Facebook Google+ Twitter

Niewolnicze obroże współczesnej technologii

Truizmem (albo tak modną ostatnio: oczywistą oczywistością) jest twierdzenie, że postęp technologiczny ułatwia życie. Czy czyni nas jednak szczęśliwszymi? Uważam, że odpowiedź na to pytanie nie jest już tak jednoznaczna.

Współczesne technologie dominują nasze życie? / Fot. Dziennik Zachodni Mikołaj Suchan

Dzwoni wszędzie, ale żeby tylko dzwonił


Jednym z najważniejszych, a przynajmniej najpopularniejszych wynalazków, który ma ogromny wpływ na nasze życie jest telefon komórkowy. Przyzwyczailiśmy się już, że dzwoni wszędzie: w pociągach, autobusach, kinach, kościołach... Czasem to denerwuje, ale można jeszcze jakoś przeżyć. Jednak komórka to nie tylko telefon, to także aparat fotograficzny. I znowu można powiedzieć, że pstryka wszędzie (nie zawsze potrzebnie): w parkach, na imieninach, podczas wódczanych spotkań. Na tym oczywiście się nie kończy, bo telefonem można także nagrać rozmowę, film. Pomysłowość ludzka nie zna granic, więc i ten wynalazek ciągle się rozwija.

Ostatnio coraz modniejszą funkcją jest GPS, co posiadaczowi komórki daje możliwość sprawdzenia gdzie w danym momencie znajdują się jego najbliżsi, no i odwrotnie oczywiście. I tutaj pojawia się pytanie: w którym miejscu chcemy postawić barierę dla naszej i czyjeś prywatności? To ułatwia kontakt z dzieckiem, współmałżonkiem, rodzicami, ale w pewnym momencie musi pojawić się pytanie: czy zawsze chcemy, żeby wiedziano o nas wszystko (i czy chcemy wiedzieć wszystko o innych?). Bajer z lipną delegacją czy godzinach nadliczbowych spędzonych przy piwie z kumplem z wojska już nie przejdzie, ale żeby tylko o to chodziło. W końcu dochodzimy do momentu, że – „dzięki”, czy „przez” telefon między innymi – trzeba żyć przy spuszczonej kurtynie także w życiu prywatnym. Szklane domy mogą wciąż mamić, imponować i zachwycać, ale szklana klatka? Chyba nie wszystkich.

Najważniejszy w rodzinie jest...


...telewizor oczywiście. Bo on najczęściej wyznacza rytm życia. Planowanie wizyt i różnych wydarzeń z uwzględnieniem programu telewizyjnego, oglądanie tysiąc sto któregoś odcinka głupawego często serialu podczas rodzinnych albo przyjacielskich spotkań, czy umawianie się na rozmowę (telefoniczną – najczęściej z komórki, albo – osobistą – z własnym dzieckiem na przykład) pomiędzy jednym a drugim serialowym hitem nikogo już (chyba) nie dziwi. Ważniejsze jest wyimaginowany jakiś filmowy Nowak, Nowaczek albo Nowakowski niż prawdziwy sąsiad czy szwagier (i to nawet wtedy, kiedy szwagra zaliczymy do rodziny!). Świat staje się rzeczywiście coraz mniejszy, i świetnie. Może już nawet mniejszy niż zapowiadana globalna wioska, ale dlaczego „ci co przez ściany coraz dalej i dalej od siebie”? Wychowywałem się nie tylko bez telewizji, ale nawet bez prądu (wiem, że dla dzisiejszych nastolatków brzmi to nieprawdopodobnie, może egzotycznie), ale w mojej wsi ludzie byli o wiele bliżej siebie niż w moim bloku, w którym mieszkam od kilkunastu lat. Przez tyle lat nie miałem okazji (pretekstu bardziej), żeby choć raz wejść trzy kondygnacje wyżej. (Piszę także o sobie, bo nie chcę kreować się na kogoś z innej planety. Nie, też jestem stąd.)

Wirtualny zamiast prawdziwego


Dzięki internetowi możemy szybko zdobywać informację, szybko je przekazywać, szybko je tworzyć... No, ale czy wiadomość na gadu gadu zastąpi jesienny liść włożony pomiędzy kartki własnoręcznie napisanego listu, w którym nawet błąd ortograficzny czy skreślenia mają swój urok? Jestem ckliwy i sentymentalny? Może i tak, ale nie chcę i nie dam się zresetować, żeby zacząć na nowo zapisywać swój "dysk" tym, co modne i na topie (a więc koniecznie szybkie i nowoczesne). Wśród wielu, szczególnie młodych ludzi, obowiązuje obecnie niepisana zasada, że dzień należy zacząć się od włączenia komputera, a skończyć na jego wyłączeniu. Zamiast podwórka przed swoim osiedlowym blokiem, dzieci bawią się przede wszystkim w globalne podwórko. Jest to oczywiście poznawcze i jest tam (na tym podwórku) przestronnie, ale ilu tych podwórkowo-wirtualnych znajomych zostanie w pamięci za rok, dwa, dziesięć? O ilu można będzie powiedzieć: mój kumpel, przyjacie? Mówi się, że internet to najnowocześniejsze okno na świat. Owszem, ale wydaje mi się, że jest to okno z przeciwpancerną szybą, przez którą można wiele zobaczyć, ale która także bezlitośnie odgradza od rzeczywistości.

Podróże – czy jeszcze kształcą?


Podróże kształcą – mówiono przez wieki. Jest w tym zapewne sporo racji, ale edukacyjna rola podróży staje się coraz bardziej marginalna w epoce, w której trwa wyścig o „kto jeszcze szybciej”? Z jednej strony to fajnie, że z Paryża do Londynu można przejechać w ciągu dwóch godzin (szybciej niż z Wrocławia do mojego Głogowa, choć to tylko 100 km), ale ile można napatrzyć się w krajobraz, poczuć zapach lasu, koszonej trawy, uśpionego miasta? Nie mówię już o podróżnych znajomościach czy lekturach czytanych podczas jazdy pociągiem bądź autobusem. Oczywiście nie chcę powrotu do dyliżansów, ale czy i tutaj nie zatęsknimy w końcu za jakąś barierą, punktem, kiedy powiemy: starczy? Wiem, wiem. Dzięki możliwości szybkiego przemieszczania się oszczędzamy czas, a czas, to... Zgadzam się, ale co najczęściej robimy z tym ciągle oszczędzanym czasem? Gadu gadu, tysiąc sto któryś odcinek.

Nie da się cofnąć koła historii. Nie ma też takiej potrzeby, zapewne będziemy więc nadal bombardowani tym co nowocześniejsze, szybsze, wygodniejsze. Nie wiem jednak czy to wszystko czyni społeczeństwa coraz bardziej szczęśliwymi. Nie wiem czy mniej jest ludzi samotnych, opuszczonych; nie wiem, czemu tyle samobójstw, depresji. Podobne dane statystyczne rosną mimo iż wynalazki mają ułatwiać nasze życie, a przecież ułatwiać życie, to także walczyć z samotnością (tak myślę). Ale czemu w takim razie niemal każdy mój znajomy (i widzę to też u siebie) zaczyna rozmowę od „nie mam czasu”? I nie wiem też kiedy, ale jestem przekonany, że jednak przyjdzie taki moment, w którym dostrzeżemy, że... Niech sobie każdy dopowie sam, ale ja zaryzykuję własną tezę: dostrzeżemy, że znowu nosimy na szyjach, w kieszeniach, torebkach (a najbardziej we własnych głowach) niewolnicze obroże, które sami sobie nałożyliśmy i że wcale nie będzie łatwiej ich zdjąć niż tych, które były ze skóry czy metalu. A może ja się – ckliwy i zbyt sentymentalny pięćdziesięciolatek – nie rozumiejąc rzeczywistości początku XXI wieku, po prostu czepiam?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

hmm ... Mam nieco ponad 30 lat i korzystam z wszystkich tzw. nowinek technicznych w zasadzie od pierwszych dni gdy wchodziły (komputer, internet, komórka, itp.). Uważam, że są one przydatne i w dużej mierze ułatwiają codzienne funkcjonowanie ale niestety zgodzę się z autorem artykułu co do telefonu, który faktycznie staje się czymś w rodzaju smyczy.
Bardzo łatwo uzależnić się od internetu, TV, komputera, choć nikt nie potrafi się do tego przyznać i to też nie jest dobre.
Czy jednak oznacza to, że zamykamy się świadomie w medialnej klatce i nie możemy się z niej wydostać?

Może tak naprawdę problemem nie są nowinki techniczne, a nasze lenistwo? Przecież łatwiej jest włączyć na DVD bajkę dziecku niż usiąść i poczytać, wysłać mail-a/SMS-a do sąsiada z za płotu niż przejść się kilka kroków i porozmawiać, wsiąść w samochód niż pojechać gdzieś rowerem.


Niniejszy artykuł traktuję bardziej jak apel o zachowanie umiaru i przywrócenie dawnych wartości niż wytykanie wad. Osobiście nie wyobrażam sobie życia bez komputera oraz internetu, który jest dla mnie źródłem wiedzy i utrzymania (praca). Wszystko zależy od nas samych, tego jak wykorzystujemy dane nam narzędzia (wynalazki) oraz wpojonych przez rodziców wartości - bo to oni uczą nas świata, który później staramy się poznawać na własną rękę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klaro, nie wiem czy to dobry przykład z tą Madonną. Wierzę, że jednak na zawsze zostaniesz Klarą i - przez całe, długie życie, które przed Tobą - będziesz bardziej niż ona niepowtarzalna. I tego Ci życzę ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

wiem, że tekst nie jest o walce pokoleń:)

ale ja odebrałam go w takim kontekście, to przecież nie odbiega aż tak bardzo od głównych idei czy założeń tego tekstu, nieprawdaż?

co będzie jak mi stuknie 50-tka?

kto to wie:)
ale np. Madonna ma prawie 50 lat i może nie uda mi się mieć tyle kasy na operacje plastyczne ani siły na wieczne bycie top of the top, ale:)

jak widać, można trzymać rękę na pulsie nawet w tym wieku:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za kolejne komentarze. Tobie Klaro również za szczerość. Ja też kiedyś nie chciałem być marudzącym starszym panem, ale coż... Sama zobaczysz, jak to jest, kiedy ci „pęknie” pięćdziesiątka ;).
Tak zupełnie serio to mój artykuł nie traktuje o „walce pokoleń” (w każdym razie nie taki miałem zamiar), a o tempie zmian cywilizacyjnych, które dotyczą wszystkich (to znaczy ludzi w różnym przedziale wiekowym) i o ich – nie zawsze dostrzeganych - złych stronach.
Sam przyznaję, że wątek „podróży” nie oddaje moich intencji. Masz rację Marto, wymieniając kształcące cechy podróży. Chodziło mi jednak o coś innego: znam ludzi, którzy byli w wielu miejscach na świecie, a niewiele widzieli. Nie mieli czasu. Nie mieli, bo najważniejsze w ich podróżach po świecie to zdjęcie na tle wieży Eiffla, piramid, Akropolu, ewentualnie szybkie zaliczenie plaży (też z obowiązkowym zdjęciem), sprawdzenie ile kosztuje to, tamto i szybki powrót, bo czas to pieniądz... Oczywiście są i inni, ale jednak ten terror „braku czasu” wydaje mi znamienny dla naszych czasów właśnie (pod wieloma względami niewątpliwie najlepszymi w historii).
Ja nie jestem przeciwny wynalazkom (rozumiem więc także argumenty Stefanii), mi chodzi o to: Czy one wszystkie (bo co do niektórych też nie mam wątpliwości) czynią nas (w szerokim ujęciu) ludźmi szczęśliwszymi? Czy zawsze one służą NAM, czy też często my służymy IM (jak w przykładzie przytoczonym przez Katarzynę)?
I jeszcze jedno: jeśli ktoś potrafi nie poddawać się tej presji, to dobrze. Ale ilu a nas nie potrafi? Czy wzrastająca gwałtownie potrzeba terapii odwykowych dla osób uzależnionych (od internetu m.in.) nie powinna być ostrzeżeniem? Ale niech będzie, że marudzę…;)

PS. Wycieczka rowerowa za koło polarne? Super, ale w jakieś sieci będę miał tam zasięg? ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podróże kształcą nie dlatego, że spędza się czas w pociągu (aczkolwiek dobrze wspominam 24-godzinną podróż ze Szwecji do Norwegii w międzynarodowym towarzystwie :).

Podróże kształcą dlatego, bo znajdujemy się nagle wśród ludzi wychowanych w innej kulturze i zaczynamy rozumieć, że istnieją inne punkty widzenia niż nasz własny. Kształcą też dlatego, bo to co widzieliśmy na żywo zapada w pamięć najlepiej.

Osobiście bardzo sobie chwalę ostatni wypad do Irlandii, gdzie za powrotny bilet lotniczy płaciliśmy tyle co za pociąg do Kielc (o ile 120 zł faktycznie wystarczyłoby na pociąg do Kielc i z powrotem ;)

Natomiast wszystkim tęskniącym za przekraczaniem własnych granic serdecznie polecam wybranie się na wyprawę rowerową, najlepiej gdzieś w odludne miejsce, np. za kołem polarnym - nic nie daje większej siły wewnętrznej :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rozumiem ideę. Jedank z mojej perspektywy /mieszkam "daleko od szosy"/ nie do końca to niewola.

Te cuda techniki ułatwiają życie oszczędzając czas i pieniądze.
Nie do przecenienia jest ich użyteczność w miejscowościach oddalonych od większych ośrodków miejskich.

Powiem krótko: łączność, edukacja, kultura, zdrowie, bezpieczeństwo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

cóż, Stefan.
nie czepiasz się, zwyczajnie, zgodnie z naturą, koleją rzeczy, jak na swój wiek przystało, marudzisz;>

Zapewne ja, on, ona, oni młodsi od ciebie, a za 20 lat w tym samym wieku, też będą marudzić na coś innego, nowszego.
Chociaż ja obiecałam sobie, że będę starała się być wyrozumiała dla tego, co przynosi czas, i co zmienia w zyciu.
Czy mi się uda, to nie wiem;] ale chciałabym. Nie chcę być marudzącą starszą panią.

Komentarz został ukrytyrozwiń

O rany, ja też praktycznie nie oglądam telewizji, a na pytanie, czemu nie odbieram komórki zaczynam jej dopiero nerwowo szukać (bo nie jestem z nią zrośnięta w najmniejszym stopniu).
Mogłam napisać w swoim poprzednim komentarzu jak świetnie sobie radzę i że nie dałam sobie nałożyć "obroży". Ale nie o to tu chodzi, chyba.
Może chodzi o to, żeby rodzice zastanowili się zanim kupią dziecku jego własny telewizor i własne DVD i własny komputer. Znam takie rodziny, gdzie każdy siedzi w swoim pokoju w towarzstwie swojego sprzętu elektronicznego. To mnie przeraża. Z tej perspektywy już lepsze są kłótnie o to, który program TV ma być włączony - bo przynajmniej rodzina przebywa wtedy razem, w jednym pokoju, przed jednym telewizorem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za komentarze. Za ten z minusem też, choć zostanę przy swoim zdaniu. Szernie, nie wiem z czego wyciągasz wniosek, że ja narzekam na „dzisiejszą młodzież”. Wcale nie! Chodzi mi o procesy społeczne, zachodzące w społeczeństwie (między innymi wskutek szybkiego rozwoju technologicznego właśnie), które można badać, naukowo opisywać i wyjaśniać. Młodzi są zazwyczaj bardziej podatni na pewne zjawiska, ale zawsze podkreślam, że taki świat dostali od pokolenia swoich rodziców. Zatem w moim przekonaniu mogą być w jakimś sensie „ofiarami”, a nie „sprawcami”. A skutkiem to między innymi depresje, nieumiejętność przystosowania społecznego, wzrost przestępczości młodocianych, ucieczki w uzależnienia, samotność i wiele, wiele innych. To nie jest moje „starcze malkontenctwo”, o tym mówią łatwo dostępne dane statystyczne!
Piszesz: „Ani telewizja, ani komórki, ani internet nie są jeszcze obowiązkowe...”. Tak, ale chciałbyś, aby Twoje dziecko było jedynym w klasie, które nie ma komórki? Wiem coś na ten temat, ale tutaj nie miejsce, żeby o tym pisać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja się nie zgadzam.

Nie oglądam od ładnych kilku lat telewizji, z komputera korzystam zawodowo, dla rozwoju i edukacji, a także jako narzędzia komunikacyjnego. Sam wybieram z czego korzystam. Zamiast narzekać i wspominać, robię coś konstruktywnego.

Każde pokolenie narzeka: "ach ta dzisiejsza młodzież" i jeszcze "za naszych czasów było lepiej". A rzeczywistość jest banalna, w młodości człowiek jest zdrowszy, bardziej bystry, lepiej odbiera świat, szybciej się uczy. Więc nie ma co nostalgicznie wspominać. Ani telewizja, ani komórki, ani internet nie są jeszcze obowiązkowe...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.