Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

776 miejsce

Niemcy versus imigranci

Choć Niemcy przyjęli największą część imigrantów, choć łamanie prawa niemieckiego przez uchodźców jest nagminne, choć zapewniana pomoc materialna największa – naród niemiecki nie skarży się na swój los.

Obóz dla uchodźców w Augsburgu przy ulicy Bismarcka / Fot. David SchwalkPodsumowanie roku 2015 pokazało skalę imigracji w Niemczech. Urząd rejestracji otworzył 1 200 000 nowych kont, kraj zalała fala Arabów.

Podsumowanie roku 2015 pokazało skalę imigracji w Niemczech. Urząd rejestracji otworzył 1 200 000 nowych kont, kraj zalała fala Arabów.

Augsburg

Korzystając z okresu Świąteczno-noworocznego wsiadłem w samochód i pojechałem na własne oczy przekonać się o skali imigracji w Niemczech. Wylądowałem w przepięknym szwabskim miasteczku Augsburg, założonym jeszcze przez rzymskiego cesarza Oktawiana Augusta, miejscowość której zarówno świat sztuki (Mozart), jak i świat techniki (Diesel) zawdzięcza niesamowicie wiele osiągnięć.

Obecnie miasto zamieszkuje niemal 300 tysięcy osób, jest więc czterokrotnie większy od mojego Bedford, zaledwie połowę mniejszy od Wrocławia. Już pierwszy kontakt wzrokowy wyjawia jego wielokulturowość; na ulicach co drugi przechodzień ma nieeuropejski kolor skóry, sporadycznie słychać niemieckie dialogi.

W porównaniu z Bedford Augsburg wydaje się jednak bardziej europejski. Choć jest dużo różnych kultur i religii, zdecydowana większość napotkanych osób jest ubrana po europejsku. Zauważalne były kobiety w chustach, co mogło być jednak związane z zimową porą roku, to jednak ich twarze były całkowicie odsłonięte. Także mężczyźni wydają się być zintegrowani z kulturą niemiecką; wydają się być pracowici, chodzą w dżinsach i swetrach, mówią czysto po niemiecku, piją piwo.

Cechą symptomatyczną jest wysoki stopień integracji napływowej ludności. Obsługująca mnie kelnerka mówi czystym Niemieckim, czystym do tego stopnia, że trzeba odwrócić głowę, by dostrzec jej nie-niemieckie pochodzenie. Zauważalny jest brak ekshibicjonizmu religijnego u muzułmańskiej mniejszości.

Dla czystego porównania w całym Augsburgu są zaledwie dwie niewielkie salki spotkań Muzułmanów. Nie są to nawet meczety w stricte tego słowa znaczeniu. W 80 tysięcznym Bedford samych meczetów jest kilkanaście, w kilkutysięcznej dzielnicy Queen's Park są dwa wielkie meczety i dwa centra edukacyjne dla młodych muzułmanów, z czego jeden to dawna placówka szkolna o kilkudziesięciu klasach.

Gros muzułmańskiej społeczności w Augsburgu stanowią uchodźcy ekonomiczni z terenów Turcji. Turcja uchodzi za jeden z najbardziej liberalnych krajów muzułmańskich. Nikt nie piętnuje tam nieczystości seksualnej, wielu odżywia się w typowo europejski sposób spożywając wieprzowinę, Ramadan obchodzą nieliczni. Nic dziwnego więc, że dotychczas Turcy bardzo dobrze zintegrowali się z Niemcami.

O obecnej fali uchodźców jeszcze trudno coś wywnioskować. Nie rozmawiają oni jeszcze po niemiecku, poziom ich angielskiego pozostawia wiele do życzenia. Zapytana o świeżych imigrantów osoba podpowiada, że należy w tłumie wypatrywać osób idących niepewnym krokiem, rozglądających się bojaźliwie, trzymających się w zwartych grupach. Pytam o dwóch Arabów stojących na przystanku. To lokalni, odpowiada. Jeden gra na telefonie nie zważając na otoczenie, drugi spogląda znudzonym wzrokiem w naszą stronę. To są nowi, mówi wskazując na grupkę młodzieży zmierzającą do centrum handlowego. Dobrze ostrzyżeni, bo nudząc się całymi dniami mają dużo czasu na zabiegi kosmetyczne, dobrze ubrani, bo dary Niemców zalewają ośrodki dla uchodźców, młodzi mężczyźni, bo ponad połowa z przybyłych to faceci przed trzydziestką.

Hala 116

W Augsburger Allgemeine wyczytałem, że dawny barak został wykorzystany na tymczasowe schronienie dla 80 uchodźców. Historia o tyle ciekawa, że ów budynek podczas II Wojny Światowej służył nazistowskim Niemcom jako montownia samolotów Messerschmitta. Augsburski kompleks był satelitarnym oddziałem obozu koncentracyjnego w Dachau. Przebywało tu przeciętnie 2 tysiące robotników przymusowych.

Obszedłem halę dookoła, nie znalazłszy oznak osadnictwa. Krótki wywiad z napotkanymi Niemcami nakierował mnie na nowo wybudowane osiedle baraków mieszkalnych zaledwie kilkaset metrów od hangaru 116. Teren ośrodka ogrodzono siatką, dwóch ochroniarzy próbowało mnie powstrzymać od robienia zdjęć. „Goryle” posługiwali się zaledwie łamanym niemieckim, skierowali mnie do Urzędu Miasta po pozwolenie na fotografowanie. Zignorowałem ich, nie było wywieszonych żadnych oznaczeń o zakazie fotografowania. Jeden z nich udawał, że dzwoni po policję. Chwilkę poczekałem, bo rozmowa z funkcjonariuszem mogłaby mi wiele wyjaśnić. Nie przyjechali.

Nowo powstałe baraki przy Bismarckstrasse w Augsburgu to jednopiętrowe domki z prefabrykatów. Złożono je w ekspresowym tempie na terenie zielonym leżącym tuż przy Urzędzie Gospodarki, Żywności i Leśnictwa. Posiadają dostęp do wszelkich mediów i zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii mieszkanie w nich można uznać za komfortowe. Na dodatek cały obiekt jest całodobowo pilnie strzeżony przez kliku gorliwych bodyguardów. Uchodźcy mogą kompleks opuszczać kiedy tylko chcą, kilka razy dziennie wychodzą na przygotowaną specjalnie dla nich miejską stołówkę, wieczorami okupują centra handlowe.

Friedberg


W pobliskiej miejscowości tydzień temu zakwaterowano 180 imigrantów. Na sali gimnastycznej szkoły średniej powstało centrum kryzysowe z łóżkami polowymi i materiałowymi przegrodami. Jadę zobaczyć na własne oczy. W liczącym nieco ponad 20 tysięcy mieszkańców Friedbergu zarejestrowało się niemal 1300 wolontariuszy. W 2015 roku gmina przyjęła 680 uchodźców, na każdego więc imigranta przypadają dwie osoby dobrego serca. Wielu z nich zostało błyskawicznie rozlokowanych, obecnie tylko 180 potrzebuje wsparcia. Na miejscu okazuje się, że również oni zostali już poupychani po lokalach socjalnych, miasto wynajęło kolejne mieszkania z wolnego rynku byle tylko uwolnić szkołę dla dzieci. Zastaję salę gimnastyczną pustą i posprzątaną.


Ekonomia i ukryta prawda

Jak podają władze gminy Friedberg, koszt utrzymania jednego imigranta to 1000 Euro miesięcznie. W niemieckich miastach lokalni notable masowo podają się do dymisji. Dyrektywa unijna, polecenie Bundestagu i pani Kanclerz nakazują przyjmowanie uchodźców, jednocześnie obowiązek finansowania gości spoczął w całości na gminach. Zadłużenie samorządów jest już tak wysokie, że przekracza możliwość jakiejkolwiek spłaty.

Dziennik Augsburger Allgemaine podaje z dumą rozpoczęcie budowy całego osiedla bloków socjalnych, mieszkania zostaną rozdzielone już w 2018 roku. Tymczasem ceny najmu mieszkań szaleją. Jeszcze przed dwoma laty trzypokojowe mieszkanie w Augsburgu kosztowało połowę ceny obecnej. Dzisiaj nawet o drogie mieszkanie coraz trudniej. Niemcy zgodzili się przyjąć w zeszłym roku 1 mln imigrantów. Kwota ta została przekroczona o 20%, a strumień uchodźców wcale nie słabnie. Nadzieja pani Merkel o szybkiej integracji okazała się płonna. Arabowie trzymają się w hermetycznych środowiskach, nauka języka idzie im opornie, a zapał do pracy pozostawili w swoich ojczyznach.

W jednym z pubów wdaję się w dyskusję z Niemcem dość dobrze zorientowanym politycznie. W Wielkiej Brytanii bezrobocie jest na najniższym poziomie od 25 lat, podają oficjalne statystyki. Odczuwam to na własnej skórze próbując skompletować personel we własnej firmie. Poziom osób pozostających bez pracy w Niemczech jest podobnie niski, cytuję dane opublikowane przez Arbeitsamt. Dla gospodarki niemieckiej uchodźcy są więc błogosławieństwem, wnioskuję.

Obecnie w Niemczech znalezienie pracy graniczy z cudem, słyszę w odpowiedzi. Potwierdza to Polonia, do której w Augsburgu dotarłem. Mechanizm zaniżania statystyk polega na wykluczeniu z kwoty bezrobotnych osób pracujących na tzw. umowach śmieciowych. Umowy te nie gwarantują obecnie ani minimalnej stawki godzinowej, ani urlopu, ani uczciwych warunków pracy. Oficjalnie w Niemczech zarejestrowanych jest 2,8 mln bezrobotnych, którzy stanowią niecałe 6% ogółu zdolnego do pracy. Nieoficjalnie wspomina się jednak o 1,4 mln osób pracujących w systemie umowy o dzieło, nieregularnie, bez zabezpieczenia socjalnego. Nie mogą oni znaleźć pracy i godzą się na gorsze, często spartańskie i uwłaczające godności warunki. Oficjalne statystyki nie wspominają także o osobach przebranżawianych, których na czas szkolenia i kursów usuwa się z list poszukujących pracy. Nie wspomnę tu także o 1,2 mln imigrantów przyjętych w 2015 roku, z których niemal nikt nie pracuje. Plotki głoszą, że uczciwie policzona stopa bezrobocia w Niemczech mogłaby bez problemu przekroczyć hiszpańską.

Dachau

W jednym z portali informacyjnych znajduję notkę o obozie utworzonym tuż przy dawnym obozie pracy w Dachau. Zarząd miejsca pamięci na oficjalnej stronie internetowej komentuje, że imigranci nie są lokowani na terenie muzeum, a w budynkach, które są we władaniu Urzędu Miasta Dachau. Choć owe budynki były kiedyś częścią obozu, obecnie służą jako mieszkania socjalne i są zarządzane przez gminę.

Wejście na teren muzeum jest bezpłatne. W centrum informacyjnym pobieram elektroniczny przewodnik, słucham kolejnych historii. Jeden z turystów zamyka za mną bramę ze stalowymi literami tworzącymi ARBAIT MACHT FREI, głos lektora wspomina o bramie zatrzaskującej człowieczeństwo. Wówczas brama niczym tranzystor otwierała się tylko w jedną stronę, niewielu przeszło nią powtórnie.

Teren obozu jest utrzymywany ze szczególną pieczołowitością. Przechodzę obok pracownika usuwającego wielką dmuchawą liście z trawnika. Wnętrze baraków jest ogrzewane, dobrze oświetlone, a ekspozycja niezwykle bogata i ciekawa. Na początku banery pierwszych wyborów NSDAP, historia dojścia do władzy Hitlera, pierwsi osadzeni, rozbudowa, eksperymenty medyczne na więźniach, wszystko poparte rekwizytami i autentycznymi zdjęciami. Fotografie umieszczono w miejscach powstania, patrzymy raz na pusty korytarz, raz na utrwaloną w nim postać umierającego więźnia. Stare krematorium, nowe, o zwiększonej wydajności, komora gazowa z atrapami natrysków, wychodzę z muzeum z załzawionymi oczami. Obok obozu dawny obóz szkoleniowy SS, obecnie znajduje się tutaj akademia policyjna oraz, jak podają lokalne portale, obóz dla uchodźców. Teren niedostępny dla cywilów, wracam.

Propaganda

W obozie koncentracyjnym Dachau przygotowano kino, w którym zwiedzającym prezentowany jest film dokumentalny. Zaskoczyła mnie wyrazistość przekazu owej produkcji. Z ekranu w zależności od wersji językowej dudniły słowa: To my, Niemcy zgotowaliśmy ten los, na nas ciąży całkowita odpowiedzialność za dramat II Wojny Światowej. Starajmy się nie popełnić już nigdy więcej błędu przeszłości! Równie jasny obraz prezentuje ekspozycja muzealna dokumentująca lata dwudzieste i trzydzieste XX wieku. Analizowany jest sposób agitacji, populistyczne hasła, sięganie do najniższych instynktów. Wyłania się negatywny obraz międzywojennego społeczeństwa. Nie damy się już nigdy więcej zmanipulować, nie będziemy słuchać mowy nienawiści!

Dyrektywą Niemieckiego Ministerstwa Edukacji Narodowej każde dziecko opuszczające szkołę podstawową musi choć raz odwiedzić obóz koncentracyjny w Dachau. Piętno grzechu faszyzmu przypisane ma zostać każdemu wkraczającemu w dorosłość Niemcowi. Tradycję tę zapoczątkowali okupujący Republikę Federalną Niemiec Amerykanie, obecne pokolenie kontynuuje misję widząc w propagandzie jedyną antykoncepcję na niemiecki nacjonalizm. Wszelkie przejawy rasizmu, faszyzmu, czy dyskryminacji są boleśnie piętnowane.

Niedzielny poranek, telewizja śniadaniowa dla najmłodszych, odpowiednik polskiego Teleranka. W dzisiejszym odcinku mały Pipo, czteroletni uchodźca z rodzicami udaje się do Urzędu Pracy po pieniążki na życie. Pipo nie rozumie sytuacji, chce mu się spać. Wtulony w ramiona matki smacznie drzemie. Przemiła pani urzędniczka częstuje Pipo słodyczami, pipo jest szczęśliwy. Pipo wraca do obozu by pobawić się z kolegami na podwórku.

Niedziela, wiadomości wieczorne. Jak co dzień, tak i dzisiaj odnotowano kolejne podpalenia obozów dla uchodźców. Wandale zniszczyli czteropiętrowy budynek, ponad czterdzieści osób ewakuowano. Straty to kilkaset tysięcy Euro.

Doniesienia o podpaleniach są niemal codziennie. Nie są jednak w żaden sposób komentowane. Komentuje się demonstracje członków Pegidy nazywając ich faszystami, neonazistami, czy wręcz porównując do terrorystów. Grupa niezadowolonych jednak ciągle rośnie.

Wolontariuszki skarżą się na obsceniczne zachowania uchodźców, kradzieże, czy molestowanie. Rezygnują z pracy po kilku dniach tracąc entuzjazm i chęć pomocy. Zamykane są szkoły, dzieci otrzymują przymusowe wolne, bo gminy nie mają gdzie kwaterować napływających imigrantów. Plaga drobnych kradzieży powoduje powstanie dyrektywy policyjnej o nie interweniowaniu w błahych sprawach związanych z imigrantami. Akty agresji seksualnych zaniżają poczucie bezpieczeństwa w do tej pory policyjnym państwie

Wnioski

Uchodźcy to odmienna kultura i religia. Po przyjeździe do Europy muszą się uczyć tak podstawowych rzeczy, jak korzystanie z toalet, czy sygnalizacji świetlnej na ulicach. Speaker w radio mówi o przygotowaniach do Nocy Sylwestrowej. Tysiące wolontariuszy w obozach dla uchodźców uprzedzają nadchodzące wydarzenia. Petardy, race, czy zimne ognie symbolizować będą radość z nadchodzącego roku. Nie należy się ich obawiać. Dla zapobieżenia wystąpienia traumy wojennej podnoszą się ciche głosy o odwołaniu pokazów sztucznych ogni.

Patrząc na Niemców okiem Polaka wyrażam głęboki podziw za wkład jaki wnoszą w pomaganie krajowi opanowanemu wojną. Widząc obozy dla syryjskich uchodźców przypominają mi się obrazy z lat osiemdziesiątych, gdy to Polska ogarnięta była konfliktem. Wówczas naród niemiecki zmobilizował się w podobny sposób. Przekształcano hale, szkoły, magazyny w obozy dla uchodźców z Polski. Dano nam zakwaterowanie, pieniądze na przetrwanie, kursy językowe. Wielu Polaków do tej pory mieszka i pracuje w Niemczech, kraj ten stał się ich ojczyzną.

Podczas stanu wojennego w Polsce Niemcy nie pytali nas o nic. Wyciągnęli pomocną dłoń pozwalając osiedlić się w ich państwie. Częściową zasługą głębokiego altruizmu jest propaganda zainicjowana przez Amerykanów. Pranie mózgów trwa po dziś dzień. Dobrą analogią do stanu niemieckiego społeczeństwa jest film „Mechaniczna pomarańcza”. Pytanie jednak, jak to się skończy. Czy sztucznie pompowana bańka tolerancji w końcu pęknie?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

W artykule jest wg mojej opinii opisana muzułmańska mniejszość turecka dobrze się w Niemczech czująca już od kilku pokoleń. Dostała się do tego kraju w ramach pomocy dla nacji takich jak Grecy i Turcy po wojnach światowych. Polacy przygarneli Greków ( vide rodzina piosenkatki Eleni)Turcy od wiekow łączyli się z Europejkami co wynikało już polityki dawnych sułtanów poślubiających je chętnie. Od I wojny światowej i może wczesniej też Turcja o ile pamiętam była w sojuszu z Niemcami.
Myślę że Syryjczykom trzeba jakoś pomóc to ludny kraj niszczony wojną domową. Szkoda ich ale moim zdaniem wedrówka czysto zarobkowa w obecnej sytuacji kłopotów szeregu krajów europejskich nie zagrzeje długo miejsca w Europie. Chyba że kosztem Polaków na tamtejszym rynku pracy? W tej chwili ze Szwecji i Austrii jest odsyłanych samolotami z powrotem 50 tys. muzułmanów

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo obiektywny artykuł, z małymi zastrzeżeniami.
Od wydarzeń noworocznych dyskutuje się i to dużo na ten temat w niemieckiej TV. Nie ma dnia aby nie poświęcano temu tematowi 3-4 godz dziennie w społeczno-politycznych talkach. A pani Kanclerz chyba powoli spuszcza z tonu, bo nie wszyscy w rządzie jej przyklaskują.
We Frankfurcie - bo tu mieszkam, praktycznie na ulicy nie słyszy się niemieckiego, tylko w sklepach i urzędach. A wieczorem, dla bezpieczeństwa lepiej samotnie nie wychodzić z domu.
Ot... obraz naszych czasów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.