Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11006 miejsce

Niewyjaśnione zjawiska niczym z filmu Spielberga!

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-01-14 08:00

Minął właśnie rok od tego wydarzenia. Jego efektem było najdłuższe śledztwo, jakie prowadziłem w moim życiu. Kosztowało mnóstwo czasu, nerwów, pieniędzy, ale i tak było warto. Dlaczego? No cóż... zobaczcie zdjęcie, a zrozumiecie!

8 stycznia 2006 roku był kolejnym, zwykłym dniem polskiej zimy. Tego dnia skakał Małysz, Owsiak trenował Drogowskaz Zdany zdjęcie autoragłos przed kolejnym finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a politycy PiS jeszcze nie wiedzieli o oryginalnym hobby Andrzeja Leppera i jego kolesiów z Samoobrony... A jednak właśnie ten dzień zmienił życie moje i grupy moich przyjaciół, gdyż drobny incydent z trasy Siedlce-Terespol sprawił, że zaczęliśmy prowadzić żmudne, wielomiesięczne śledztwo na niewyobrażalną dla nas skalę. I to w drobnej sprawie, można rzec – wręcz nieistotnej. Chodzi bowiem o to, czy w naszej przestrzeni powietrznej poruszają się obiekty techniczne zbudowane przez istoty, które być może nie są ludźmi. W zasadzie drobiazg. Kogo to interesuje? Ani to nie jest związane z polityką, ani z kulturą, nie mówiąc o sporcie... Ludzie „wykształceni i na poziomie” nie interesują się takimi głupotami spychając tę tematykę na margines, którym czasami zajmują się tabloidy, a i to na ostatnich stronach. Jest co prawda kilku pasjonatów, ale wiadomo, że ich nie trzeba traktować poważnie. Lepiej w ogóle nie poruszać „tych tematów”, bezpieczniej, ale... Ja uwielbiam zasadę, którą Amerykanie nazywają skrótem AAA, czyli „Alone Against All” (ang. „samotnie przeciwko wszystkim”). I dlatego opowiem Wam, co wydarzyło się rok temu na międzynarodowej trasie E-30.

W imię Ojca i Syna... co to jest?!

Oglądaliście film „Bliskie Spotkania III Stopnia” Stevena Spielberga? Założę się, że traktowaliście te historie o „obiektach UFO unieruchamiających samochody” jak bajeczki dla naiwnych dzieci. Podobnie myśleli pasażerowie leciwego Poloneza, którym w południe 8 stycznia 2006 roku wracali do Siedlec. Autem kierował Świadek Maciej Talacha zdjecie autoraemerytowany policjant, Maciej Talacha, który z prędkością ok. 100 kilometrów na godzinę zbliżał się do miejscowości Zdany położonej ok. 10 kilometrów przed Siedlcami. Zdany to mała wioska, zapomniana i trochę na uboczu, która do niedawna była znana tylko z tego, że właśnie tam na odcinku trasy Siedlce-Terespol dochodziło do najbardziej tragicznych wypadków samochodowych. Policja właśnie w Zdanach na trasie E-30 ustawiła znak tzw. „czarny punkt” – ostrzeżenie dla kierowców, że akurat tam brawura zakończyła się tragicznie dla tylu i tylu zabitych i rannych. I kiedy do tego miejsca dojeżdżał wspomniany Polonez, nagle stało się coś zadziwiającego. Samochód stanął jak wryty, „jakby jakaś siła zablokowała wszystkie hamulce!” – relacjonował później świadek tego wydarzenia. Jakby tego było mało, podobny los spotkał mikrobus na wschodnich numerach rejestracyjnych, który jechał w bliskiej odległości za Polonezem. Oba samochody nie dawały się uruchomić, gdyż przekręcenie kluczyka w stacyjkach pokazywało, że auta są pozbawione energii elektrycznej. Najciekawsze było jednak przed nimi! Kierowcy obu samochodów podnieśli maski aut i zaczęli grzebać w silniku szukając tajemniczej usterki, a pasażerowie wyszli zaczerpnąć „świeżego powietrza”. I nagle Maciej Talacha dostrzegł metaliczny, lśniący w słońcu obiekt, który zmieniając gwałtownie wysokość przeleciał tuż nad jezdnią. W pierwszym odruchu pomyślał, że gdzieś na poboczu schowały się dzieci, które zlepiły dwie metalowe miski i rzuciły je nad jezdnią, aby wystraszyć kierowców. Ale owe „dwie zlepione miski” zamiast spaść na ziemię wykonały nagły zwrot w powietrzu i wzbiły się na wysokość kilkudziesięciu metrów. Świadkowie patrzyli na to latające dziwadło jak oniemiali, słuchać było okrzyki zdumienia i po polsku, i po rosyjsku! Kiedy obiekt zbliżał się do samochodów, czuć było wyraźny powiew powietrza i słychać było delikatny szum. Traf chciał, że pasażer jadący w Polonezie miał aparat fotograficzny i wykonał temu obiektowi całą serię zdjęć. I gdyby nie te zdjęcia, to pewnie ta sprawa byłaby kolejnym „incydentem związanym z UFO”, spisanym i zarchiwizowanym, który z czasem został by zapomniany. Ale zdjecia... zdjęcia po prostu ścinały z nóg! I tak zaczęła się dla mnie i moich przyjaciół z Fundacji NAUTILUS przygoda, która trwa do tej pory. Mimo, że od incydentu w Zdanach minął ponad rok!

Miski, balon, fotomontaż... gdyby to było takie proste!

To są zdjęcia, które nikogo nie pozostawiają obojętnym. Najczęstszą reakcją jest zdziwienie, jak można w ogóle traktować poważnie zdjęcia, na których widać po prostu rzucone w powietrze dwie zlepione miski. Taką opinię wypowiadają jednak ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia, co to znaczy rzucić w powietrze tak trudny do rzucenia przedmiot i wykonać przyzwoitą fotografię „UFO”! Mam prawo wypowiadać się w tej Łukasz Bartecki i Mikołaj Jastrzębski foto autorasprawie, bo w ubiegłym roku razem z grupą moich przyjaciół z Fundacji NAUTILUS urządzaliśmy kilka maratonów „rzucania miskami” i za każdym razem osiągaliśmy tak żenujące i mizerne rezultaty, że cała teoria „o rzutach” wzięła szybko w łeb... Pozostała sprawa fotomontażu, ale tu z pomocą przyszła ekspertyza tzw. spójności pikselowej tych fotografii, która wykluczyła także tę hipotezę. Chwyciliśmy się ostatniej deski ratunku, czyli założenia, że grupa ludzi postanowiła zrobić zdjęcia obiektu UFO wypuszczając balon. Kupiliśmy balony, pojechaliśmy do Zdanów, zaczęliśmy je wypuszczać i wykonywać zdjęcia, ale... prawdę mówiąc szkoda nawet poświęcać rezultatom naszych eksperymentów miejsce w tym tekście. Jeśli kogoś zainteresuje cała historia zmagania się z tym przypadkiem, to polecam Wam strony www.nautilus.org.pl

Dokładne zdokumentowanie tego przypadku kosztowało nas tyle czasu, nerwów i pieniędzy, że nigdy w życiu nie wyobrażałem sobie, co to znaczy prowadzić prawdziwe śledztwo. Czy było warto? Owszem.

A jeśli zdjęcia są prawdziwe?

Sprawa zjawiska UFO jest cały czas traktowana jako niegroźna fobia kilku zdziecinniałych maniaków, ciekawostka godna jedynie ostatnich kolumn prasy bulwarowej. Na tym tle pozytywnie wybija się kanał telewizyjny Discovery, który w swoich programach sygnalizuje, że sprawa jest poważna i że czas poważnie rozważyć hipotezę odwiedzin „gości z kosmosu”. Zawsze jednak był problem ze zdjęciami Niezidentyfikowanych Obiektów Latających, które były niewyraźnymi plamkami lub ciemnymi kreskami. Od czasów Zdanów jest jednak jasne, że w naszej przestrzeni powietrznej poruszają się obiekty niezwykle zaawansowane techniczne, które wykorzystują.... antygrawitację! O ile wiem pozostaje ona poza zasięgiem wszystkich koncernów lotniczych. Oczywiście można założyć, że jest to sekretny produkt amerykańskiej armii lub jakiegoś utalentowanego wynalazcy domatora, ale moim zdaniem te hipotezy są raczej wątpliwe. O wiele bardziej prawdopodobną wydaje mi się teza, że ludzie nie są jedynymi istotami we wszechświecie, które zajmują się konstruowaniem urządzeń latających. I jeśli mam rację i zdjęcia ze Zdanów są prawdziwe, to te wszystkie informacje o Lepperze, Dodzie pokłóconej z zespołem, a nawet kiepskich skokach Małysza czy rekordowych wynikach zbiórki Owsiaka – to wszystko jest jedynie nieistotnym medialnym skomleniem wobec tego, co wydarzyło się w pewien zimowy dzień w małej miejscowości koło Siedlec...

Robert Bernatowicz

/poniżej zdjęcia wykonane 8 stycznia 2006 roku w Zdanach/

Zdany zdjecie 1Zdany zdjecie 3Zdany zdjecie 7Zdany zdjecie 2

Zdany zdjecie 6Zdany zdjecie 4Zdany zdjecie 5

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • R B
  • 17.12.2007 20:16

Cóż fanem to może byłem kiedyś:(Ale przejrzałem na oczy kiedy dowiedziałem się jak traktuje poszczególnych ludzi Fundacja N kiedy zaczyn się pisać o niewygodnej dla tejże organizacjach sprawach.Napisze tak kiedy trzeba potrafią kłamać bardzo umiejętnie.Choć muszę przyznać, że jest przynajmniej jest ktoś kto od razu zajmuje się tym wszystkim na raz.Na początku byłem bardzo pozytywnie nastawiony do U.F.O i Zdany ale szybko się przekonałem o własnym błędzie.
Zapraszam>>>>>http://ufoworldnews.blog.onet.pl/

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • R B
  • 02.12.2007 18:56

Czy to możliwe, że ta cała historia okazała się bdzurą?
# świadek zdarzenia opisanego w artykule z dnia 12 stycznia 2006 jest sąsiadem autora cyklu artykułów (rozpoczętych już w grudniu 2005) na temat UFO w Zdanach
# świadek podaje dwie różne wersje zdarzeń – inną dla dziennika Fakt, a inną dla badaczy z Nautilusa
# zapis relacji świadka zarejestrowany przez badaczy z Nautilusa jest pełen sprzeczności
# brak innych świadków zdarzenia w sytuacji gdy manewry UFO nad polami tuż przy drodze międzynarodowej miały trwać co najmniej 10 minut (odstęp czasowy między pierwszym a ostatnim zdjęciem), a wedle pamięci świadka – nawet 30 minut
# autor zdjęć i równocześnie drugi świadek incydentu w Zdanach nie chce ujawnić się publicznie
# badanie, które miało sprawdzić sugestię, że UFO ze Zdanów mogło być dwoma sklejonymi miskami, nie zostało przeprowadzone przez niezależną instytucję, lecz przez badaczy związanych z fundacją Nautilus. Badacze ci nie mieli żadnej motywacji aby udowodnić prawdziwość hipotezy "dwóch misek". W wyniku testów "okazało się, że sprawa nie jest prosta", a ze względu na zastosowaną "fatalną technikę rzutów" nie uzyskali zdjęć latających misek przypominających UFO ze Zdanów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Swojego czasu wychodził całkiem fajny kwartalnik "UFO", w którym opisywano takie i inne przypadki... Zainteresowanym polecam również serię "Goście z Kosmosu?" Lucjana Znicza - jedyne chyba w naszej literaturze tak szczegółowe opracowanie tematu NOL.

Dobra robota! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.