Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

111879 miejsce

NieSzczęsny zegarek sędziego

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2011-09-10 08:51

Jestem piłkarskim ignorantem, ale ostatnio zaczynam się przełamywać do futbolu. Może dopadła mnie piłkarska gorączka przed Euro 2012?

Może się z tego wyleczę, a może nie. Ciężko powiedzieć, ale to nie jest teraz najważniejsze. Mecz towarzyski roku obejrzałem w całości. I nie żałuję. Zobaczyć nowy stadion w Gdańsku, choćby tylko w telewizji-bezcenne. Ale usłyszeć kibiców, którzy tam przyszli-dramat.

Przed meczem kapitanowie obu zespołów przeczytali deklarację fair play. Jak tylko polscy kibice usłyszeli język niemiecki zaczęły się bezsensowne gwizdy. Nic się w naszym kraju nie zmienia na lepsze. Możemy zbudować kolejnych pięć stadionów i pękać z dumy, ale dopóki nie zmieni się nasza mentalność i nie zbudujemy pozytywnej atmosfery na trybunach piłkarskich, to nie możemy mówić, że weszliśmy do Europy. Same stadiony to za mało, bo klimat na zawodach sportowych tworzą ludzie. Na Pepsi Arenie w Gdańsku pewnie śmierdzi jeszcze farbą i obiekt z pewnością może być uznawany za jeden z najlepszych na świecie, ale co z tego skoro kibicom z butów wystaje słoma? Później nie było lepiej, bo publiczność siedziała cicho, jak w teatrze. Doping był mierny do tego stopnia, że ciężko było określić kto gra u siebie. Publika była obojętna, jakby pochodziła z neutralnego Wolnego Miasta Gdańsk…

I tak jeszcze przed pierwszym gwizdkiem kibice zrobili przysłowiową oborę i niestety niesmak pozostał, ale koniec o tym, ponieważ najważniejszy był przecież mecz. A ten zaczął się bardzo dobrze dla gości, bo Polacy byli chyba w szoku. Presja, niemiecki kompleks, zero zwycięstw z Niemcami w całej historii piłki kopanej. Nasi chyba naczytali się bzdur w gazetach i chyba uwierzyli, że to mecz o wszystko. Goście atakowali, ale na szczęście ekipa Franciszka Smudy otrząsnęła się z amoku i bez kompleksów zaczęła napierać na bramkę rywali. Opłaciło się. GOL. 1:0. Można wreszcie zapomnieć o Zbigniewie Bońku i jego ostatniej bramce w meczu z Niemcami ponad trzydzieści lat temu! Polska ma nowego bohatera, który postawił się
Niemcom! Ale wbrew pozorom nie jest nim strzelec tego gola, ale Wojciech Szczęsny. O tym, że Lewandowski dał prowadzenie Polsce w tym spotkaniu kibice szybko zapomną, lecz tego, co wyprawiał w bramce Szczęsny zapomnieć się nie da. Ten gość rozegrał mecz życia.

To oczywiście Niemcy byli lepsi w tym spotkaniu i z czasem zupełnie zaczęli przejmować inicjatywę. Bombardowali strzałami bramkę naszego golkipera, jak kiedyś Londyn – konsekwentnie i celnie. Ciężko, żeby było inaczej skoro nasz team narodowy ma dziurawą obronę. Goście mijali naszych stoperów, jak tyczki i wyszarpali w końcu rzut karny, który zamienili na bramkę. Ale nie było w tym żadnej winy polskiego bramkarza. Ten był po prostu bezbłędny. Tylko dzięki jego grze reprezentacja Polski nie przegrała tego meczu kilkoma bramkami. Ten facet jest moim nowym idolem. Jeśli kiedykolwiek go spotkam i przebiję „piątkę”, to przez tydzień będę biegał z ręką wyciągniętą nad głową. Wiem, że to mało oryginalne. W końcu, jak widać poniżej, nie ja pierwszy i pewnie nie ostatni.



Mecz był dobry i trzymał w napięciu do ostatniej minuty. I to dosłownie. W 90. minucie Błaszczykowski trafia z karnego i już nikt nie ma wątpliwości, że ten mecz przejdzie do historii, bo pierwszy raz pokonamy zachodnich sąsiadów! Sędzia doliczył trzy minuty. Sporo, ale wszyscy są spokojni, bo tego pojedynku przegrać się nie da. Trener Franciszek Smuda panuje nad sytuacją. Zmiana taktyczna. Schodzi kapitan Błaszczykowski. A to musi przecież potrwać. Zdjęcie opaski kapitana i przekazanie jej innemu graczowi, brawa, podziękowanie kibicom, niezbyt szybki trucht w stronę ławki rezerwowych. Typowa i dozwolona gra na czas. Ale czas każdemu inaczej płynie. I w tym międzyczasie właśnie Smuda zapytał sędziego technicznego ile zostało do końca meczu. Dowiedział się, że siedemnaście sekund. Niemcy nie odpuścili. Przejęli piłkę, ruszyli na naszą połowę (minęło siedemnaście sekund), zbliżyli się do pola karnego (minęło chyba trzydzieści sekund), zaczęli kiwać naszego obrońcę do tego stopnia, że ten zamiast przycisnąć rywala, to zaczął mu ustępować miejsca i zahipnotyzowany zwodami Niemca położył się na murawie… A potem już tylko podanie, strzał, gol i gwizdek kończący mecz. Sędzia miał chyba popsuty zegarek, bo doliczył dodatkową minutę do doliczonego już czasu gry. Można się wkurzyć. Nawet, jak się jest piłkarskim ignorantem!

Ale emocje opadły i jak myślę o tym spotkaniu na spokojnie, to dochodzę do wniosku, że sędzia zrobił nam dobrze. Gdybyśmy na niespełna rok przed Euro 2012 pokonali faworytów do mistrzowskiego tytułu, to co niektórzy mogliby uwierzyć, że już jesteśmy w europejskiej czołówce piłki kopanej. A powodów do wielkiego optymizmu przed mistrzostwami nie ma. Jesteśmy wciąż słabi i Niemcy to udowodnili. Zafundowali nam piłkarski blietzkrieg przebijając się za każdym razem przez naszą obronę w kilka sekund.

Ten mecz, to taki kubeł zimnej wody. Jest o czym myśleć i mamy dziesięć miesięcy, żeby jeszcze coś w naszej grze poprawić. Na szczęście mamy Szczęsnego, ale nieszczęsny zegarek tyka i szybko odlicza czas do Euro 2012.

Zdążymy…?

Tomasz Armuła (www.armulatomasz.wordpress.com)
(Tomasz Armuła)

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.