Facebook Google+ Twitter

Niemcy nie chcą reaktorów atomowych w Polsce. Czy elektrownie jądrowe powstaną?

Niemcy za 10 lat mają zlikwidować ostatni z 17 reaktorów atomowych i przejść na energetykę odnawialną. Ma to być głęboki ukłon zarówno w kierunku ekologii i ochrony środowiska, jak i bezpieczeństwa, na wypadek trudnego do przewidzenia kataklizmu, takiego choćby jak zeszłoroczne wydarzenia w Fukushimie. Nasi zachodni sąsiedzi chcą też zmusić rząd Polski do rezygnacji z budowy elektrowni atomowych.

 / Fot. Theanphibian, domena publiczna / WikipediaNiemcy robią wielki szum propagandowy i medialny wokół planowanej budowy elektrowni atomowej w Polsce. Rzekomo zagraża ona ich zdrowiu, a nawet życiu, no i produkcji żywności. Od miesięcy prowadzą najróżniejsze publiczne awantury przeciw polskiej jądrówce. Liczą prawdopodobnie na wywołanie w naszym kraju masowych społecznych protestów, które wymuszą na władzach rezygnację z planu budowy elektrowni. W kampanii antyatomowej biorą udział, oprócz aktywistów społecznych, także partie polityczne. Kampania histerii, którą można śmiało nazwać niemiecko-polską wojną atomową, przekroczyła już granice.

"Rzeczpospolita" cytuje fragment wzoru listu protestacyjnego, który Niemcy piszą, adresują i wysyłają do polskich polityków. Jego słowa początkowe brzmią: "W planowanej budowie elektrowni atomowych w Polsce, widzę zagrożenie dla mego życia i zdrowia, dla moich dzieci i wnuków, mojej własności i dla produkcji nieskażonej żywności". "Rzeczpospolita" podkreśla, że niemieckie partie i organizacje społeczne prowadzą wielką mobilizuję sił i środków w celu zmuszenia polskiego rządu do rezygnacji z zamiaru budowy elektrowni nuklearnej.
 / Fot. W24
Niemiecka kampania antynuklearna pojawiła się po tym, jak kanclerz Angela Merkel, po wybuchu elektrowni w Fukushimie, ogłosiła, że Niemcy przystępują do wygaszania wszystkich swoich 17 elektrowni atomowych, a w ich miejsce podejmą na szeroką skalę budowę elektrowni ze źródeł odnawialnych. Niebawem też, gdy z Polski dobiegły informacje o planach rozwoju energetyki nuklearnej, pani kanclerz zwróciła się do nas z dobrą radą, aby zaniechać realizacji planów.

Wtedy premier Donald Tusk miał powiedzieć, że jeśli ktoś nie chce budować elektrowni atomowych, to jest jego problem. Natychmiast podchwyciła to zdanie niemiecka prasa. Nieco szyderczo, z akcentem politycznym, pisała: "To nie do wiary, że w dzisiejszych czasach niektórzy nadal sądzą, że elektrownie atomowe są trampoliną umożliwiającą technologiczny skok do cywilizacji, tak jakby nie było Czarnobyla czy Fukushimy" – cytuje "Rzeczpospolita" popularny dziennik "Berliner Morgenpost", a w nim wypowiedź znawczyni tematyki energii atomowej, Christiny Hacker.

W minionych kilku latach energetyka jądrowa w Niemczech, kilka razy zmieniała barwy polityczne. Bo jak wiadomo, polityczny punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Za rządów "czerwono-zielonego" gabinetu kanclerza Gerharda Schroedera - lewicowego przyjaciela Leszka Millera - przyjęto plan wyłączania niemieckich elektrowni atomowych. Wtedy, będący w opozycji chadecy Angeli Merkel zapowiedzieli, podobnie jak dziś zapowiada u nas prezes Kaczyński, że jak przejmiemy władzę w kraju, zmienimy tę decyzję. I zmienili. Krótko przed tragedią w Fukushimie, kanclerz Angela Merkel podjęła decyzję o wydłużeniu użytkowania reaktorów jądrowych do 2035 roku.

Była minister ochrony środowiska w rządzie Helmuta Kohla, pani Angela, nigdy nie podważała idei rezygnacji z energetyki jądrowej. Uważała jedynie, być może jako fizyk z wykształcenia i trzeźwo myślący gospodarz, że Niemców nie stać na to, aby w tak krótkim czasie wyłączyć wszystkie siłownie atomowe. Tym bardziej, że ich budowa pochłonęła wiele miliardów euro. Jednak japoński dramat najwidoczniej silnie odcisnął się na delikatnej psychice kobiecej i spowodował, że kanclerz Merkel wróciła do ustaleń Schroedera. Zresztą miała to być gra polityczna obliczona na wygraną w przyszłych bliskich już wyborach. Tak, więc decyzją pani kanclerz, ostatnia z siedemnastu elektrowni atomowych w Niemczech, ma być zamknięta w 2022 roku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (42):

Sortuj komentarze:

Popieram zdanie przedmówcy.
Rząd dla przepchnięcia i atomowego planu, wykorzystuje różnorodne grupy poparcia tworzone na poczekaniu oraz portale społecznościowe. Zostało to nawet napisane w dokumentach ministerstwa Gospodarki pt. Informacyjna kampania społeczna "Bezpieczeństwo, które się opłaca "za 20 mln zł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Służę autorowi: "Czy rząd otacza się stowarzyszeniami poparcia?" (link: link - lub proszę szukać pod tytułem na W24).
Do tej pory nie przedstawił Pan żadnych dowodów i wiarygodnych źródeł prócz wieści zaczerpniętych z reklamowych i PR spotów rządowych. Głęboka wiara w cudotwórcze właściwości złotoustego Tuska bez uwzględniania dotychczasowych szalbierstw to nie tylko Pańska właściwość, Panie Stanisławie.
Jeszcze raz podkreślam co zamierzają władze strasząc nas "Germańcem": - to perfidna robota, która ma zastąpić niebyłe konsultacje społeczne oraz wymusić na społeczeństwie poparcie dla szalonych i niczym nieuzasadnionych pomysłów (rozwinąłem tą myśl w swoim pierwszym komentarzu). Twierdzenie, że nie ma innej alternatywy jest równie obłąkane. Czyżby Minister Maciej Nowicki (z rządu PO) przedstawiał nieprawdę? Czy nie jesteśmy eksporterem energii? Czy poziom zużycia nie utrzymuje się na stabilnym poziomie? Czy rozwój kraju nie będzie wymuszał odchodzenia od przemysłu energochłonnego? Czyż nie następuje spadek liczby ludności? Czy na polskich rzekach nie było 50 lat temu 6300 sztuk młynów (dziś jest 300!)? Każdy taki młyn to potencjalna elektrownia - a ich rekonstrukcja nie będzie uzależniać kraju, ale wyzwoli naszą własną inicjatywę i wzbogaci rozwój (jest bardzo wiele innych powodów dla rozwoju tego typu inwestycji, a ostatnie powodzie wskazuję na ich znaczenie również w roli stabilizacji wód, ograniczania stepowienia, etc, etc). Każdy wiatrak, który będzie mógł postawić na własnym polu chłop to będzie znaczący postęp dla kraju. Fermy wiatrowe, które stawiają firmy już tak kraju nie wzmacniają .

Jak więc naprawdę jest ze stowarzyszeniami poparcia w Elblągu szanowny autorze?

Komentarz został ukrytyrozwiń
Anna Nowak
  • Anna Nowak
  • 08.03.2012 19:47

Nie podoba mi się jak inne kraje starają się wymusić jakieś decyzje na suwerennym państwie, ale w tej sytuacji Niemcy mają trochę racji. Pirzecież skażenie w Czarnobyla nie ogranicza się tylko do Ukrainy. Japonia skaziła atmosferę i pacyfik. Oczywiście, że lokalnie stężenie jest największe, ale globalnie też występuje i obejmuje inne państwa. Z poważnych naukowych wyliczeń z czerwca 2011 szacowało się, że około 14000 obywateli USA zachoruje na raka z powodu wybuchu w Japonii. Na jesieni 2011 na podstawie dokładniejszych już danych inny instytut oszacował, że 20000 jest bardziej prawdopodobną liczbą. Mówimy tu o ogromnej liczbie istnień ludzkich. Oni mają prawo głosu i podstawy do niepokoju... podobnie (i tym bardziej) my powinniśmy mieć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marku, zapewne dobrze wiesz, iż za kilkadziesiąt lat człowiek pójdzie w zupełnie innym kierunku z energetyką, niż dziś możemy przewidywać. Wydaje się, że raczej zwycięży pierwotna myśl naukowa w tym zakresie, chyba Amerykanów (dobrze nie pamiętam) o powszechnym wykorzystaniu energetyki słonecznej. Jednak w oparciu o całkiem inne podstawy i zasady budowy takich elektrowni niż to robi się obecnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Grzegorzu dość trafne jest to porównanie z pędzącą ciężarówką z wysokiego zbocza. Z możliwością katastrofy także. Tylko proszę podać dokładną liczbę takich katastrof w historii działania energetyki atomowej na świecie. Skutki tych, które były nie są też aż takie straszne jak się próbuje je ubierać w słowa. Nic to jednak nie da, że my się boimy EA. Politycy zrobią swoje. Postanowią jak zechcą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Ryszardzie. Rozmyślania Pańskie są uzasadnione i na czasie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Beato. Bardzo dziękuję za tytuł książki: "O energetyce - dla użytkowników oraz sceptyków". Postaram się ją zdobyć i przeczytać. Zgadzam się z opinią, że każda elektrownia atomowa, to rosyjska ruletka. Tylko, że w warunkach polskich, musimy zagrać w tą ruletkę. Nie mamy innej alternatywy. Brakuje państwu pieniędzy na import energii, nie mówiąc o tym, że nie stać ludzi na korzystanie ze znacznie droższej energii z innych - odnawialnych źródeł. Zresztą atomowa będzie również kosztować niemało w miesięcznych rachunkach każdego z nas.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Drogi Stanisławie, myślę, że Japończyków z ich możliwościami nie uważasz za idiotów. Wiem, że to gdybanie, ale co tam... Zastanówmy się nad hipotetycznym wywiadem, który przeprowadzasz z ludźmi odpowiadającymi za bezpieczeństwo elektrowni w Fukushimie przed katastrofą. Jak myślisz, co oni powiedzieliby o bezpieczeństwie...?

Życie jest znacznie bogatsze, niż wyobraźnia najlepszych konstruktorów. Margines niepewności w sprawach bezpieczeństwa energii jądrowej jest niewielki, a skutki ewentualnej katastrofy na dziś są nie do naprawienia, bo czasu rozpadu połowicznego rozproszonych izotopów promieniotwórczych nie da się przyspieszyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Stanisławie - działanie elektrowni atomowej jest nieco podobne do zjeżdżania przez wiele kilometrów po stromej drodze gigantyczną ciężarówką wypełnioną materiałami wybuchowymi. Nie można jej zostawić samej tylko cały czas trzeba hamować mając nadzieję, że hamulce wytrzymają i nic się nie popsuje.
W przypadku ciężarówki pojawia się od razu pytanie: "po co takie ryzyko?", a w przypadku elektrowni nie wiadomo czemu nie...
A elektrownia jaki i owa ciężarówka - sama z siebie się rozpędza i cały czas trzeba ją hamować mając nadzieję, że hamulce nie padną, że wszystko zawsze będzie szło dobrze i że się reakcja nie wymknie spod kontroli...
Bo jak się wymknie to mamy taką katastrofę, że się jej skutków przez tysiąclecia nie skasuje. I wszelkie iluzoryczne oszczędności finansowe znikną...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Autorze Drogi, proponuję książkę :"O energetyce - dla użytkowników oraz sceptyków" - to książka, której autorami są dwaj profesorowie Mirosław Dakowski (fizyk jądrowy i energo-analityk) i Stanisław Wiąckowski (ekolog). Książka dokumentuje bezsens "wojen o energie" i ukazuje ich niektóre kulisy.

Proszę mi wierzyć, że jak ktoś mądry kiedyś mi powiedział, ze każda(!) elektrownia atomowa, to rosyjska ruletka. Nikt przy zdrowych zmysłach czymś takim nie powinien się bawić i nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien pozwalać żeby bawili się tym inni, bo lufa jest skierowana także w naszą stronę.

Czy o to chodzi? atom, to nie "zabawka", elektrownie atomowe, są zawodne. Pisałam o tym materiał:
link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.