Facebook Google+ Twitter

Niestety, to był początek końca?

Dla naszej reprezentacji zakończyły się już eliminacje do finałów ME. Strata pięciu punktów w meczu z Finami i Serbami będzie miała podobne skutki, jak porażka podopiecznych Bońka, cztery lata temu z Łotyszami.

Okazało się, że zatrudnienie holenderskiego szkoleniowca było tematem zastępczym, by minister sportu nie wprowadził komisarza do PZPN, a jednoosobowa decyzja Michała Listkiewicza – wbrew stanowisku Wydziału Szkolenia i Rady Trenerów – o powierzeniu drużyny narodowej Leo Beenhakkerowi była nierozsądna i ogromnie kosztowna.

Prezes PZPN doskonale wiedział co robi, bowiem nowy selekcjoner już na pierwszym publicznym spotkaniu zaczął obiecywać „złote góry”, na które niestety dało się nabrać kilku klakierów z grona dziennikarzy, działaczy i „miodowych fachowców” z Jerzym Engelem na czele, który zaczął... kolaborować z miodowymi aferzystami, przyjmując propozycję Listkiewicza „szefowania” Wydziałowi Szkolenia.

Przypomnę tylko, że Holender dał gwarancje, nie tylko wprowadzenia naszych Orłów po raz pierwszy w historii do finałów ME, ale również zapewniał, że w tych rozgrywkach – w przeciwieństwie do dwóch ostatnich mundialowych kompromitacji – zajdziemy bardzo wysoko. Oczywiście na "dzień dobry" złotousty Leon zapewniał o zdobyciu kompletu punktów ze słabiutkimi Finami i przeżywającymi jeszcze większy kryzys niż My, Serbami, którzy okrutnie namęczyli się, by wygrać w minimalnym stosunku z Azerami.

Taka demagogia spowodowała, że Listek i Engel – nowy szef szkolenia zgodzili się na zatrudnienie dodatkowo dwóch Holendrów – konsultanta do treningu bramkarzy i dyr. technicznego reprezentacji, który kiedyś zajmował się sprzedażą... truskawek, a później „kupczenie” owocami zamienił na "handel zawodnikami", wśród których był niestety Jerzy Dudek.

Kiedy, w jednym z felietonów, nieśmiało stwierdziłem, że niechciałbym być w skórze Listkiewicza, Engela i najemników z kraju tulipanów, gdy w inaugurującym dwumeczu, choć raz zremisujemy, natychmiast zostałem wyśmiany i uznany za defetystę.

Niestety, dwa eliminacyjne spotkania rozegrane przez reprezentację, pod wodzą Leona-zawodowca nie tylko potwierdziły moje wątpliwości, ale również obnażyły moje dyletanctwo, jeśli chodzi o fatalną znajomość naszej skopanej. Dzięki takiej publicznej deklaracji zostałem nazwany i to zupełnie słusznie „defetystycznym optymistą” – bowiem zakładałem stratę dwóch punktów, podczas gdy „Beenhakkerowcy” stracili pięć.

Na moje laickie prognozy duży wpływ miało przeświadczenie, że po słabiutkim występie przeciw Duńczykom, rezerwowy bramkarz Liverpoolu nie zostanie powołany na spotkania eliminacyjne.
Niestety, stało się inaczej i nie tylko ja byłem takim obrotem sprawy rozczarowany, ale przede wszystkim Artur Boruc. Nie wytrzymał psychicznie – z góry przesądzonej – rywalizacji na zgrupowaniu we Wronkach i po dwóch dniach wyjechał do Szkocji, tłumacząc się „ciężką kontuzją”. A swoją drogą to na Wyspach muszą być lekarze cudotwórcy, bowiem Artur natychmiast po przyjeździe rozpoczął ciężkie treningi i wystąpił w zwycięskim (1:0) spotkaniu z Aberdeen. W zaistniałej sytuacji między słupkami na boisku w Bydgoszczy stanął Jerzy Dudek, który na treningach – według "opylacza truskawek" – prezentował się ponoć fenomenalnie, dzięki czemu stał się ojcem zwycięstwa…..Finów, „puszczając dwie szmaty”.

Mam nadzieję, że holenderski "truskawkowy badylarz" zrozumiał wreszcie, że po zajęciach treningowych nie powinno się oceniać bramkarza, który na dodatek od kilkunastu miesięcy nie uczestniczy w meczach ligowych, a tym samym pozbawiony jest stresu, jaki towarzyszy graczowi przed, w czasie i po meczu – co niemal w 99 procentach ma wpływ na ocenę aktualnej formy.

Poza tym odgrzebanie z lamusa zawodnika Wisły, Głowackiego, którego głównym atutem jest bezmyślne faulowanie, musiało się skończyć karnym, „czerwienią” i największą hańbą w historii polskiej piłki – czyli porażką z Finami. Jestem przekonany, że gdyby w meczu z Serbią nastąpiło więcej zmian (Kaźmierczak, Garguła) i dodatkowo zostali powołani Bosacki, Rzeżniczak, Szałachowski i paru innych młodych piłkarzy, to końcowy wynik byłby korzystny dla Nas. A gdyby taki zestaw graczy był od początku wronieckich przygotowań, to dziś bylibyśmy liderami grupy z... kompletem punktów.

Niestety w myśl przysłowia, że nieszczęścia chodzą parami, tuż przed warszawskim meczem wybuchł kolejny skandal związany z pracą, a właściwie wolontariatem "latającego Holendra" i jego „trędowatej” załogi. W związku z dyletancko-naiwnym oświadczeniem Listka, iż całą winę ponosi jakaś kancelaria prawnicza, której PZPN zlecił wypełnienie dziecinne łatwych formularzy – dla trójki holendrów – do Urzędu Pracy, nasuwa się pytanie: Za co, do ciężkiej cholery, na Miodowej, płacą armii pracowników Listkolandu?

Dodatkowego smaczku w tej smrodliwej sprawie dodaje publiczna wypowiedź (przyzwyczajonego do tego, że poprzednie władze już w zarodku „tuszowały” jeszcze gorsze przestępstwa "miodowych mafiosów") „Misia”, w której apeluje On do przedstawicieli Urzędu Pracy, by, cytuję: przymknęli Oni oko na to niewątpliwe przestępstwo. Mam nadzieję, że minister spraw wewnętrznych dopilnuje, by pracująca na czarno trójka najemników i aferzyści z PZPN zostali przykładnie ukarani – to znaczy: oprócz „śmiesznej” (3 tys. i 1 tys. złociszy) grzywny dla PZPN, Leona i jego kompanów, zostanie wydany, zgodnie z międzynarodowym prawem, wyrok zakazujący na kilka (-naście) lat zatrudnienia obcokrajowców w reprezentacyjnej piłce!!!

Natomiast z rozbrajająco szczerego, aż do bólu, „zeznania” Jana de Zeewue, udzielonego red. Krzysztofowi Stanowskiemu z „Dziennika” wynika, że On i Leo chcą we dwójkę, bezpłatnie poprowadzić naszą reprezentację, bo... widzą w tym sens i… interes polskiej piłki. No cóż, jedyną szansą wyjaśnienia i przerwania tej „charytatywy” jest wprowadzenie komisarza do PZPN, który podziękuje za wolontariat holenderskiemu tercetowi, bo My Polacy jesteśmy zbyt dumni, by być na czyjejś łasce. Oj, obawiam się, że wówczas do UEFA wpłyną trzy pisma z żądaniem zrealizowania finansowych zobowiązań za... dotychczasową pracę – czytaj fuszerkę.

Co zaś się tyczy nazwania mnie – przez "sprzedawcę truskawek" – prostakiem, to nie widzę potrzeby polemizowania z Nim i to z trzech powodów. Po pierwsze nigdy nie spotkałem się z tym indywiduum i dlatego nie mam prawa wypowiadać się, czy jest On super inteligentnym facetem, czy totalnym przygłupem. Po wtóre, spodziewam się, że przewodniczący Klubu Wybitnego Reprezentanta Grzegorz Lato na najbliższym posiedzeniu prezydium wystąpi w mojej – jestem członkiem tego elitarnego klubu – obronie i zażąda przykładnego ukarania holenderskiego „wolontariusza”.

Jestem przekonany, że gdyby jakiś Polak współpracujący z holenderską federacją wyraził się w podobny sposób o Johanie Cruyffie, czy innym zasłużonym holenderskim graczu, to… zostałby zmuszony (i to w doskonałym zamaskowaniu) czym prędzej uciekać do kraju. Wreszcie po trzecie, dyskutować o futbolu to ja mogę ze starszymi i młodszymi kolegami z kadry i boisk ligowych oraz reprezentacyjnymi i klubowymi trenerami, ale nigdy nie zniżę się do tego, by polemizować z pseudo-fachowcami, czy futbolowo nawiedzonymi typami.

* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego, ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym .

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Niestety, tylko taki język rozumieją nasze ELYTY (które wiadomo, skąd się wywodzą) i tylko taki język do nich trafia "pod kopułę". NIE-ELYTY mogą być jedynie zniesmaczone i językiem i treścią i zachowaniem tych, których dotyczą artykuły p. Janka T.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomaszewski miał szansę coś zrobić gdy byl w komisji etyki PZPN, ale wsławił się tylko tym,że Dziroeicza który zaczął sypać chciał zdyskwalifikować,

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeczytałem, żeby móc skomentować i... nie skomentuję, bo co też tu komentować:(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Refleksje pana Tomaszewskiego zawsze uważałem za słuszne. Jednak dzisiejsza ma zbyt wiele jadu, jak na mój pokojowy gust. Zbyt blisko lawiruje sądowego procesu, na który się zanosi. Mieć rację to jedno, ale śmiało a spokojnie je wyłożyć, to drugie. I sporo popełniono literówek i błędów - to pewnie też z powodu zbytniego rozemocjonowania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.