Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8548 miejsce

Niespełnione nadzieje polskiej piłki. Na własne życzenie?

Oglądając mecze polskiej reprezentacji w piłce nożnej można zadać sobie pytanie, co się dzieje z talentami, które nie osiągają później takiego sukcesu, jakiego się od nich oczekuje. Za duże oczekiwania czy tylko chwilowy błysk geniuszu?

Polska reprezentacja spisuje się nienajgorzej. To właściwe słowo. Niestety polscy piłkarze należą do europejskich przeciętniaków, a kadra narodowa od wielu lat nie zalicza się do grona piłkarskich potęg. Nagminnie mówi się o zawodnikach, którzy mogą zrobić oszałamiające kariery w zachodnich klubach. Kibice oczekują po nich wspaniałej gry w reprezentacji oraz niesłychanych emocji. Piłkarze zawodzą. Są za słabi albo kibice mają względem nich wysokie oczekiwania. Dlaczego tak się dzieje?

W każdym kraju na świecie rodzą się piłkarskie talenty. Beenhakker, trener narodowej kadry Polski krótko ucina temat: „talenty są wszędzie”. To prawda, ludzi z wielkim potencjałem można spotkać wszędzie, pozostaje sprawa odpowiedniego „oszlifowania diamentów”. To, że nie dorównujemy piłkarsko takim potęgom jak Brazylia, Argentyna czy Niemcy nie jest przypadkiem.

W krajach Ameryki Południowej mecz piłkarski jest świętem narodowym. Dzieci grają w piłkę w każdej wolnej chwili. To jest wpisane w ich kulturę. Mają idolów takich jak Maradona czy Pele i starają się wzorować na nich. Kluby nie są najzamożniejsze, ale stawiają na szkolenie młodzieży i później to procentuje. Zyski z transferów zasilają grubo konta klubów.

Może się wydawać, że tropikalny klimat w tamtych krajach nie ma znaczenia. To błędne rozumowanie. Dzieci grają w piłkę cały rok, nie mają takich przerw jak w Polsce zimą. Pogoda klimatu umiarkowanego często zniechęca do sportu. Jest zimno, pada deszcz, a infrastruktura obiektów sportowych jest w opłakanym stanie. Młodzi polscy piłkarze, zwłaszcza w ligach niższych zimą biegają wokół zaśnieżonego boiska albo trenują na hali.

Niemcy sumiennie budują swoją potęgę. Naszego sąsiada można spokojnie zaliczyć do grona najlepszych drużyn piłkarskich wszech czasów. Mają drużynę, która nie schodzi poniżej
poziomu.

Niemiecka siatka szperaczy talentów od lat wychwytuje młodych, zdolnych piłkarzy. Kariery juniorów pod dobrym okiem trenerów przebiegają poprawnie. Niemcy mają w swoim składzie zawodników innej narodowości. Polskiego pochodzenia piłkarze Klose czy Podolski już strzelali bramki przeciwko polskiej reprezentacji rozstrzygając o jej porażce. Czy mogliby grać dla nas, gdyby PZPN bardziej się postarał?

Były selekcjoner Jerzy Engel dla portalu kibicpolski.pl dementuje sprawę: „Ci chłopcy żyją w innych krajach, tam się wychowali, tam doszli do klasy, jaką reprezentują i co innego mówią w prasie, a co innego przedstawicielom. Myśmy nie stracili Klose czy Podolskiego, bo nigdy ich nie mieliśmy”.

Słowa mogą brzmieć brutalnie, ale wygląda na to, że nie było szans skłonić tych zawodników do gry dla Polski. Zresztą po co, jeśli nie czują się Polakami? To tylko dwa najbardziej medialne przykłady, z racji tego, że mają polskie pochodzenie piłkarzy można zaliczyć do straconych polskich talentów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Marcin Rosłaniec
  • Marcin Rosłaniec
  • 18.09.2010 22:09

Moim zdaniem jeśli chodzi o niespełnione nadzieje problem tkwi zdecydowanie w podejściu trenerów do szkolenia młodzieży. Przykład rok 2000 jeden z moich kolegów Michał Modzelewski. Chłopak 16 lat obrońca. Radzi sobie świetnie w małym klubie grającym w A-klasie. Jest postacią wyróżniającą się w klubie. Zostaje powołany do kadry woj. mazowieckiego na kilka meczy sparingowych. Już wtedy mówi się po cichu o nim o Sławku Peszko, Pawle i Piotrku Brożkach jako o nadziejach polskiej piłki. Sęk w tym, że po powrocie ze zgrupowania kadry Mazowsza Michał wraca do klubu i na następny dzień po ciężkim spotkaniu gra towarzysko z drużyną warszawskiej Polonii. Radzi sobie świetnie i jako boczny obrońca na krok nie odpuszcza Emmanuela Olisadebe, świeżo upieczoną gwiazdę reprezentacji Polski. Popularny Oli stwierdza po meczu, że ten młody chłopak z "czwórką" ma niesamowite zdrowie i powinien niedługo zaistnieć w poważnej piłce. Dzień trzeci-do prezesa klubu Michała dzwoni jeden z wysoko postawionych agentów piłkarskich proponując wykup zawodnika do jednego z klubów ekstraklasy za niebotyczne pieniądze. Warunek-Michał ma dzisiaj zagrać w meczu sparingowym z Górnikiem Polkowice. Prezes od razu przystaje na pomysł nie zważając, że w ciągu ostatnich dwóch dni zawodnik rozegrał dwa ciężkie mecze. Nie podaję nazwy klubu, ale to jedna z czołowych drużyn ekstraklasy. W drużynie Górnika na testach przebywa właśnie Mariusz Ujek, którego na krok Michał nie odpuszcza. Król strzelców II ligi najwyraźniej nie radzi sobie z młodym chłopakiem, który w każdej sytuacji wydaje się być lepszy. Wkońcu "U" nie wytrzymuje presji i potężnym wślizgiem robi zamach na wielką karierę Michała łamiąc szesnastolatkowi dwie nogi. To koniec...pytanie kto dopuścił by młody chłopak rozgrywał 3 mecze dzień w dzień po rząd. Czy sto czy nawet dwieście tysięcy złotych to kwota za którą warto ruinować komuś życie? I jak mamy sprawić żeby te nasze piłkarskie nadzieje odnosiły sukcesy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.