Najnowsza książka "prowansalskiego Angola" to powieść o kradzieży wina. Nie byle jakiego bo najlepszej selekcji win Bordeaux o wartości 3 milionów dolarów. Niebanalnej kradzieży ale - o ile można tak to nazwać - w dobrym stylu.
Zabieram się za recenzję najnowszej książki Petera Mayle’a z ogromną rozterką. Książka zapowiadana jako powieść o kradzieży wina, "wypełniona rozkoszami dla podniebienia, wyśmienitymi trunkami i barwnymi postaciami", nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań. Zostaje odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego?
Niestety, tu zaczynają się "schody". Postacie są naszkicowane, a nie narysowane. To duża różnica. Mam wrażenie,że nie są z krwi i kości. To powoduje,że nie odbiera się ich dosłownie. A na tym książka traci. Ubarwiona historiami "winnymi", anegdotkami i legendami jak na spotkaniu u someliera gawędziarza zaciekawia, jednak nie wciąga na tyle aby chciało się dla niej zarwać noc
. Podobało mi się pozytywne i bardzo ludzkie przedstawienie Marsylii i jej mieszkańców, kpiny z nadętych bogaczy z Los Angeles kolekcjonujących a nie smakujących życie. Uroki kulinarne regionu bardziej przypominały prezentację menu niż organiczną przyjemność jaką daje jedzenie. Jest tu dużo dowcipnych, lekko napisanych scen, które w całości książki dla mnie nie zagrały.Zobacz także:
Artykuły
(263)
Galerie
(50)
Średnia ocen
(4.33)
Wiek: 39 | Miejscowość: warszawa | Kraj: polska
O mnie: Zaratustra "Przyszłość należy do lwów, które umieją się śmiać."... Jestem zodiakalną Lwicą o ogromnym poczuciu humoru! "Lepiej spieprzyć coś po swojemu, niż według czyjejś podpowiedzi" Dziadek Honzy
Ostatnie artykuły autora: