Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

70285 miejsce

(Nie)poważna Ameryka

Skład delegacji amerykańskiej na obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej jest niewątpliwie ciosem dla polskiej polityki serwilizmu wobec USA. Czy wymusi to zmianę priorytetów naszej dyplomacji?

Czy rzeczywiście oznacza to pogorszenie stosunków z USA? Można powiedzieć, że po roku 1989 administracje kolejnych amerykańskich prezydentów nas rozpieszczały. Tak samo traktowano zresztą pozostałe kraje w regionie. Wynikało to jednak głównie z rozpadu bloku wschodniego, i co za tym idzie, zwycięstwa Ameryki nad ZSRR. Głównym celem było umocowanie tej części Europy w zachodniej sieci sojuszy i niedopuszczenie do odbudowy bloku komunistycznego. Zrealizowanie tych celów w sposób naturalny musiało oznaczać przeniesienie uwagi Ameryki na inne części globu.

Niestety, polskiej dyplomacji po raz kolejny zabrakło umiejętności przewidywania. Zupełnie bezpodstawnie wierzyliśmy, iż jesteśmy wieczystym sojusznikiem USA i że to mocarstwo będzie cały czas poświęcać nam znaczącą uwagę. Wielu w Polsce marzyło o sojuszu podobnym do tego jaki posiada Wielka Brytania, która jest rzeczywiście najważniejszym sprzymierzeńcem Waszyngtonu. Stąd serwilizm wobec Ameryki stał się podstawowym sensem naszego międzynarodowego bytu. Pojechaliśmy na niepotrzebną nikomu poza USA wojnę w Iraku, co pogorszyło nasze relacje z sąsiadami, przetarg na samolot wojskowy wygrała maszyna zza oceanu, zamiast porównywalnej konstrukcji europejskiej. Ponadto LOT wybrał maszyny Boeinga, a nie francuskiego Airbusa. Wreszcie zgodziliśmy się na zainstalowanie tarczy antyrakietowej w zamian za podanie ręki i to w 15 lat po tym, jak nasz kraj opuścił ostatni żołnierz radziecki.

Słowem bardziej cenimy sobie relacje z odległym mocarstwem niż z bliskimi sąsiadami, takimi jak np. Niemcy. Pewni swego sojuszu z Amerykanami śmiało wymachujemy szabelką przed Rosją i kluczowymi państwami UE. Dlatego zmiana kierunku dyplomacji amerykańskiej przez Baracka Obamę wywołuje u nas poczucie pozostawienia na lodzie i uwydatnia skutki błędnej polityki ostatnich lat. Wyrazem tego stał się niedawny list byłych przywódców regionu, pod którym podpisali się między innymi Aleksander Kwaśniewski i Lech Wałęsa.

Uważam jednak, że zamiast płakać z powodu zmiany kierunków polityki USA powinnyśmy zdobyć się na odrobinę pragmatyzmu i przeanalizować sposób prowadzenia polityki zagranicznej. Przede wszystkim odrzućmy marzenia o stosunkach z USA podobnych do takich, jakie mają Brytyjczycy. Trzeba pamiętać, iż relacje tych państw mają długą tradycję. Choć historia stosunków pomiędzy nimi niejednokrotnie bywała burzliwa, to Brytyjczycy walnie przyczynili się do powstania USA.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Kolega Robert Mercury ma racje, ale wybaczam ten jezyk, wiem to mlodosc i bunt.
Prosze sie zaznajomic z moja opinia, ja mieszkam w USA juz 30 lat i czynnie uczestnicze w polityce. Z tej strony to troche inaczej te sprawy wygladaja.
Szacunek dla mlodych myslacych ludzi.
Opinie
link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się z Michałem!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kolego Robercie, czym innym jest krytykowanie rządzących, a czym innym ich obrażanie. Wzrost prezydenta nie powinien być podstawą do oceny jego prezydentury. Twój komentarz nie jest merytoryczny i przepełniony agresją i nienawiścią.
Co do Rosji, to ciekaw jestem czy możesz mi wskazać choćby jeden dowód na potwierdzenie tezy, iż jej potęga rośnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Poprzednicy Obamy rozbijali blok komunistyczny, dlatego Polska była dla nich kluczowa. Bush jr. był prezydentem nieudolnym, niezdolnym do właściwej oceny sytuacji, stąd wyruszył na podbój Bliskiego Wschodu.
Jeśli chodzi o imperializm Rosji, to rzeczywiście ten kraj wraca do dawnego carskiego stylu budowania potęgi poprzez budowanie, jak powiedział Miedwiediew, „strefy uprzywilejowanych interesów” tyle, że jest to niewątpliwie „kolos na glinianych nogach”, który z roku na rok słabnie i trudno go przez to porównywać do Stanów Zjednoczonych.
Napisałeś „ważna jest jeszcze jedna rzecz: oczekiwanie by USA traktowały nas jako RÓWNEGO partnera jest naiwne. O powodach nie muszę chyba pisać?” Czy zatem uważasz, że musimy się w stosunku do USA zwasalizować?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Polityka rosyjska jest równie, a nawet bardziej imperialna niż ta Stanów Zjednoczonych. Że dzieje się to bardziej po cichu to inna sprawą.

Obama popełnia błąd - jego poprzednicy od Reagana przez Busha seniora, Clintona i Busha jr. świetnie rozumieli, że Polska może być rodzajem buforu między Zachodem i byłym ZSRR. To było proste wykorzystanie położenia Polski w zamian za mniej lub bardziej oficjalne obietnice militarne. Niestety sam Obama - przypuszczam - ledwo kojarzy gdzie Polska leży, a co dopiero miałby myśleć o naszym kraju jako partnerze.

Ważna jest jeszcze jedna rzecz: oczekiwanie by USA traktowały nas jako RÓWNEGO partnera jest naiwne. O powodach nie muszę chyba pisać?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wnioskuję, iż imperializm, Twoim zdaniem jest wymysłem komunistów. Wobec tego jak nazwać inaczej imperia kolonialne europejskich mocarstw tworzone w XIX wieku? Ameryka postępuje podobnie, dlatego weszła do Iraku.
Co do Obamy zgadzam się, że jest to człowiek naiwny, ale przestawienie priorytetów amerykańskiej polityki zagranicznej było nieuniknione. Nasz region nie jest kluczowy, Stany Zjednoczone nie mają wielkich interesów w Europie Środkowej, dla nich partnerem jest Rosja czy Chiny.
Co do 1939 roku to wówczas też liczyliśmy na pomoc odległych Brytyjczyków i Francuzów, choć sojusz z nimi oceniam pozytywnie, gdyż dzięki niemu Hitler nie mógł przedstawić konfliktu z Polską jako lokalną rywalizację i musiał stanąć do wojny światowej.
Nie twierdzę, że mamy zerwać stosunki dyplomatyczne z USA, lecz iż powinnyśmy zracjonalizować swoje priorytety, zwracając się ku Europie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rzeczywiście ktoś go usunął.
Moja niechęć do USA jest spowodowana imperializmem tego kraju, a nie związkami z lewicą, które mi przypisujesz.
Nie zrozumiałeś mojej myśli, poprzez funkcjonowanie o własnych siłach rozumiem właśnie WSPÓŁPRACĘ z sąsiadami zamiast SERWILIZMU wobec USA. Co do wspomnianego „rozkroku”, w którym rzekomo stoją Ukraińcy to tak się akurat składa, że UPA i OUN gloryfikuje właśnie najbardziej proeuropejska część tego kraju, w ich oczach nie stoi to w żadnej sprzeczności z prozachodnim kursem w polityce zagranicznej. Polska powinna mieć sensownych sojuszników, ale myślę, iż trzeba ich gdzie indziej szukać.
Kompleks narodowy, o którym mówię polega na szukaniu „starszego brata” kogoś, komu będziemy mogli się poskarżyć. Odnoszę wrażenie, że właśnie to decyduje o Twoim sposobie myślenia.
Moja teza wygląda tak: zapomnijmy o silnych związkach z Ameryką, która nas wyraźnie lekceważy i zbudujmy silne sojusze w Europie. Jest to na pewno mniej irracjonalne niż wiara, że w razie zagrożenia uratują nas bohaterowie zza oceanu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gdzie się podział Twój komentarz? Ktoś go usunął?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Imperializm to słowo wytrych w polskich kronikach filmowych czasu komunizmu. Mnie osobiście śmieszy. Nie zarzucam Ci związków z lewicą, a jedynie pewne mentalne inklinacje, które potwierdza użycie terminu imperializm ;)

Co do współpracy z sąsiadami: jestem jak najbardziej za, ale nie potępiałbym w czambuł sojuszu z USA. Pomijając sentymenty i udział prezydenta Reagana to ważny partner i "dywersyfikujący" naszych innych sojuszników, którzy, jak pokazał wrzesień 39 często są nimi na papierze. Im więcej ich tym lepiej.

Teza: "zapomnijmy o silnych związkach z Ameryką, która nas wyraźnie lekceważy i zbudujmy silne sojusze w Europie." ma wadę = jest wodą na młyn Rosji. Co do lekceważenia ze strony USA. Obama jest prezydentem, który chce być takim panem łatą. Myśli, że swoim otwarciem na takie państwa, jak Iran spowoduje pokój na świecie i demokracje w tych krajach, które nigdy jej niezaakceptują. Naiwne to!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rzecz w czym innym - to Ty piszesz o machaniu szabelką i przywołanie ofiar Katynia miało uświadomić Ci, że nie da się przemilczeć pewnych faktów - podobnie z Rosją, jak i Niemcami i Ukrainą. Problem z Rosją jest jednak innej natury - Niemcy bowiem nie wypierają się odpowiedzialności, w przeciwieństwie do Rosjan. Ukraińcy zaś stoją w rozkroku między sympatiami prozachodnimi, a gloryfikacją OUN i UPA.

Proszę nie imputować mi przy tym wyznawania kompleksów (sic! jak można "wyznawać kompleksy" - czy to po Polsku). Machaniem szabelką jest właśnie wiara w to, że można istnieć w położeniu geopolitycznym Polski bez sensownych sojuszów "o własnych siłach" - bo rozumiem, że to miał na myśli kolega w ostatnim akapicie tekstu.

Na koniec jeszcze jedno - wyziera pewien rodzaj dychotomii w tym co piszesz, nie mogąc się najwyraźniej zdecydować, czy Polska powinna iść w sojuszu z sąsiadami ("Można to osiągnąć poprzez samo zaprzestanie wspomnianego przeze mnie „wymachiwania szabelką”. Przykład Niemiec pokazuje, że wbrew pozorom Moskwie nie brakuje pragmatyzmu i dogadując się z nią możemy wiele zyskać, zwłaszcza, że pozycja tego państwa systematycznie słabnie i w związku z tym rosyjska pewność siebie będzie powoli zanikać.") czy też o własnych siłach. Jedyny jasny komunikat w Twoim tekście to irracjonalna, taka trochę lewacka niechęć do stosunków z USA (sam miałem podobnie w wieku 17-18 lat).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.