera "Ł" przysparzająca Niemcom sporych problemów w wymowie. Twierdzi pan, że to dzięki osobom mojego pokroju, Niemcy uważają Polaków za złodziei i oszustów. Nigdy w stosunku do nieznanej mi osoby nie zdobyłbym się na takie porównanie, ale przypomnę, że to właśnie pańskie pokolenie przyjeżdżających do Niemiec bez podstawowej znajomości języka we wczesnych latach osiemdziesiątych polskich azylantów zapracowało sobie na taką a nie inną opinię...

Pani Jadwiga Kowalczyk użyła w komentarzu określenia "polski porządek". I tak sobie myślę, że w tej kwestii mógłby szanowny oponent mnie niejednego nauczyć.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (24):

Sortuj komentarze:

lktwekc
  • lktwekc
  • 13.07.2011 22:45

RJ1Kv1 <a href="http://hduuoyglxzaj.com/">hduuoyglxzaj</a>, [url=http://qjtwlqjsirta.com/]qjtwlqjsirta[/url], [link=http://tmqstgjienrn.com/]tmqstgjienrn[/link], http://owmobqfswelw.com/

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.11.2009 22:15

Panie Pisula! A w czymże byłem nieuprzejmy pisząc do Pana na priv? Wyjaśniłem jedynie pokrótce kim jestem i w jakich okolicznościach wylądowałem na emigracji. Poprosiłem też grzecznie, że "osobistych wycieczek sobie nie życzę"... Może być pan spokojny - z panem akurat dyskutować nie zamierzam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.11.2009 20:08

Pani Barbaro. Ten w moim mniemaniu nonsens z tytułami tzw "szlacheckimi" typu Graf itp. jest wiecznie żywy - jak towarzysz Lenin.:))) Nie zgadzam się zaś z twierdzeniem, jakoby Niemcy w kwestii kultury i wykształcenia oddawali nam pełne honory. Mój znajomy, z zawodu specjalista mechanik precyzyjny który niejako "zjadł zęby na emigracji" (18 lat) i w swoim zawodzie przez kilka lat pracował w Polsce, przez 3 lata musiał pracować przepraszam za wyrażenie jako zwykły "cieć" na taśmie produkcyjnej zanim Niemcy uznali jego dyplom. Teraz na szczęście zaczyna się to powoli zmieniać, choć i dziś można spotkać się z pytaniem czy pański dyplom jest uznany w Niemczech??? Wkurza mnie jedynie fakt, że Polska w stosunku do obcokrajowców jest taka "czołobitna" zamiast - rzecz jasna w ramach odwetu stosować "zasadę wzajemności"...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie zapomnę, jak na studiach, jeszcze w PRL, na pierwszym roku, opiekunka roku powiedziała :tytułujcie wszystkich pracowników uczelni, często jest to prawie wszystko, co mają.

Pani Barbaro, ale duch Urzędnika, który widzi w petencie przestępcę, pozostał mimo 20 lat. Czy to nie dziwne? A juz bynajmniej nie dziwią odruchy obronne...

Komentarz został ukrytyrozwiń

A tu akurat się z Panem zgodzą Panie Adrianie. W sprawie kompleksów. Otóż , być może pan wie, ale inni nie, że w dowodzie osobistym jak i w paszporcie niemieckim można sobie wpisać swoje tytuły. Dr , profesor, Książe Graf czy baron Freiherr, Ba! znam nawet osobę. widziałam ma w dowdzie osobistym Dr Dr. bo ma dwa doktoraty, Nawet gdy wykupuje Pan biltet na DB.( kolej) internetowo, to jest rubryka do wpisania tytułu.
Niemcy mają uznanie dla kultury i dla wykształcenia i my Polacy nie musimy mieć kompleksów. Zapewniam Pana, że oddają nam pełne honory pod tym względem. Mnie się wydaje , że kompleksy sami sobie wmówili ludzie, którzy odczuwają brak czegoś. Niestety i głównie są to ekonomiczne ze strony polskiej,a właśnie wykształcenia( i podobno nawet urodzenia) ze strony niemieckiej.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.11.2009 18:03

I jeszcze małe uzupełnienie: Felieton miał na celu pokazanie, iż my Polacy powinniśmy pozbyć się kompleksów w stosunku do Niemców. Wielokrotnie jesteśmy bardziej pracowici i lepiej wykształceni. A że mi to wyszło jak wyszło? No cóż... "Chciałem dobrze - Józef Stalin":)))

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.11.2009 17:49

Pani Jadwigo. Emigrowałem z przyczyn jakby to rzec "romantycznych" :)) Tutaj mieszkam, tu jest moje podwórko ale nie godzę się często na taką rzeczywistość. Nie jestem Niemcem i nim nie zostanę bo wtedy pewnie razem z nimi szedłbym pod jeden sznurek i grzecznie potakiwał głową do której by mi w życiu nie przyszedł jakikolwiek bunt:)) W moim poprzednim miejscu pracy wszedłem w spór z pracodawcą odnośnie konieczności otrzymania dodatkowych uprawnień wymaganych na określonym stanowisku. Efekt - 6 miesięcy walki ale ja i 4 innych pracowników wymagane uprawnienia otrzymało. Pracodawcę kosztowało to trochę grosza - chodziło o zorganizowanie kursu dla naszej piątki i pokrycie kosztów. Rzecz jasna gdy tylko zakład w ramach tzw" kryzysu finansowego" zaczął zwalniać ludzi to byłem pierwszy na liście do "odstrzału":)) Ale i tak było warto - choćby z racji pierwszego miejsca na liście:))) Ponadto pomogłem i sobie i czwórce kolegów których nieprędko by było stać na kurs wartości 2500E i ślęczenie przez niemal dwa miesiące na wykładach po 8 godzin dziennie. Kurs w miejscu pracy trwał jedynie 3 dni -było to przygotowanie do egzaminu. Powtórzę jeszcze raz - warto było.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co do nieuctwa - pod koniec ubiegłego wieku pracowałam we Włoszech. Z wyjatkiem jednego lekarza, ktory miał kontakty z Niemcami, nikt dokladnie nie wiedział, gdzie lezy Polska. Wiedzieli natomiast, że to strasznie zimny kraj na północy Europy.
W Stanach Zjednoczonych wystarczy zapytać przecietnego amerykanina, gdzie lezy Polska - byc może odpowie - jak mnie - "Polska to jakies miasto na Syberii"/
Wracając do opisanego stepmlowania stali czy innych produktów: jest tak w handlu, że jak sie ma kontrahenta, to sie go nie chce stracic za żadna cene. Kupuje sie produkt i firmuje po to, aby sprzedac dalej. A równiez - producent pierwotny sprzedaje z całą świadomoscią, że NIE majac dostepu do rynku - produkt sprzeda, pod warunkiem, że ktos inny go bedzie firmował.
Nie ma więc co narzekac na niemiecki bałagan, czy nieuctwo: nalezy pouczać, nawracać i zawracacać "kijem Wisłę" tu - w kraju rodzinnym.
Emigrowac po to, aby poprawiać kraj dający prace, miejsce do zycia i prawa obywatelskie - to doprawdy przesada w naprawianiu świata.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.11.2009 15:42

Hehe... Basiu :) W pewnym sensie masz racje :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ależ Jacku , w rzeczy samej , przecież właśnie odpowiedziałeś, czyżbyś tego nie zauważył?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.