Facebook Google+ Twitter

"Niemcy najpierw palili książki, a potem autorów..."

Te słowa polskiego poety brzmią paradoksalnie w chwili, gdy ks. Zaleski oświadcza, że musi jechać dzisiaj do Berlina, by w niemieckim Instytucie Gaucka prowadzić swe badania dotyczące Pawła VI, ponieważ polskie archiwa IPN zamknęła cenzura.

Dzisiaj ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski oświadczył, iż w swych badaniach historycznych natknął się na trop agenta SB, który będąc jednym z najbliższych współpracowników papieża Pawła VI, donosił na niego przez wiele lat. Ksiądz Zaleski powiedział jednocześnie, iż udaje się do Berlina do Instytutu Gaucka (niemiecki odpowiednik IPN), by tam prowadzić swoje badania, analizując dokumenty Stasi, gdyż decyzją Trybunału Konstytucyjnego zamknięte zostały mu przed nosem drzwi polskiego Instytutu Pamięci Narodowej. Wspomniany tajny współpracownik SB, który działał w najbliższym otoczeniu Pawła VI, był tak wartościowym agentem PRL-owskich służb specjalnych, iż jego raporty były tłumaczone na języki obce i wysyłane do zaprzyjaźnionych komunistycznych służb specjalnych, np. do sowieckiego KGB czy NRD-owskiej STASI. Dlatego ksiądz Zaleski ma nadzieję, iż właśnie w Berlinie będzie mógł dotrzeć do tych samych dokumentów, których nie może badać w swoim kraju.

Pastor Joachim Gauck - pierwszy szef archiwum Stasi, zwanego później Instytutem Gaucka / Fot. Marek CiesielczykZaraz po powstaniu Instytutu Gaucka, gdy otrzymałem zezwolenie na badania naukowe w tej instytucji, także natrafiłem na wiele polskich śladów. Gdy w Polsce nowa cenzura lat 90. nie pozwalała na tego typu badania akt SB, mogłem - dzięki uprzejmości Niemców i ich cywilizowanym regulacjom prawnym - dotrzeć do dokumentów, które dużo mówiły także o metodach służb specjalnych wobec Polaków. Ówczesny zakaz badań naukowych w III RP odczuwałem podobnie jak dzisiaj ksiądz Zaleski. Zadawałem sobie także pytanie, dlaczego Niemcy nie zamykają pod kluczem dokumentów świadczących o zniewoleniu narodu, tak jak to robią Polacy?



Archiwum STASI w Berlinie przy Molkenmarkt 1-3 / Fot. Marek CiesielczykMiałem też okazję przeprowadzić wywiad z pastorem Joachimem Gauckiem, który powiedział mi m.in.: "Uniemożliwienie szantażu było jednym z motywów wschodnioniemieckiego(!) parlamentu, gdy w 1990 roku uchwalał ustawę, zezwalającą na odtajnienie dokumentów STASI. Był też i drugi aspekt sprawy - odbudowanie wiarygodności. Musieliśmy stworzyć sytuację, w której na stanowiska państwowe powoływani mogli być po prostu wiarygodni ludzie. Nie można było dopuścić do tego, by oficerowie lub szpicle STASI sprawowali w dalszym ciągu władzę.

(...) Wówczas w sumie złożono ponad 1,7 miliona wniosków o dokonanie sprawdzenia ludzi. (...) Obywatele mogli mieć pewność, że np. urzędnicy, którzy załatwiają ich sprawy, nie są byłymi agentami komunistycznych służb specjalnych".

fragment dokumentu STASI, który otrzymałem od Niemców, zamazane są tzw. "dane wrażliwe" / Fot. Marek CiesielczykDzisiaj tacy ludzie, jak ksiądz Zaleski muszą szukać prawdy historycznej w Berlinie, bo w Warszawie nie mogą tego robić. Kiedyś, w czasach PRL-u funkcjonował np. w bibliotekach tak zwany RES, czyli oznaczenie jakiejś publikacji jako całkowicie niedostępnej dla zwykłych użytkowników lub dostępnej tylko dla "wybranych". Pamiętam, jak pod koniec lat 70. w Bibliotece Jagiellońskiej można było znaleźć pod hasłem "Ciesielczyk" taką właśnie publikację. Był to apel studentów dysydentów UJ do pierwszego sekretarza uniwersyteckiej organizacji partyjnej o przywrócenie mi prawa do studiów. Paradoksem było, że ten samizdat figurował w spisie bibliotecznym, lecz nie można go było przeczytać, nie mówiąc już o wypożyczeniu. Niedawno otrzymałem pozwolenie na badania dokumentów IPN dotyczących tajnych współpracowników komunistycznych służb specjalnych działających w środowisku polonijnym w USA. Teraz, po zamknięciu archiwów dla naukowców przez Trybunał Konstytucyjny będę chyba musiał ponownie - tak jak ksiądz Zaleski - prosić o pomoc Niemców.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Rzeczywiście, zdumiewająca sprawa z tymi Niemcami. Tacy, wydawałoby się, porządni, a w głębi duszy - o czym przypomina powyższy tekst - chorzy z nienawiści...

Cała nadzieja w tym, że szkodnicy i krytykanci w rodzaju ks.Tadeusza zostaną raz na zawsze zaklaskani przez zdrową część społeczeństwa pod wodzą Autorytetów Moralnych z panem prezydentem Kwaśniewskim na czele.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.