Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2620 miejsce

Niewolnicy bananowych plantacji

Jak wyglądają i smakują banany – wie zapewne każdy. Niewiele osób ma jednak okazję zobaczyć, co się dzieje z tymi tropikalnymi owocami, zanim trafią do naszych sklepów. Zainteresowanych zapraszam na „bananową wyprawę” do Ameryki Centralnej.

 / Fot. Luiza MayorgaKiedy otrzymuję od znajomego propozycję odwiedzenia firmy produkującej owoce cytrusowe na południu Belize, nie namyślam się ani chwili. Wsiadamy do jeepa i po chwili mkniemy po wyboistej, zakurzonej drodze. Mijamy równe rzędy drzewek pomarańczowych, wciągając w nozdrza ich przyjemny, słodki zapach. Słońce praży niemiłosiernie, ale silny wiatr od pobliskiego morza łagodzi upał, w innym razie temperatura byłaby nie do wytrzymania.

Po godzinie jazdy jesteśmy wreszcie na miejscu. W oddali widać szkółkę małych drzewek bananowych, osłoniętych siatką od nadmiernych promieni słonecznych. Z tego miejsca rośliny zostaną przeniesione na plantację, a następnie, w ciągu około ośmiu miesięcy od posadzenia, owoce będą gotowe na eksport.

Jak w saunie

 / Fot. Luiza MayorgaTutejszy tropikalny, wilgotny klimat działa na mnie usypiająco, spowalnia ruchy i utrudnia oddychanie. Kiedy zanurzamy się w gęsty, bananowy gąszcz, od razu robi mi się duszno, pot spływa po twarzy, a ubranie zaczyna lepić do ciała. Dziwię się, że można pracować w takich warunkach. Przed nami tymczasem gwatemalscy (w większości) emigranci sprawnie obcinają i transportują na wpół zielone jeszcze banany. Kiście bananowe są ogromne, ważą co najmniej kilkadziesiąt kilogramów.

Trzeba je na plecach przenieść z drzewa do pobliskiej kolejki linowej, która zawiezie owoce do pakowni. Jestem na plantacji zaledwie pięć minut, a już chcę stąd uciekać. Nawet nie próbuję podnieść gałęzi bananów, które dużo mniejsi ode mnie robotnicy zarzucają sobie szybko na barki. Wpół ugięci pod ciężarem, sprawnie wieszają owoce na hakach kolejki i spieszą do następnego drzewa. W ciągu dnia robią około stu takich rund.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Wychodzi na to, że zagubione wysepki, które nie wyzwoliły się spod kolonialnej władzy państw europejskich czy USA mają więcej szczęścia niż rozumu. Podlegają prawu swojego najeźdźcy, w tym także prawu pracy gwarantującemu płacę minimalna na godziwym poziomie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Życie bywa okrutne. Teraz czas na podobny reportarz, ale z naszego kraju.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z podziękowaniem za szczyptę egzotyki - plus!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Spożywając smakowite owoce, nie zastanawiamy się nad warunkami i etapami wegetacji tych drzew.
A o procesie przygotowania do eksportu, mamy równie mgliste pojęcie.
Autorka odkrywa przed nami bynajmniej nie sielankową otoczkę temu towarzyszącą, co jednak nie zniechęci do zajadania się nimi. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Twoje teksty przenoszą mnie w miejsca, gdzie pewnie nigdy nie dotrę... A przynajmniej nie prędko :)

Dzięki i pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.