Facebook Google+ Twitter

Nienawiść komiwojażera. Recenzja "Trocin" Krzysztofa Vargi

Gdyby najnowsza powieść Krzysztofa Vargi nie nosiła tytułu "Trociny", mogłaby się bardziej wprost nazywać "Żółć" albo "Jad". Tytuł nadany przez autora wywołuje nieodparte skojarzenia z młodopolskim "Próchnem" Wacława Berenta czy "Popiołami" Stefana Żeromskiego.

Okładkę książki Krzysztofa Vargi zaprojektowała Agnieszka Pasierska. / Fot. www.czarne.com.plPoza tymi formalnymi związkami powieści Krzysztofa Vargi z epoką Młodej Polski, można znaleźć w niej egzemplifikacje modnej wówczas filozofii Schopenhauera, w której dominował pesymizm. A wszystko to za sprawą głównego bohatera, a jednocześnie narratora książki opublikowanej przez Wydawnictwo Czarne, który uważa, że po nas, współczesnych, w przeciwieństwie do minionych cywilizacji, pozostaną jedynie tytułowe trociny, odpadki, śmieci, "na pozór lekkie", ale "w swej masie zabójcze, człowiek przysypany trocinami dusi się i nie może wydostać, i w tej lawinie trocin zdycha".

Kim jest ten powieściowy defetysta? Piotr Augustyn to 50 - letni komiwojażer zbędności, jak sam siebie nazywa. Pracuje w jednej z warszawskich korporacji, gdzie jest wyróżniającym się pracownikiem; większość życia spędza w pociągach, którymi podróżuje na zawodowe spotkania handlowe. I właśnie w jednym z takich pociągów Inter City, który utknął gdzieś między Poznaniem a Wrocławiem snuje swój monolog. W kontekście finałowego zdarzenia można go uznać za spowiedź życia człowieka wypełnionego żalem, strachem, ale przede wszystkim złością i nienawiścią. Do wszystkich i do wszystkiego, niczym Adam Miauczyński w filmie Marka Koterskiego "Dzień świra".

Na blisko czterystu stronach sfrustrowany komiwojażer sączy jad wobec toksycznych rodziców (obraz rodzicielki Augustyna przypomina z kolei postać matki Marcina Koszałki w filmie "Takiego pięknego syna urodziłam"); byłej żony, Agnieszki, która po rozwodzie z nim szybko związała się z nadzianym karierowiczem; koleżanek i kolegów z pracy porównywanych przez pana Piotra między innymi do loch i knurów. Totalnej krytyce poddana zostaje nasza ojczyzna ("Polska to wzdęty kraj" - powiada komiwojażer), gdzie na porządku dziennym jest katolicyzm ograniczający się "wyłącznie do jałowej obrzędowości", pociągi regularnie się spóźniają, dworce i pasażerowie cuchną; ludzie, szczególnie młodzi, żyją w dużej mierze według obowiązujących w danym momencie mód i wzorców, są nieautentyczni, a przy tym lubią żałoby narodowe i dni wolne od pracy, wciąż żądają przeprosin za rzekome obrazy.

Ale Piotr Augustyn nienawidzi także swojej pracy. Komiwojażerów porównuje do... pań podejrzanej konduity, które muszą zadowolić każdego klienta. Jego jedyną miłością jest muzyka dawna, z epoki renesansu i baroku, tworzona przez Palestrinę, Pergolesiego, Bacha. To ją przeciwstawia, jako zwolennik piękna, brudowi i bylejakości współczesnej rzeczywistości.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Zarysowany kontekst rzeczywiście skłania do zainteresowania "Trocinami", już sam tytuł ciekawie współgra z tytułem "Próchna". Ciekawa jestem, ile nici łączy te książki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chyba się skuszę na lekturę :-) W przypadku Vargi zatrzymałam się na "Gulaszu z turula" (polecam!). Ale to zestawienie z "Próchnem" mnie zaintrygowało! :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.