
- Mnie osobiście to cieszy, że to Cracovia jest faworytem i wszyscy na nią stawiają. Cała presja jest skumulowana jest na Cracovi - mówił przed spotkanie
Marcin Kolusz, napastnik nowotarżan. Właśnie lekkość gry była dostrzegalna od początku spotkania w poczynaniu hokeistów z Nowego Targu. Atutem nowotarżan był także rytm meczowy w jakim się znajdowali. Hokeiści Cracovii, którzy szybko awansowali do finału nie grali żadnego spotkania od ponad dziesięciu dni.
Gracze pasów mogli objąć prowadzenie w 11. minucie. Jednak Daniel Laszkiewicz będąc 2 metry przed bramką nie zdołał dosięgnąć krążka. Przed końcem tercji na prowadzenie mogli wyjść nowotarżanie. Zapała zagrywa za bramki do Kolusza, ale ten z metra nie zdołał pokonać bramkarza biało-czerwonych.
Druga tercja to prawdziwa wymiana ciosów. Najpierw w 27. minucie bramkę dla Podhala zdobywa
Piotr Kmiecki. Krakowianie rozdrażnienie stratą bramki potrzebowali zaledwie dwóch minut by odrobić straty.
Łopuski na raty pokonuje
Zborowskiego. Po utracie bramki Krakowianie próbowali pójść za ciosem, ale to goście mogli cieszyć się ze zdobytych goli. Najpierw w 37. minucie, za niebieskiej linii uderza
Kapica. Fatalny błąd bramkarza Pasów i krążek wtacza się do bramki. Nie minęło 40 sekund, a do siatki Cracovii trafił Baranyk, który precyzyjnym strzałem z 8 metrów umieścił krążek tuż obok słupka.
Nadzieje Cracovii na korzystny wynik dała bramka
Dudasa. Krakowanie, którzy grali w przewadze dwóch zawodników świetnie rozprowadzili krążek i gracz Pasów zdobył bramkę z okolic niebieskiej linii. Dwie minuty późnie to jednak znów nowotarżanie mogli cieszyć się ze zdobytej bramki za sprawą Kolusza. Minutę później sędzia podyktował rzut karny dla Podhala. Jednak w starciu Kolusz-Radziszewski, górą był bramkarz Pasów. Mogło być 5-2 dla Podhala, jednak niewykorzystany rzut karny i świetna odpowiedź Cracovi sprawiły, że na tablicy wyników było już tylko 4-3 dla zawodników z Nowego Targu.
Od tej pory zawodnicy biało-czerwonych za wszelką cenę próbowali doprowadzić do dogrywki. Najbliżsi byli tego trzy minuty przed końcem spotkania. Nagle z okolic 7 metra na niesygnalizowany strzał zdecydował się
L. Laszkiewicz. Jednak z największym trudem krążek złapał Krzysztof Zborowski. Wynik nie uległ już zmianie i Podhale mogło cieszyć się z pierwszego zwycięstwa w finale play-off od trzech sezonów.
- Jesteśmy zadowoleni z tego, że osiągnęliśmy korzystny wynik - mówił po spotkaniu
Milan Jancuska, trener Podhale. Dzięki zwycięstwie w pierwszym meczu finałowym Podhale wyrównało stan rywalizacji na 1-1. Zespół z Krakowa przystąpił do rywalizacji z bonusem, przez to że w rundzie zasadniczej miał lepszy bilans meczowy w bezpośrednich pojedynkach z Podhalem.
Kolejne spotkanie już dziś wieczorem w Krakowie.