Facebook Google+ Twitter

Nienormalna stara panna

Określenie „stara panna” od wieków mrozi krew w żyłach samotnych kobiet. Dlaczego singielka powinna czuć się gorsza od innych? Czy naprawdę istnieje granica, po której przekroczeniu kobieta powinna już mieć męża i dzieci? Kto ją wyznacza?

 / Fot. W24Kiedy nieuchronnie zbliżamy się do magicznej trzydziestki, zaczynają dopadać nas pytania „no, a kiedy ty”? Ale przepraszam, czy to pytanie o to kiedy się zakocham? Kiedy spotkam tego jedynego, z którym będę chciała spędzić resztę życia? Czy oczekiwanie na odpowiedź nie jest zbyt wygórowanym wymaganiem? Przecież prawdziwa miłość, ma przyjść znienacka, zaskoczyć i rozkwitnąć najpiękniejszym z kwiatów. Gdyby każda z nas znała czas, w którym ma to nastąpić, co więcej, gdyby każda otrzymywała, to w dniu konkretnych urodzin, nie byłoby elementu zaskoczenia, nie byłoby oczekiwania, a już na pewno nie poszukiwania i próbowania. Miłość byłaby czymś bardziej pewnym od pierwszej miesiączki, mniej wywalczonym niż pozwolenie na pierwszą całonocną imprezę. Po co bowiem walczyć, o coś, co i tak przyjdzie, co i tak skończy się małżeństwem?

W miłości to właśnie niepewność, staranie i oczekiwanie są tym, co pobudza nas do działania, do poznawania, tak siebie, własnych potrzeb, jak i otaczającego nas środowiska. Kolejne porażki zawsze nas czegoś uczą, nawet jeśli w pierwszej chwili nie jesteśmy tego świadome. Każde niepowodzenie konkluduje wnioski, które w przyszłości mogą nas uchronić przed złem, stratą czasu i ukierunkować na to, czego naprawdę chcemy, rozjaśnić cel.

Nikt z nas nie wie, kiedy odnajdzie tę tzw. drugą połówkę, osobę tak pasującą, że ciężko będzie sobie wyobrazić dalsze życie bez niej u boku. Dla jednych związek na całe życie rozpoczyna się w wieku lat szesnastu, inni poznają się po sześćdziesiątce. Nie ma reguły, nie ma jednej odpowiedzi. Dlaczego więc uogólniać i dręczyć samotne trzydziestolatki, wypytując o ich plany życiowe, zaznaczając, że to już czas na rodzinę, na miłość? A może w pewnym wieku nie powinno się już na tę miłość czekać, tylko wychodzić za mąż z rozsądku? Bo zegar biologiczny bije, bo wszystkie koleżanki już dawno zamężne, bo inne coś mają, to ja też chcę. Potem okazuje się, że po kilku latach małżeństwa z rozsądku zostaje wspólne mieszkanie, wspólne dzieci, zdjęcia z wakacji i kredyt, jednak wszystko to bez uczucia, Tego Uczucia, o którym każda z nas marzy. Jest tylko przywiązanie, zobowiązanie, przyzwyczajenie. A kiedy spotyka się nagle człowieka, którego bliskość wywołuje motyle w brzuchu, trzeba wybrać pomiędzy rozbiciem rodziny, życiem w kłamstwie, albo próbą zapomnienia o Tym wyjątkowym. Ostatnia z opcji po kilku latach przerodzi się w wyrzut sumienia, pytania „co by było gdybym jednak…?, może byłabym dziś szczęśliwa…?”, albo nawet w nieuświadamiany żal do najbliższych o to, że na ich rzecz wyzbyłam się prawa do namiętnej miłości.

Fakt, że osiągnęło się już pewien pułap wiekowy, w którym rówieśniczki, a nawet młodsze siostry pozakładały własne rodziny, wcale nie musi być jednoznaczny z porażką. To za sprawą stereotypowego myślenia i uogólniania, wpędza się dzisiejsze singielki w poczucie beznadziei, desperacji. To społeczeństwo i otaczające nas środowisko przyczyniają się do tej presji, którą odczuwa samotna kobieta. To oni przylepiają etykietkę starej panny. Skoro jestem już w tym wieku, to „normalnym” powinno być, że wkrótce rozwiozę ślubne zaproszenia, zajdę w ciążę i oczywiście będę szczęśliwa. Ale skąd to hasło normalności? Kto ustala normy? I dlaczego miałabym się im podporządkowywać zamiast żyć zgodnie z własnym sumieniem i swoimi pragnieniami? W imię czego?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.