Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

5208 miejsce

Niemiecki rząd w obliczu cyberzagrożenia

Łatwość z jaką udaje się penetrować niemieckie sieci rządowe nadal tematem zajmującym uwagę mediów. Zachodni sąsiad potwierdza zaniepokojenie rosnącą liczbą cyberataków wskazujących na szpiegostwo przemysłowe i potencjalnych terrorystów.

Zagrożenie ze strony przestępców komputerowych narasta wraz z rozwojem technologicznym i biorą przy tym w łeb optymistyczne prognozy wieszczów od cybernetycznego dnia jutrzejszego czy futurologów generujących kolejny scenariusz świetlanej przyszłości. Specyficzny niepokój zapanowuje kiedy rządy tłumaczą się z kolejnych niepowodzeń odnoszonych na polu cyberwojny. O tym, że taki termin nie jest już zarezerwowany jedynie dla potrzeb literatury science fiction przekonują niemieccy dziennikarze. Od dłuższego czasu alarmują w związku z rosnącą liczbą ataków na komputery rządowe ich kraju. Coraz częściej mówi się o zagrożeniu terroryzmem od strony elektronicznej. Niemcy nie są w swych problemach żadnym odludkiem. Cyberzagrożenie w swoim kraju jak i na skalę globalną jest też powodem do obaw w Stanach Zjednoczonych. Barack Obama uważa to za jedno z najpoważniejszych wyzwań przed jakimi stanął wraz ze swoimi obywatelami w ostatnich dniach. Waszyngton wezwał w poniedziałek Beijing do publicznego przyznania, iż problem istnieje. Pekin wyraził gotowość do dialogu na temat cyberbezpieczeństwa. Nie jest to jednak odbierane jako oznaka rychłej poprawy sytuacji. W Polsce również stają się zauważalne oznaki bezradności przed poczynaniami hakerów. Wystarczy przypomnieć doniesienia o włamaniach do rządowej sieci jakie potwierdzano w ciągu minionych dwóch tygodni (link).

Niemiecki Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) przyznaje, że w samym tylko 2012 roku komputery rządowe zostały zaatakowane więcej niż tysiąc razy. Rzadziej jest to przejawem działania uzdolnionych młodych ludzi, którymi powoduje lekkomyślność i romantyczne uniesienie. Mniej też manifestacji żądań ze strony zorganizowanych form protestu wymierzonych w komputery rządu. Cyberataki przybierają o wiele bardziej niebezpieczną formę. Sprawcy coraz częściej okazują się być świetnie przygotowanymi dla potrzeb szpiegostwa przemysłowego. Złodzieje danych sięgają po rządowe plany energetyczne i finansowe. Penetrują Urząd Zdolności manualne stock.xchng (ID:8301)/public domain / Fot. simonok Kanclerski i każdy z resortów. "Ataki mnożą się zwłaszcza przed szczytami G-20" –jak podaje w najnowszych doniesieniach Deutsche Welle za Federalnym Urzędem Ochrony Konstytucji. "Szpiegowskie cyberataki pochodzą przede wszystkim z Rosji i Chin" twierdzą, ale rządy tych krajów zaprzeczają. Podejrzenia niemieckich specjalistów znajdują swoją zasadność w odniesieniu do ustaleń ich amerykańskich kolegów. W USA również wskazywano na Rosję i Chiny jako główne źródła cyberzagrożenia. Rewelacji dostarczył niedawno opublikowany raport amerykańskiej firmy Mandiant. Autorzy analizy dowodzą, że ponad sto przypadków przestępstw komputerowych ma wiele wspólnego z chińską jednostką wojskową 61398. Jest macierzą dla grupy cyberprzestępców, którą Amerykanie odnotowują jako "Comment Crew", "Shanghai Group" lub "APT1".

Mirko Manske, śledczy z Federalnego Urzędu Kryminalnego (Bundeskriminalamt BKA) i Sandro Gaycken, technik i ekspert ds. bezpieczeństwa z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie przytakują kiedy mowa o hakerach wspieranych przez chiński rząd. Ze 150 tysięcy hackerów pracujących dla władz Państwa Środka niemała liczba jest zwerbowanymi studentami. Eksperci zapytywani o skuteczność cyberataków nie chcą udzielać odpowiedzi i przytaczać danych popartych statystykami. Przestępcy potrafią po dokonanym cyberwłamaniu zatrzeć ślady swojej obecności i w dużym stopniu zapobiec odkryciu ich ingerencji. Pewna ilość ataków nigdy nie zostaje wykryta. Do tego dochodzi stałe zagrożenie cyberatakiem terrorystycznym. Sandro Gaycken przedstawia jeden z takich czarnych scenariuszów: "Wyłączenie na dwa, trzy tygodnie całej infrastruktury energetycznej w Niemczech jest już dziś technicznie możliwe. (...) Awaryjne zaopatrzenie w prąd wystarczyłoby na zaledwie 24 godziny. Potem wstrzymane zostałyby zaopatrzenie w wodę, podobnie jak zaopatrzenie w żywność." Wizja rodem z filmu katastroficznego nie jest chętnie komentowana przez niemieckie władze. "Zwykłe" maile z trojanami to codzienność dla hackerów chcących zdobyć cenne dane. Jednak w pamięć zapadają ataki takie jak ubiegłoroczny na European Aeronautic Defense and Space Company (EADS), której niemiecka administracja ma swoją siedzibę w pobliżu Monachium. Oficjalnie oznajmiono, że był to "standardowy atak" co ma znaczyć, że można go rozpatrywać w kategoriach nieudolnych prób i niegroźnych naruszeń systemu informatycznego. Niemniej wyobraźnię rozpala możliwość zawładnięcia danymi, które zawierają tajne dane dotyczące zarówno aerodynamiki jak i finansów czy korespondencji na szczeblu rządowym pomiędzy Berlinem, a Paryżem. Dostęp do tych danych dla służb "Of Mice And Men" USA.gov/publicdomain / Fot. unknownobcego wywiadu jest jak przysłowiowe trafienie "szóstki" w popularnej grze liczbowej. Takim też sukcesem może być dla hakerów "trafienie" w połowie ubiegłego roku komputerów koncernu ThyssenKrupp. Ten atak został uznany za przeprowadzony profesjonalnie, a skutki okazywały się być dla wielkiego przemysłowca poważne. Jednakże najciekawszym dla zainteresowanych było odkrycie śladów wskazujących na udział chińskich hakerów. Podobne ingerencje dotyczyły Bayer AG, IBM i innych, choć wielu starało się dementować jakiekolwiek ustalenia i zaprzeczać, że miał miejsce jakikolwiek cyberatak.

Ubiegłoroczne szacunki utrzymywały, że 70 proc. ważnych niemieckich przedsiębiorstw i instytucji jest zagrożonych lub już zostało zaatakowanych drogą elektroniczną. Większość z rządowych komputerów przynajmniej raz wpadło w ręce chińskich hakerów. O tym są przekonani śledczy. Niestety, wciąż brak dostatecznych dowodów by wskazać sprawców. Rzecznicy bin pixabay/public domain / Fot. geraltchińskich spraw wewnętrznych i obrony oznajmiali: "Chińskie wojsko nigdy nie wspomagało jakiejkolwiek hakerskiej aktywności". Dodawali też, że w rzeczywistości Chiny są "jednymi z głównych ofiar cyberataków". Oficjalne stanowisko rządu w Pekinie nie wniosło zatem niczego gwoli przeciwdziałania kolejnym atakom. Strategia bezpieczeństwa informatycznego jaką rozwija rząd Niemiec również wydaje się być w chwilowym zastoju. Utworzone w 2011r. Narodowe Centrum Cyberobrony (Nationales Cyber-Abwehrzentrum NCAZ ) nadal nie spełnia oczekiwań. Media są zdania, że niemiecki rząd postępuje zachowawczo nie chcąc psuć swoich relacji z Chinami.


article by Paweł Jankowski

utwór dostępny na licencji CC3.0

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.