Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Dział: Moje Trzy Grosze

Ocena: 8pkt

Oceń:

Niepełnosprawni?


Mój znajomy lekarz twierdzi, że nie ma ludzi zdrowych, są tylko źle zbadani...


Jestem osobą niepełnosprawną. Miałam szczęście. Trafiłam na mądrych lekarzy, którzy poświęcili mi dużo uwagi zajmując się mną kompleksowo. Poza badaniami i odpowiednią rehabilitacją pomogli mi zaakceptować siebie, pogodzić się z tym, czego nigdy nie będę mogła robić. Przecież jest o wiele więcej rzeczy, które zrobić potrafię. Nie tracę więc czasu na użalanie się nad sobą. Pamiętam o ograniczeniach i staram się być aż do przesady samodzielna.

Niedawno zareagowałam dość neurotycznie, kiedy młody, dobrze wychowany człowiek podał mi mój płaszcz: Przecież potrafię się sama ubrać. Tak mocno zakodowałam sobie, że muszę być samowystarczalna, że wpadam w popłoch nawet wtedy, gdy ktoś traktuje mnie z należną damie atencją. Jak widać jest nam czasem trudno, ale z nami innym też nie jest łatwo. Cierpią też nasze rodziny. Czasem matka nie potrafi pogodzić się z faktem, że urodziła kalekie dziecko. Skąd ja to znam?

W roku 1993 leżałam na oddziale Rehabilitacji Ruchowej Krakowskiego Szpitala Okulistycznego w Witkowicach. Była to placówka szkoleniowa AWF. Mały szpital na 50 łóżek, bardzo ciężkie przypadki: jedna trzecia pacjentów ze stwardnieniem rozsianym, ludzie po wylewach, ciężkich wypadkach, w różnym wieku. Brakowało pielęgniarek.

Był tu taki zwyczaj, że pacjenci chodzący, często z trudem, pomagali, w miarę możliwości, tym na wózkach inwalidzkich. Podawałam obiady. Pomagali mi dwaj panowie. Na początku męczyłam się sama, ale oni usprawnili wydawanie posiłków tak, żeby ostatnia osoba nie była zmuszona jeść zimnych ziemniaków. Odbierali talerze ode mnie i podawali je dalej. Nogi nie były potrzebne, wystarczyły sprawne ręce. Uśmiechali się do mnie bez słowa.

Dopiero po dwóch dniach zorientowałam się, że nie mówią. Jeden z nich był po ciężkim wylewie, w połowie sparaliżowany, drugi kilkanaście lat wcześniej uległ poważnemu wypadkowi. Zrozumiałam, dlaczego lubili moje towarzystwo. Ja do nich mówiłam. Przez innych pacjentów nie byli zauważani. Skoro nie można było z nimi rozmawiać, nie liczyli się. Spędzaliśmy dużo czasu razem. Moja gadatliwość już nie była wadą. Znaleźliśmy sposób na porozumiewanie się. Ja mówiłam, a oni zaprzeczali, albo potwierdzali, taka dziecięca zabawa: na zadane pytanie odpowiada się tak lub nie. Pan po wylewie uczył się mówić. Po dwóch tygodniach potrafił powiedzieć „mama” i „tata”… Wolniej przebiegała nauka chodzenia.

Szpital był ciasny. Kobiety i mężczyźni mieli zabiegi w tych samych pomieszczeniach. Oddzielały nas tylko parawany. To trochę krępujące, gdy lekarz zalecił masaż wirowy i trzeba było rozebrać się prawie do naga. Pewnego dnia w szpitalu pojawił się nowy pacjent, więzień po jakimś ciężkim wypadku. Trochę się go bałam. Pech chciał, że miałam dużo zabiegów w tym samym czasie co on. Kiedyś stałam w wąskiej głębokiej „wirówce” zanurzona prawie po pas w wodzie. Wszedł, zajrzał za mój parawan i nietrudno się domyśleć, co usłyszałam. Usiłowałam zasłonić się ręcznikiem i wydostać się z wanny. Z pomocą przyszedł mi mój sparaliżowany znajomy. Nie wiem, jak udało mu się dotrzeć do mojego stanowiska. Zasłonił mnie nie patrząc w moją stronę. Obrzucił groźnym spojrzeniem intruza, i ten poszedł sobie.
A mój rycerz… Czasem, gdy jest mi ciężko, myślę o nim.

Zobacz także:

Krystyna Nita OFFline profil autora

Autor: Krystyna Nita

Napisz do autora

Artykuły (67) Galerie (0) Średnia ocen (4.25)

Wiek: 55 | Miejscowość: Kraków | Kraj: Polska

O mnie: Pisanie jest dla mnie porządkowaniem myśli, oswajaniem stresu. Czytanie - przyjemnością.

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 2

Sortuj komentarze:

Robert Młynarczyk 21.03.2010 16:10

Ocena: Ocena pozytywna 84 Ocena negatywna 70

Tak to już jest, że "są drzwi, które otwiera tylko choroba", niestety ten cytat zbyt często sie sprawdza...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mirek Suchodolski 21.03.2010 11:05

Ocena: Ocena pozytywna 81 Ocena negatywna 81

Widzisz, uratował Cię ciężko chory człowiek. Tacy ludzie oddadzą serce i resztkę życia za przyjaciela, bo choremu zdobyć przyjaciela jest ciężko. Znam takiego który o każdej porze nocy zwlecze się z łóżka i wezwie pomoc dla potrzebujących, on ma cyfrowe ciśnieniomierze, tak że zawsze zajrzą do niego sąsiedzi w razie potrzeby
PS. A Propos ciśnieniomierzy, nie kupujcie przypadkiem ciśnieniomierzy nadgarstkowych bo one fałszują wyniki pomiarowe.
Za artykuł5+

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.