Facebook Google+ Twitter

Niemoc przełamana. Legia - Lech 2:1

Szlagierowy mecz 7. kolejki Ekstaklasy nie rozczarował. Obie drużyny stworzyły emocjonujące widowisko, w którym szala zwycięstwa przechylała się to na jedną, to na drugą stronę. W końcowym rozrachunku lepsi okazali się piłkarze ze stolicy.

Piłka nożna pisze zaskakujące scenariusze. Gdy wydaje się, że wszystko stracone, gdy ledwie tląca się iskierka nadziei zdaje się gasnąć, ni stąd, ni zowąd rzeczy przybierają obrót zgoła odmienny od spodziewanego.

Czy drużyna, która zajmuje 14. miejsce w tabeli przegrywając 4 z 6 meczów ligowych ma jakiekolwiek szanse na zwycięstwo z mistrzem Polski, jeśli ponad 45 min. gra w dziesięciu, jej trener w przerwie meczu zostaje odesłany na trybuny, a najlepszy obrońca schodzi z boiska z kontuzją?

Początek spotkania był dla gospodarzy fatalny. Po niecelnym wybiciu piłki przez Dicksona Choto Sergei Krivets umieścił piłkę w siatce. Legia dała się zepchnąć do defensywy. Wyborne sytuacje dla Lecha zmarnowali Peszko i Stilić, bardzo groźnie strzelał bohater z Turynu Rudnevs. Gdy wydawało się, że kolejne trafienia są tylko kwestią czasu, szybka kontra Legii zakończyła się bramką. Wojskowi krótko cieszyli się z ustabilizowania sytuacji, bowiem minutę przed przerwą po bezmyślnym faulu drugą żółtą kartką został ukarany Rybus.

Po zakończeniu pierwszej połowy wielu uwag pod adresem będącego w nienajlepszej dyspozycji sędziego miał Maciej Skorża. Arbitrowi tak bardzo nie spowodowały się zarzuty trenera, że postanowił odesłać go na trybuny. Oznaczał to, że z ławki poprowadzi zespół debiutujący w tej roli Rafał Janas.

To co ujrzeliśmy po przerwie zadziwiło najstarszych obserwatorów futbolu. Skazany na zwycięstwo Lech nieporadnie rozgrywał piłkę, nie potrafił wypracować sobie pozycji do strzału. Legia natomiast wyszła z szatni mocno zmotywowana i bynajmniej nie zamierzała czekać na egzekucję.

Jakże wymowny był to obraz, gdy grająca w osłabieniu drużyna zamiast kraść cenny czas przy stałych fragmentach gry wręcz przyspieszała ich rozegranie, wyprowadzała atak za atakiem, dwoiła i troiła się w przeszkadzaniu rywalom. Ktoś złośliwy mógłby się czepiać, że Borysiuk i stałe fragmenty to połączenie nad wyraz nieefektywne, że Chinyama robi z piłką wszystko tylko nie to co powinien, a dośrodkowania Manu lądują tam gdzie nikogo nie ma. Ale nie o to chodzi. Legia pokazała wszystkie te cechy, których brakowało jej do tej pory. Pokazała zaciętość, wolę walki, niebywałe zaangażowanie w każdym sektorze boiska i wiarę w zwycięstwo do ostatniej minuty. 34-letni Kiełbowicz przeżywał drugą młodość, był nie do pokonania w pojedynkach jeden na jeden. Vrdoljak z Borysiukiem niepodzielnie rządzili w środku pola. Strzelec bramki Kucharczyk i jego zmiennik Radović harowali na całej długości boiska. Wreszcie pewnymi interwencjami pomógł drużynie Antolović. Każdy z legionistów, bez wyjątku, zostawił na boisku dużo zdrowia i może spojrzeć w lustro mówiąc z pełnym przekonaniem: Dałem z siebie wszystko.

Właśnie taką Legię przyszło oglądać ponad 22 tysiące fantastycznie dopingujących kibiców. Ich marzenia urzeczywistnił Bruno Mezenga, który w 87. min. strzałem głową pokonał Jasmina Buricia.

Wspólnie przeżywane pozytywne emocje są bezcenną wartością dla drużyny wychodzącej z kryzysu. Prawdziwy wymiar tego zwycięstwa poznamy wtedy, gdy legioniści ustabilizują swoją dyspozycję i taką forma jak z Lechem zaprezentują w każdym następnym meczu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.